Rzadko ostatnio słucham muzyki, bo ogólnie jestem nabzdyczona jak osa i nic mnie nie jara. Jakbyście mieli jakieś ciekawe inspiracje, to błagam, wpiszcie w komentarze, bo od kiedy nie łoję z jazzmanami na korytarzach akademika Akademii Muzycznej w Katowicach, nie wpada mi nic ciekawszego w ręce niż Violetta Villas, Czerwone Gitary czy Smerfne Hity vol. 24.

REKLAMA
Marazm i żal nie przyblokował mojej spontanicznej i nagłej chęci odpalenia starego odtwarzacza z mptrójkami. Mam tam powgrywane utwory z czasów, kiedy jeszcze nie byłam przeżarta do kości popem, myśleniem o karierze, sławie, pieniądzach i narkotykach. Piękne to były czasy. Pamiętam, jak godzinami wsłuchiwałam się w płytę, rozkładając ją na najmniejsze atomy… Teraz już wiem, że muzyki i tak nikt nie kuma, a zwłaszcza jazzu, więc nie warto go słuchać, a tym bardziej o nim pisać. Strata czasu. Lepiej iść na małe zakupki.
Odpaliłam więc ten odtwarzacz, ale piosenki tam zawarte w żadnym stopniu nie są odtwórcze. Pomyślałam, że wspaniałe to były czasy, kiedy powstawały fajne płyty. Teraz już nie powstają. W radiu nic nie mówią. A może tok fm nie jest dobrym radiem do poznawania muzyki? Może…
Ale postanowiłam, że nie będę się już bujać na jazzie. Szczerze wątpię, że ktokolwiek będzie chciał posłuchać płyt jazzowych, które polecam. Ja się tylko przypodobam muzykom jazzowym i będę mogła liczyć na ewentualny autograf, kilkoro z Was pokiwa głową z respektem, że takie mądre rzeczy, a reszta pójdzie na dyskotekę. Dlatego koniec z jazzem. Nadeszła era przystępnego, miłego i zrozumiałego popu, dance’u i indie. Jeśli będę chciała podbudować swoją pozycję w oczach czytelnika to obiecuję, że na samym początku jasno to napiszę.
Włączyłam płytę „Emotronica” Grzecha Piotrowskiego. Ale dobrze jest sobie posłuchać dobrego popu. Muzyka lekka, łatwa, przystępna. Aż dziwię się, że nie słychać tego w radiu Zet. Świetne piosenki do tak zwanego przytulańca, ale jeśli chcesz z dziewczyną poszaleć przy drineczku, to też się nada. Skoczne rytmy, ładne melodie. Nie przeszkadza, a to najważniejsze. Polecam serdecznie wszystkim, którzy słuchają wszystkiego co poleci!!! Ultraczad.
Druga płyta, która ostatnio leci mi dość często, to „Back to back” Brecker Brothers. Tu ciekawostka dla melomanów – jeden z Breckerów był ostatnio w Kongresowej. Ale nie słuchałam, bo grał jazz.
Płyta, o której piszę, jest z czasów, kiedy jeszcze bracia upadli na głowę i zaczęli grać niezrozumiałe gamy i pasaże. Świetna, melodyjna płyta! Chyba już kiedyś o niej pisałam… Gościnny udział znanych i uwielbianych wokalistek, takich jak Celine Dion, Whitney Houston, Tori Spelling, a do tego na gitarze stary, dobry The Slash! Płyta ma tak pozytywną energię, a do tego zupełnie nie jest przeintelektualizowana, jak pożal się Boże książki, których nie czytam, bo szkoda czasu.
Polecam. Pani Galewska.