Przeczytałem właśnie artykuł Redaktora Jerzego Baczyńskiego alarmujący, że Senat RP usiłuje dokonać zamachu na wolną prasę. Tekst jak z pytań do Radia Erywań - niby prawda, ale jednak odwrotnie.

REKLAMA
Napisałbym sprostowanie, ale i tak nikt by mi go nie zamieścił. Pozostaje się tylko cieszyć, że istnieją portale, na których mogę natychmiast odnieść się do tez stawianych w ostatnim numerze Polityki.
Po pierwsze – to nie jest inicjatywa Senatu, tylko o b o w i ą z e k ciążący na Senacie, aby zainicjować zmiany w prawie wynikające z wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Jeżeli więc ktoś się na dzień dzisiejszy na wolność prasy „zamachnął” - to sędziowie Trybunału.
Po drugie – należy przypomnieć, że w Senacie inicjatywa ustawodawcza wygląda inaczej niż w Sejmie, gdzie wystarczy zebrać 15 podpisów, aby powstał projekt ustawy.
Na dzień dzisiejszy powstały założenia, które aby stały się inicjatywą ustawodawczą, muszą przejść przez trzy komisje senackie, przez konsultacje, a dopiero po przegłosowaniu na posiedzeniu plenarnym rozpoczyna się „normalna” ścieżka legislacyjna, czyli Sejm i z powrotem Senat.
Tak więc droga jeszcze daleka i niepewna, a założenia te nie mają w Senacie większości i raczej nie przejdą w tym stanie nawet przez komisje.
Ponadto zostały one skierowane do konsultacji do 16 różnych instytucji, w tym do Izby Wydawców Prasy, Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Centrum Monitoringu Wolności Prasy, Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i Rzecznika Praw Obywatelskich. Prośba o nadsyłanie opinii została także umieszczona na stronie internetowej Senatu.
Nie mam żadnych wątpliwości, iż uwagi tych instytucji – tak za, jak i przeciw – będą wnikliwie rozpatrywane.
Ogólnie rzecz biorąc - podzielając tezy Pana Redaktora Baczyńskiego, że nie można dopuścić do absurdalnej sytuacji, kiedy to gazeta lub inne media zmuszane by były głównie do zamieszczania odpowiedzi wszystkich niezadowolonych - trzeba jednak nad wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego się pochylić.
Sytuacje, w których przy ewidentnie kłamliwych pomówieniach, aby uzyskać satysfakcję w postaci sprostowania (nie mówiąc o przeprosinach), trzeba czekać latami na wyrok sądu, też nie są bowiem stanem pożądanym.
Na koniec - również Pan Redaktor Baczyński w przeszłości, o ile mnie pamięć nie myli, padł ofiarą kalumni i zapewne wie jak iluzoryczną ochronę dają pomówionemu obecnie obowiązujące uregulowania prawne.