Jakiś czas temu napisałam, że nie lubię rocka, że mam od niego lęki, jest straszny, smutny i nudny. Wtedy przybył użytkownik Art Go i napisał, żebym się opamiętała i posłuchała płyt zespołu Marillion "Misplaced Childchood" i "Brave". Wyzwanie, myślę sobie. Zastanawiałam, czy skończy się to tylko smutkiem i wyciem do księżyca, czy będę miała jeszcze inne, bardziej drastyczne odczucia. Obiecałam, że jak mi się spodoba, to dam znać.
REKLAMA
Daję zatem znać. Wreszcie mogłam na spokojnie posłuchać tych płyt.
Po pierwsze, jednak, mimo wszystko, użytkowniku Art Go - nie nazwałabym tego zespołu rockowym, bo to ich obraża ;p Dla mnie rok zawsze będzie gatunkiem z biciem dwa na dół, dwa do góry i jeden na dół. Tu tego nie ma ani krztyny, więc z rockiem ma tyle wspólnego, że są gitary. I panowie mają długie włosy. No. Mieli.
Po pierwsze, jednak, mimo wszystko, użytkowniku Art Go - nie nazwałabym tego zespołu rockowym, bo to ich obraża ;p Dla mnie rok zawsze będzie gatunkiem z biciem dwa na dół, dwa do góry i jeden na dół. Tu tego nie ma ani krztyny, więc z rockiem ma tyle wspólnego, że są gitary. I panowie mają długie włosy. No. Mieli.
Tak. To zupełnie nie jest nudne ani smutne. Jestem zadziwiona jak przy wykorzystaniu takiego zestawu instrumentów, z naciskiem na tę nieszczęsną gitarę, można uzyskać takie bogate brzmienia. Poza tym ogólnie forma tych utworów jest bardzo bardzo interesująca.
Jestem bardzo zaskoczona i czuję, jakbym dostała prezent na urodziny, które mam za 5 dni. A prezenty lubię (ekhm ekhm). Życzyłabym sobie więcej takich zaskoczeń, więc jakbyście mieli jakieś powalające ciekawostki, to dzielcie się w komentarzach!
podrawiam i ściskam!
