„(…) Kiedyś oceniano warsztat twórcy, dziś krytycy zastanawiają się, co autor miał na myśli” -usłyszałam w radiu. Odnosiło się to do filmu, ale czyż nie można by powiedzieć tak o sztuce współczesnej, nazwijmy to w skrócie sztuką pop, w ogóle? W dawnych czasach wiadomo było, że ze sztuki i tak nie będzie się w stanie godnie żyć, chyba że przy ciężkiej pracy nad warsztatem uda się trafić na dwór króla, który zadba o sakwę swego nadwornego kompozytora czy muzyka.

REKLAMA
W średniowieczu panienka nie myślała o tym, że zostanie gwiazdą. W średniowieczu ludzie byli realistami. Może trochę smutnymi i raczej bez perspektyw, ale przynajmniej bujna wyobraźnia nie prowadziła ich do marzeń typu: „zostanę księżniczką malarstwa”, „będę znanym reżyserem i wszyscy będą mnie kochać”, „muszę być znaną piosenkarką, bo przecież jestem taka śliczna i w ogóle!”.
W dzisiejszych czasach każdy może wszystko. Przy pomocy internetu informacje przenoszą się w megachwili, dzięki czemu mamy możliwość poznawać aktywności inne od tych, które przedstawione zostały nam przez rodziców. I takie dziecko, które poznało kitesurfing, snowboarding i jeździectwo konne, ma okazję zobaczyć, że na drugim końcu świata ktoś skleja modele.
MAAAAAAAAAAAAAAAMOOOOOO!!!
Ja też chcę sklejać modele. Yotube już dość dawno rozpoczął niekończący się okres świetności, a na nim, jak grzyby w łazience, pojawiać się zaczęły miliony dzieci, które zapragnęły zrobić karierę muzyczną. Wszyscy na pewno kojarzą dziewczynkę, której nie wychodzi refren piosenki Whitney Houston „I will always love You”.

Ta biedna, mała, sfrustrowana dziewczynka zaraz wybuchnie, ponieważ jej to nie wychodzi. Przecież tyle dziewczyn w internecie to śpiewa! Przecież to jest taka ładna piosenka! Ja jestem zdolna i też to zaśpiewam. Każde dziecko jego rodzica jest najmądrzejsze i najzdolniejsze, ale mamy czasy, w których bezstresowe wychowanie, chwalenie za wszystko, klepanie po pleckach za najmniejszy sukces typu zjedzenie brukselki (czym to się różni od facebookowego dowartościowywania się ludzi przy pomocy tak wykadrowanych zdjęć, by buzia była szczuplutka, oczy duże i słodkie, a nogi długaśne, czy też poprzez informowanie o najmniejszej swojej aktywności w świecie realnym, aktywności, która świadczy o naszej „obrotności”, popularności, „niezastąpioności”, po to by osiągnąć jak najlepsze lajkowe żniwa……uffff) doprowadza do tego, że rośniemy na bezkrytycznych wobec siebie egocentryków.
A ta piosenka jest po prostu trudna.
Pokolenie, które kojarzy Polskę sprzed ostatniej reformacji, potrafi jeszcze myśleć o innych, można z nimi porozmawiać, posiadają argumenty, ale nie forsują swoich przekonań. Rozmowa z młodymi ludźmi wygląda bardziej jak wykład, po którym taki typ oczekuje braw. I jeszcze to ciągłe ”tak” na końcu zdania, tak? Które pokazuje, że rozmówca nie rozmawia, tylko chce się wygadać, wygłosić swoją mądrość, a Ty masz obowiązek potwierdzić jego doskonałość, tak? Tak.
Mądralińskość przekłada się na stan polskich piosenek. „Hit powinien mieć przede wszystkim łatwą do powtórzenia melodię” – wszyscy kojarzymy ten frazes, tak? Tak. Bardzo prostą linią kojarzenia możemy dojść do niby oczywistej, ale jakże zaskakującej wynikowości. Otóż! Jeśli hit musi być prosty do powtórzenia, to każdy może go zaśpiewać. Jeżeli każdy może go zaśpiewać, to każdy może być piosenkarzem/piosenkarką! „Czymże ja się różnię od najbardziej znanych wokalistów w Polsce?”. No niczym! Ambitus tercji małej, żadne tam frazowanie, żaden feeling. Nikt tego nie kupi.
A Czesławśpiewa wszyscy kochają. Prosta melodia, śpiewana w sposób, jakby śpiewało to dziecko. Można by powiedzieć „każde dziecko to potrafi”. Jeśli Czesław jest taki znany, to ja też mogę! Stąd też tyle młodych osób chce śpiewać, ciągle pojawia się na castingach do programów o śpiewaniu – przecież śpiewać każdy może.
Kółko się zamyka, a najgorzej wychodzą na tym osoby, które chcą się w kierunku wokalnym kształcić. Poświęcają lata na naukę, poznają najlepsze głosy na świecie, szkolą technikę, a ostatecznie nikt tego słuchać nie będzie, a bo to za trudne, a bo to za dziwne, a poza tym nie znane, więc bez sensu w ogóle.
Na koniec myśl – mam wrażenie, że tu może chodzić o skromność wielkiego człowieka. Wokaliści są tak dobrzy, że nie chcą się tym chwalić przed całym światem, jakby na złość facebookowi.
*Oczywista sprawa, posłużyłam się uproszczeniami, ale to w naszych czasach takie modne!