bestseller 2013

REKLAMA
Wtedy właśnie pomyślałam, że powinnam zacząć traktować muzykę poważnie. Zrobiłam sobie małe biureczko ze znalezionych w okolicy kości i doprowadziłam światło od pępka.
Miałam swoją małą pracownię – salkę prób. Tam zaczęłam spisywać pomysły muzyczne, które z czasem ewoluowały. Ja rosłam, a razem ze mną rosły pomysły. I mama.
Pamiętam taką historię,póki jeszcze jesteśmy w tym okresie, jak doktor zorientował się, że ze mną nie wszystko w porządku. Lekarz miał dwa dyplomy - jeden z Akademii Medycznej, drugi z Muzycznej. Kończył fortepian. Miał nawyk grania ciężarnym przez pięć minut na początku wizyty, bo ponoć lepiej się wtedy rozwijają ich płody.
Nie mogłam tego słuchać. Na początku jeszcze było mi wszystko jedno, ale z czasem, kiedy kształtował się mój gust muzyczny, przestałam to akceptować. Podczas kolejnej wizyty napisałam na karteczce groźbę, że jeśli nie przestanie grać to tak wydłużę poród, że wyrobi największą liczbę nadgodzin na oddziale. Oczywiście przeczytał przez USG i miałam spokój przynajmniej do rozwiązania.
Poza tym nic specjalnego się wtedy nie działo.

Rozdział drugi
Czas wydostać się na zewnątrz
Nie mogłam tak męczyć od środka rodzicielki. Zaczęło brakować miejsca na teczki, segregatory, półeczki . Zapukałam więc, że to już ten czas.
Na świat przyszłam 28.07.1986r. Ja i moje utwory muzyczne z tamtego czasu – czasu biureczka i światła z pępka.
Zachowane są wszystkie moje prace z tedy. Okres ten przez naukowców, którzy postanowili usystematyzować moją twórczość, nazwany został okresem „Dziewięciomiesięcznym”, inaczej „Grubym”.
„Grube” prace trzymane są wśród zbiorów z lat 86-89.
co dalej...