W programie „Na językach” pokazany został materiał, który unaocznić miał nam, odbiorcom muzyki w Polsce, jak ta muzyka u nas wygląda, na czym polega biznes muzyczny i kto decyduje o tym, co w radiu będzie puszczone, by uprzy(krzać)jemniać nam dzień. Tak przy okazji, nawiasem abstrahując, ostatnio Polakom dzień ubarwia reklama MEDIA EXPERT! WŁĄCZAMY NISKIE CENY!
REKLAMA
Dlaczego reklama z Eweliną Lisowską zabija? Odpowiedź nie będzie śmieszna, bo to nie będzie żart! Hahahaha, śmiech, aplauz, hahahaha!
Po pierwsze. „Cześć!” – tak od rana, do starszej pani na wsi, do kierowcy autobusu, do listonosza, do naukowca z depresją?
„Tu Ewelina Lisowska!”Okej… Jestem Ola… hejka…
„Zaśpiewam wam kawałek, który ostatnio ciągle chodzi mi po głowie!” dobra, ale może, zaczekaj, kawę sobie zro… „RAZ, DWA, TRZY, Iiii!” – nabija się przed utworem, wtedy, kiedy zespół wchodzi na RAZ, czyli członkowie zespołu muszą zacząć grać razem, nie ma możliwości wyłapania tempa we wcześniejszych taktach, a robi się to dyskretnie. To w jazzie. Może w rocku robi się o tak, ale zazwyczaj nabija perkusista. co ciekawe – tu perkusista na CZTERY! gra przejście, z którego można domyślić się, jakie jest tempo. Więc nabicie RAZ, DWA, TRZY, CZTERY! nie jest niezbędne. Gdzie medal dla mnie? Poczekajcie z kwiatami, bo to nie koniec.
Nabija się na początku piosenki, a tu słyszymy od razu refren… od CZEŚĆ do REFRENU mija z 10 sekund i to jest najfajniejsze. Zespół od wymyślania reklam stworzył nakręconą na maxa sprężynę w 10 sekund, a to jeszcze nie koniec! WŁĄCZAMY NISKIE CENY! WŁĄCZAMY NISKIE CENY! MEDIA EXPERT! WŁĄCZAMY NISKIE CENY! Reklama się kończy (spokojnie, za dwie minuty poleci jeszcze raz). Zastanawiam się, co na to fani i fanki Eweliny, którzy uznali pieśń za hymn lata, pokochali jej sztukę i płaczą do okładki płyty. Uważam, że sprzedawanie swojej twórczości jest okej, ale nie do końca kupuję podkładanie Lild, Lidl, Lidl, Saturn, Hurra do piosenki, którą pokochało wiele młodych osób. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to twórczość zaangażowana, poezja dwudziestolecia międzywojennego, bunt pokolenia, ale choć trochę szacunku słuchaczom się należy poprzez znikome zakamuflowanie faktu, że muzyka dla wielkich stacji radiowych robiona jest dla czystego zysku. Okej, nie ruszam już dylematów moralnych. Sama nie wiem, co bym zrobiła, gdybym ktoś przyłożył mi do gardła gruby plik banknotów i kazał śpiewać peany ku czci Złotych Tarasów we Warszawie.
To była tylko dygresja. Wybaczcie, że tutaj, ale od kilku dni chodzi mi po głowie ten kawałek! WŁĄCZAMY NISKIE CENY! I chciałam to z siebie wyrzucić.
Miałam pojawić się w materiale w programie „Na językach”, czekałam, bidulka, na ekipę godzinę! I powiedziałam, że nie ma problemu… a był!!! Bo czekałam NA WAS GODZINĘ!!! (Płacz, szloch, zgrzyt) ale najwidoczniej muszę jeszcze trochę popracować nad bardziej medialnym wyrażaniem myśli. Żaden fragment mojej wypowiedzi się bowiem w TV nie pojawił. Przepracowałam już to z moimi psychiatrami.
Szkoda jednak, bo specjalnie na potrzeby materiału nauczyłam się na pamięć kwestii, własnego zdania i argumentacji. Niemniej, żeby już nie zmarnować pracy i wysiłku włożonego w sformułowanie myśli i wykucie na blaszkę, chciałabym napisać to, co miałam nadzieję, zostanie dodane do tej ogólnej dyskusji.
Winę za poziom muzyczny ponoszą przede wszystkim wytwórnie płytowe, które, poza tym, że wybierają demówki zespołów spośród setek płyt, widząc potencjał komercyjny, ingerują w ostateczny obraz muzyki i teledysku, pomagają zdecydować, który utwór będzie singlem, jak ma wyglądać cała ścieżka kariery muzyka, gdzie i co będzie grał, z kim nagrywał duety i z jakiej okazji – jednym słowem: im więcej osób dobiera się do chcącej z początku coś stworzyć osoby, tym gorszy, niespójny i niestabilny jest efekt. Dlatego kariery w Polsce są sezonowe.
Inną kwestią są osoby, które artystą się zajmują – nie myślę o wszystkich, bo jest na pewno wiele dobrych dusz, które chcą pomagać, ale uważam, że techniczną stroną muzyki zajmują się osoby, które same chciałyby być podziwiane i szanowane. Trzeba mieć trochę duszę surfera i potrzebę przeżywania ekstremalnych doznań, żeby chcieć pracować z muzykami. Muzyk sam sobie dostarcza wrażeń, osobom z wytwórni taki zwariowany, kolorowy ptak ubarwi dzień. Myślę, że można stracić zdrowy rozsądek, decydując o tym, co „pójdzie”, gdzie i kiedy. Wiadomo jak to z tą władzą jest. Chyba właśnie władza, możliwość decydowania, odsiewania powoduje, że zatraca się rozsądek – piszę to zdając sobie sprawę z tego, że każdy ten punkt ciężkości widzi w innym miejscu. Jednak uważam, że wytwórnie powinny mieć malutkie poczucie misyjności i odpowiedzialności za słuchacza, i mierzyć wyżej niż niżej.
