Wszyscy wiedzą, czym jest jazz. Jest to gatunek muzyczny, który służy do wkurzania ludzi tym, że jest dużo, głośno i nie wiadomo, o co chodzi. Są jednak tacy ambitni, którzy starają się to zrozumieć. Na własną rękę trudno, a i w naszym kraju ciężko jest o światowy jazz, wiadomo - $$$. Trzeba zbierać propozycje koncertowe na weselach i dotacje z instytucji, żeby móc się trzymać i robić to, co się kocha i w co się wierzy. A że instytucje życzą sobie pieśni Jeremiego Przybory, więc zostaje nam skomponować muzykę na big band i Marylę Rodowicz w pieśniach J. Przybory we free jazzowych aranżacjach, z gościnnym udziałem polskiego zdobywcy nagrody Grammy!!! (Jak on się nazywał?...)
Jeśli chcesz zobaczyć jak wygląda życie muzyka, idź do kina. „Whiplash”, film z 2014 roku o młodym, zdolnym perkusiście, który uczęszcza do jednej z najlepszych szkół muzycznych w kraju.
Na tyle zdolny, by zostać głównym bohaterem filmu. Zostaje wybrany na członka big bandu złożonego z uczniów wyższych roczników, a zespół prowadzi dość porywczy i ambitny nauczyciel.
Cały film to próba przeskoczenia najwyższej poprzeczki, można zażartować – wysokiego ce. Hahaha. Pół tonu ciszej. Poprzeczki, którą zawiesił wysoko dyrygent.
Nie zdradzając treści książki zapytam tylko przestrzeni – czy to prawdziwy nauczyciel? Czy to nie jest głos wewnętrzny każdego muzyka, który chce być coraz lepszy? Każdy myślący młody muzyk ma świadomość, że efekt zależy od pracy – jazz jest sztuką bardzo techniczną. Nikt muzykowi nie musi kazać iść do salki o szóstej, by ćwiczyć. Nikt go w sali nie zamyka do 22:00. Robi to, bo sam chce. Wydaje mi się, że nauczyciel jest uosobieniem wewnętrznego terrorysty, który każe ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć. Nauczyciel nie musi znęcać się nad rozsądnym młodym człowiekiem skoncentrowanym na celu, posiadającym ambicje i dobre wzorce.
Polecam wszystkim, zwłaszcza rodzicom, którzy nie rozumieją, o co chodzi z tą całą szkołą muzyczną i całym tym jazzem.
Czysta przyjemność. A muzyka!
