Dzisiejszy internet to kopalnia wiedzy, ale także źródło nieustającego szumu informacyjnego. Korzystając z niego przekaz prosty może zamienić się w niezrozumiały. W informatyce i socjologii takie zjawisko nazywa się przeciążeniem informacją. Gdy danych jest zbyt wiele, treść niosąca wiedzę zamienia się w szum. Mózg nie jest w stanie przetworzyć potrzebnych mu sygnałów, bo nie wie, na czym się skupić w pierwszej kolejności. Gdy dynamika przyrostu informacji jest zbyt wielka oraz danych historycznych jest za dużo, wtedy dochodzi do przeciążenia. Ogromna encyklopedia zamiast służyć pomocą do rozwiązania krzyżówki albo testu z historii staje się butami z betonu, które ciągną nas na dno oceanu niezrozumienia.

REKLAMA
autor:Rafał Tomański
Kiedyś było inaczej
Historia jako dziedzina wiedzy może być tutaj dobrym przykładem. Bez internetu, smartfonów i rozmaitych dzisiejszych wynalazków świat był prostszy. Ludzie stykali się przez całe życie z tym, co do nas dociera na przestrzeni zaledwie kilku dni. Mieli czas, żeby oswoić się z nowościami, żeby zrozumieć to, co ich otacza i poukładać sobie dane w głowie. Nie trzeba było gonić za kolejnymi rzeczami do kupienia i zastanawiać się, czy zdjęcie profilowe jest dość dobre, by zbierać nowe lajki. Brzmi to jak banał, ale badania pokazują, że średni poziom inteligencji ludzi z naszych czasów jest niższy niż naszych przodków z XIX wieku. Wówczas, w epoce wiktoriańskiej, dokonywano wielu wynalazków, ludzkość przechodziła rewolucję technologiczną i musiała oswajać się z maszynami parowymi, samochodami i kolejami. Były to rzeczy o wiele trudniejsze do zrozumienia przez nieprzyzwyczajone do tego głowy, niż obecnie pojawiające się co chwila gadżety nowych generacji.
Według naukowców dobrym punktem odniesienia w kwestii ludzkiej inteligencji jest czas reakcji na bodziec wzrokowy. Na przestrzeni ponad stu ostatnich lat ten parametr wzrósł o 1/3 świadcząc o spadku ilorazu inteligencji o 14 punktów od lat 80. XIX wieku do dziś. Świadczy to o odwróceniu naturalnej selekcji, bo im ludzkość ma się lepiej i im bardziej efektywnymi środkami medycznymi dysponuje, słabsi mają się z każdym rokiem lepiej. W skrócie nie trzeba się starać, walczyć o swoje i doskonalić umiejętności. Naukowcy są bardzo dosadni – osoby mniej inteligentne mogą mieć teraz dzieci i tym samym geny słabszej jakości są w stanie konkurować z lepszymi. To nie żadna eugenika ery internetu i gadżetów. Wystarczy wejść na jedno z wielu forów i poczytać komentarze pod artykułami, by przekonać się o poziomie statystycznego internauty.
Era nie, tak?
Hejt, czyli internetowa nienawiść wpisywana lawinowo w komentarzach, leje się strumieniami. Najbardziej liczy się bycie „na nie”, posiadanie zdania przeciwnego od tego opisanego w komentowanym artykule. Nieważne, czego dotyczy. Może być o bieganiu, chudnięciu, polityce, sporcie, czy muzyce. Nie ma znaczenia. Liczy się ten, kto krzyczy głośniej, bardziej wulgarnie i na większą skalę. Tak, by tym, którym ewentualnie chciałoby się bronić autora artykułu, ta chęć odeszła jak najszybciej.
Prowadzi to do tego, że jakość dyskusji w internecie przypomina poziom osiągany przez gimnazjalistów na zastępstwie z informatyki. Nie trzeba już pisać żadnego programu albo wstawiać tabeli z Excela. Można wejść na fora i pisać wszelkie możliwe głupoty. Granic nie ma, bo wiek szkolny granic nie lubi. Niedobrze, jeżeli to podejście zostaje na stare lata. Dochodzi wtedy do tego, że zamiast z internetu korzystać, zostaje się w nim wrzuconym na głęboką wodę bezsensownej krytyki.