Po pierwsze. „Cześć!” – tak od rana, do starszej pani na wsi, do kierowcy autobusu, do listonosza, do naukowca z depresją?
„Tu Ewelina Lisowska!”Okej… Jestem Ola… hejka…
„Zaśpiewam wam kawałek, który ostatnio ciągle chodzi mi po głowie!” dobra, ale może, zaczekaj, kawę sobie zro… „RAZ, DWA, TRZY, Iiii!” – nabija się przed utworem, wtedy, kiedy zespół wchodzi na RAZ, czyli członkowie zespołu muszą zacząć grać razem, nie ma możliwości wyłapania tempa we wcześniejszych taktach, a robi się to dyskretnie. To w jazzie. Może w rocku robi się o tak, ale zazwyczaj nabija perkusista. co ciekawe – tu perkusista na CZTERY! gra przejście, z którego można domyślić się, jakie jest tempo. Więc nabicie RAZ, DWA, TRZY, CZTERY! nie jest niezbędne. Gdzie medal dla mnie? Poczekajcie z kwiatami, bo to nie koniec.
Nabija się na początku piosenki, a tu słyszymy od razu refren… od CZEŚĆ do REFRENU mija z 10 sekund i to jest najfajniejsze. Zespół od wymyślania reklam stworzył nakręconą na maxa sprężynę w 10 sekund, a to jeszcze nie koniec! WŁĄCZAMY NISKIE CENY! WŁĄCZAMY NISKIE CENY! MEDIA EXPERT! WŁĄCZAMY NISKIE CENY! Reklama się kończy (spokojnie, za dwie minuty poleci jeszcze raz). Zastanawiam się, co na to fani i fanki Eweliny, którzy uznali pieśń za hymn lata, pokochali jej sztukę i płaczą do okładki płyty. Uważam, że sprzedawanie swojej twórczości jest okej, ale nie do końca kupuję podkładanie Lild, Lidl, Lidl, Saturn, Hurra do piosenki, którą pokochało wiele młodych osób. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to twórczość zaangażowana, poezja dwudziestolecia międzywojennego, bunt pokolenia, ale choć trochę szacunku słuchaczom się należy poprzez znikome zakamuflowanie faktu, że muzyka dla wielkich stacji radiowych robiona jest dla czystego zysku. Okej, nie ruszam już dylematów moralnych. Sama nie wiem, co bym zrobiła, gdybym ktoś przyłożył mi do gardła gruby plik banknotów i kazał śpiewać peany ku czci Złotych Tarasów we Warszawie.
To była tylko dygresja. Wybaczcie, że tutaj, ale od kilku dni chodzi mi po głowie ten kawałek! WŁĄCZAMY NISKIE CENY! I chciałam to z siebie wyrzucić.
Miałam pojawić się w materiale w programie „Na językach”, czekałam, bidulka, na ekipę godzinę! I powiedziałam, że nie ma problemu… a był!!! Bo czekałam NA WAS GODZINĘ!!! (Płacz, szloch, zgrzyt) ale najwidoczniej muszę jeszcze trochę popracować nad bardziej medialnym wyrażaniem myśli. Żaden fragment mojej wypowiedzi się bowiem w TV nie pojawił. Przepracowałam już to z moimi psychiatrami.
Szkoda jednak, bo specjalnie na potrzeby materiału nauczyłam się na pamięć kwestii, własnego zdania i argumentacji. Niemniej, żeby już nie zmarnować pracy i wysiłku włożonego w sformułowanie myśli i wykucie na blaszkę, chciałabym napisać to, co miałam nadzieję, zostanie dodane do tej ogólnej dyskusji.
Winę za poziom muzyczny ponoszą przede wszystkim wytwórnie płytowe, które, poza tym, że wybierają demówki zespołów spośród setek płyt, widząc potencjał komercyjny, ingerują w ostateczny obraz muzyki i teledysku, pomagają zdecydować, który utwór będzie singlem, jak ma wyglądać cała ścieżka kariery muzyka, gdzie i co będzie grał, z kim nagrywał duety i z jakiej okazji – jednym słowem: im więcej osób dobiera się do chcącej z początku coś stworzyć osoby, tym gorszy, niespójny i niestabilny jest efekt. Dlatego kariery w Polsce są sezonowe.
Inną kwestią są osoby, które artystą się zajmują – nie myślę o wszystkich, bo jest na pewno wiele dobrych dusz, które chcą pomagać, ale uważam, że techniczną stroną muzyki zajmują się osoby, które same chciałyby być podziwiane i szanowane. Trzeba mieć trochę duszę surfera i potrzebę przeżywania ekstremalnych doznań, żeby chcieć pracować z muzykami. Muzyk sam sobie dostarcza wrażeń, osobom z wytwórni taki zwariowany, kolorowy ptak ubarwi dzień. Myślę, że można stracić zdrowy rozsądek, decydując o tym, co „pójdzie”, gdzie i kiedy. Wiadomo jak to z tą władzą jest. Chyba właśnie władza, możliwość decydowania, odsiewania powoduje, że zatraca się rozsądek – piszę to zdając sobie sprawę z tego, że każdy ten punkt ciężkości widzi w innym miejscu. Jednak uważam, że wytwórnie powinny mieć malutkie poczucie misyjności i odpowiedzialności za słuchacza, i mierzyć wyżej niż niżej.
a na koniec:
