Nie lubię rocka. Bo jest smutny i ma dwa akordy. Jest smutny, nudny i przewidywalny. I jeszcze ta gitara z biciem dwa razy na dół, dwa razy w górę i raz w dół. Dlatego lubię jazz, bo nic z tego nie rozumiem.

REKLAMA
Przynajmniej wiem, że do końca życia będę miała zajęcie, zastanawiając się, o co chodzi. Choć z jazzem jest takie niebezpieczeństwo, że jeśli nie słuchasz go z odpowiedniego dystansu, tracisz grunt pod nogami z powodu tego niezrozumienia właśnie. To tak, jakby mówił ktoś do Ciebie w języku khmerskim, zulu czy urdu. Nic nie rozumiesz i albo przyjmiesz na spokojnie, że tak już jest, albo będziesz się topić w poczuciu beznadziei, własnej głupoty i wrażenia bycia nie na miejscu.
Wspaniale jest trafić od czasu na czasu na kogoś, kto zrobi coś pomiędzy.
I takim właśnie kimś jest Jose James z nową płytą „While You Were Sleeping”. JJ mówi, że zainspirowała go m.in. Nirvana i Radiohead, których też kiedyś słuchałam, ale zabronił mi psychiatra, bo zauważył zależność między zwiększającym się czasem spędzanym przy ich muzyce a pogłębiającą się depresją (to oczywiście TAKI ŻART).
Ale wracając do inspiracji. Świetnie jest posłuchać inteligentnie wykorzystanych wpływów, które powinny teoretycznie dać efekt „minussmutek” przy wzorze smutek+smutek= -smutek, a jest zupełnie nieoczekiwanie inaczej.
Może bez przesady, że zupełnie niespodziewanie, bo Jose James to świetny wokalista. Odkryłam go kilka lat temu, kiedy to okładałam się ze wszystkich stron standardami jazzowymi, bo chciałam być taka muzycznie mądra. A jak chcesz być mądry, to czytasz Gombrowicza, grasz na skrzypcach, czytasz poezję i słuchasz jazzu. Okazało się, że z tym jazzem to nie taka prosta sprawa, i im więcej słuchasz, tym bardziej jesteś głupi, ale już nie będę do tego wracać, bo zaczynam się denerwować.
Wracając do standardów Jamesa. Znalazłam jego interpretacje i bardzo mnie zaskoczyły i bardzo mi się spodobały. Bardzo łagodnie zaśpiewane, minimalizm i precyzja. Zostałam wtedy jego fanką. Wówczas wydawało mi się, że dozgonną, ale jednak z czasem zapomniałam o tym chłopcu i znalazłam sobie nowych.
Po oglądnięciu koncertów i przesłuchaniu jego utworów z czasem wydawał mi się nudny i przewidywalny. I nagle dziś trafiłam na jego nową płytę. To, co się na niej dzieje, to coś powalającego!
Nie będę skracać, opisywać i recenzować, bo tego trzeba posłuchać. Muzyka tak precyzyjnie dopracowana, ciekawa, każdy utwór to inna historia muzyczna. Ostatnio czytałam recenzję płyty J.Lo. i dostało się jej, poza tym, że za wszystko, to za to, że każdy numer jest z innego wyznania. W przypadku „While You Were Sleeping” jest dokładnie ta sama historia i to jest właśnie najlepsze! Aż muszę przesłuchać płytę Jennifer Lopez z Ameryki, bo może też będzie taka świetna.
Polecam z czystym sumieniem
Jose James „While You Were Sleeping”