Wystarczy przyjrzeć się konkretnej sytuacji. Pani Galewska jest muzykiem i wokalistką. Ma za sobą lata muzycznej edukacji, sukcesy w programach telewizyjnych, kontrakty muzyczne z liczącymi się wytwórniami w Polsce oraz wiele własnych nagrań zbierających pozytywne recenzje wśród muzyków. Do tego tysiące fanów na fanpage’u, konsekwencja w prowadzeniu komunikacji z nimi i własny blog utrzymany we własnym stylu w serwisie natemat.pl. Za każdym razem dba o formę i jakość przekazu. Wystarczy przeczytać dowolny wpis, by zobaczyć, że Pani Galewska chce przekazać konkretną informację w czytelny i jednocześnie humorystyczny sposób. Przeszkodą dla odbiorcy okazuje się jednak czytanie ze zrozumieniem.
Mimo iż nowa matura wymaga rozumienia tego, co przekazuje tekst, mimo iż nowoczesny styl komunikacji stawia na kreatywność, otwartość i premiuje pozytywny, zachodni styl myślenia, w necie wygrywa ciemna strona człowieka. 8. lipca Pani Galewska wstawia na swoim fanpage’u grafikę umieszczoną w konwencji nekrologu. W treści pisze, że nie może już wytrzymać z wszechobecnym zalewem dodawania „tak?” na końcu zdań, które ostatnio coraz częściej przewija się w wypowiedziach różnych osób i że ogłasza w związku z tym swoją śmierć. Według niej przed „tak?” nie ma ratunku, ludzie nie chcą tego wyplenić, zatem jedynym ratunkiem jest pożegnanie się z życiem. Nekrolog zaczyna szybko przyciągać hejt. Że głupie, że nudne, że Pani Galewskiej się nudzi, że ewidentnie chce zaistnieć. Do kompletu oczywiście szereg wulgaryzmów i określeń poniżej pasa.
Prawdziwy przekaz nie ma znaczenia
Zamieszczenie nekrologu szybko podchwytują portale plotkarsko-interwencyjne i muzyczne w rodzaju wpolityce.pl, hotplota na eska.pl, afterparty.pl, pomponik.pl, serwis muzyka.onet.pl oraz kozaczek.pl. Piszą o „aferze” i „skandalu” wywołanym przez zamieszczenie kontrowersyjnej treści. Treść nekrologu nie ma znaczenia, chodzi o formę przekazu i robienie sobie żartów ze śmierci. Przecież z góry wiadomo, że tak nie wolno! Nie wypada, bo to – po raz kolejny – głupie. Przecież fani poczuli się „oszukani, zmanipulowani i nabrani” tym, według nich/serwisu/redaktorów piszących te wiadomości, średniej jakości żartem.
W ciągu tygodnia zbiera się ponad 200 komentarzy. W zależności od tego, jak poprowadzony jest artykuł o nekrologu, wśród komentarzy pojawia się odpowiednio mniej lub więcej głosów krytyki. Najlepiej z tematem poradził sobie zespół Kozaczka, który nie nastawił swoich czytelników negatywnie, ale dał do zrozumienia, że działanie Pani Galewskiej miało konkretne podstawy. Odsetek komentujących, którzy chcą dotrzeć do tego, o co w nekrologu chodziło, pozostaje jednak znikomy.
Na czytanie ze zrozumieniem nie ma chęci. To nie brak czasu jest problemem, na przesiadywanie na Facebooku i internetowych plotkach będzie go aż nadto. Łatwiej jest dać ujście frustracji, niż zastanowić się, o co w danym przekazie chodzi. Prowadzi to do intelektualnej przepaści. Można już teraz podjąć odpowiednie kroki – albo usunąć ze szkół konieczność nauki i wprowadzić zastępstwa na wszystkie godziny lekcyjne. Żeby dzieci miały czas na skanowanie Facebooka. Albo czytania ze zrozumieniem wymagać przy każdej okazji. Nie tylko na maturze.