Aleksandra Galewska od lat zajmuje się muzyką. Ma za sobą wiele lat studiów, grę na rozmaitych instrumentach i setki godzin ćwiczeń. Zgodnie z teorią Malcolma Gladwella o 10 000 godzinach ćwiczeń potrzebnych do osiągnięcia mistrzostwa, Aleksandra może być spokojna o sukces!
REKLAMA
Zresztą ma do niego wszelkie potrzebne elementy – wygrała „Szansę na sukces”, by rok później namieszać w „The Voice of Poland”. Tam doszła do półfinału, ale wzbudziła największe emocje i zyskała sympatię tysięcy widzów. Do dziś są jej wiernymi fanami i śledzą każdy, nawet najdrobniejszy ruch Aleksandry na Facebooku .
Jako Pani Galewska nagrała płytę i teraz zbiera środki na jej wydanie. Miała podpisany kontrakt z Kayaxem, ale wytwórnia nie była nastawiona na pomoc na początku muzycznej drogi i teraz Aleksandra zbiera środki na wydanie płyty. Po pomoc poszła do serwisu Sellaband.
Sellaband ma na swoim koncie kilka udanych inicjatyw. Jak działa serwis? Artyści prezentują na nim własną twórczość, a gdy spodoba się ona ludziom, słuchacz-fan może kupić odpowiednią cegiełkę. Przykładowo, jeżeli do wydania płyty potrzeba 10 000 euro (Sellaband jest serwisem niemieckim i rozlicza się właśnie w euro), to do nas należy decyzja ile takich cegiełek po 10 euro wykupujemy. Gdy uzbiera się z nich cała suma, wtedy pieniądze przekazywane są artyście i muzyczny projekt może ruszać pełną parą. Taka idea wspierania przez internautów różnych inicjatyw nazywa się crowd fundingiem. W USA, gdzie rynek płatności w sieci jest bardzo rozwinięty i ludzie nie mają problemu z zaufaniem w czyjś pomysł, serwis Kickstarter.com zebrał miliony dolarów na grę komputerową (był tylko jej scenariusz i obietnica, że stworzy ją guru przygodówek lat 90. Tim Schafer), projekt nowej konsoli (OUYA zebrała 8,5 mln USD, ponad 900 razy tyle, ile wymagał pierwotny budżet) oraz smartwatch – zegarek przyszłości bazujący na technologii elektronicznego tuszu (projekt o nazwie Pebble zebrał najwięcej w historii crowd fundingu – ponad 10 mln USD!). Za każdym razem każdą inicjatywę odrzucano w prywatnych firmach, nie chciano wierzyć, że odniesie sukces i projekt zostawał rozrysowany jedynie jako prototyp. Bez wsparcia ludzi żadna z tych i wielu, wielu innych inicjatyw nie miałaby szansy, żeby ujrzeć światła dziennego. Ale na zachodzie jest inna kultura internetu. Rozwijają się mobilne płatności, lepiej sytuowani konsumenci czekają na nowe gadżety, korzystają z nich świadomie i – co najważniejsze – mają za co sobie na nie pozwolić.
W Polsce z nowym projektem muzycznym można w przeważającej większości przypadków odbijać się od drzwi wytwórni muzycznych. Nie robi większej różnicy czy są to tzw. majorsi (czyli najwięksi, międzynarodowi gracze jak Sony czy EMI), czy wytwórnie niezależne, mające u siebie dosłownie garstkę artystów. Pokutuje przekonanie, że polski słuchacz nie potrzebuje muzyki bardziej skomplikowanej niż wakacyjne hity i że nawet nie ma co go pytać o zdanie. Jednak crowd funding i takie serwisy jak kickstarter czy sellanband pokazują, że warto posłuchać się głosu zwykłych ludzi i potencjalnych odbiorców danego produktu, ponieważ można odkryć prawdziwą żyłę złota.
Crowd funding zatacza coraz większe koła na świecie. Amerykańskie prawo zostało niedawno zmienione na wniosek administracji prezydenta Obamy, by z wpłat internautów można było finansować działanie firm. Nasza legislacja także czeka na takie zmiany, ale jak zdążyliśmy się przyzwyczaić takie decyzje są odwlekane w czasie.
Czas płynie, a utwory Aleksandry Galewskiej są najbardziej popularnymi w serwisie Sellaband. Wystarczy spojrzeć na stronę. Ich kolejność na liście zmienia się dynamicznie, czasami wskakują nowe pozycje od innych wykonawców, ale Pani Galewska zyskała sympatię. Pomóżmy jej odnieść sukces i zebrać pieniądze na upragniony debiut. Nagłośnijmy sprawę, by wprowadzić zmiany do skostniałego systemu promocji muzyki. Nie ma no co czekać.
Jako Pani Galewska nagrała płytę i teraz zbiera środki na jej wydanie. Miała podpisany kontrakt z Kayaxem, ale wytwórnia nie była nastawiona na pomoc na początku muzycznej drogi i teraz Aleksandra zbiera środki na wydanie płyty. Po pomoc poszła do serwisu Sellaband.
Sellaband ma na swoim koncie kilka udanych inicjatyw. Jak działa serwis? Artyści prezentują na nim własną twórczość, a gdy spodoba się ona ludziom, słuchacz-fan może kupić odpowiednią cegiełkę. Przykładowo, jeżeli do wydania płyty potrzeba 10 000 euro (Sellaband jest serwisem niemieckim i rozlicza się właśnie w euro), to do nas należy decyzja ile takich cegiełek po 10 euro wykupujemy. Gdy uzbiera się z nich cała suma, wtedy pieniądze przekazywane są artyście i muzyczny projekt może ruszać pełną parą. Taka idea wspierania przez internautów różnych inicjatyw nazywa się crowd fundingiem. W USA, gdzie rynek płatności w sieci jest bardzo rozwinięty i ludzie nie mają problemu z zaufaniem w czyjś pomysł, serwis Kickstarter.com zebrał miliony dolarów na grę komputerową (był tylko jej scenariusz i obietnica, że stworzy ją guru przygodówek lat 90. Tim Schafer), projekt nowej konsoli (OUYA zebrała 8,5 mln USD, ponad 900 razy tyle, ile wymagał pierwotny budżet) oraz smartwatch – zegarek przyszłości bazujący na technologii elektronicznego tuszu (projekt o nazwie Pebble zebrał najwięcej w historii crowd fundingu – ponad 10 mln USD!). Za każdym razem każdą inicjatywę odrzucano w prywatnych firmach, nie chciano wierzyć, że odniesie sukces i projekt zostawał rozrysowany jedynie jako prototyp. Bez wsparcia ludzi żadna z tych i wielu, wielu innych inicjatyw nie miałaby szansy, żeby ujrzeć światła dziennego. Ale na zachodzie jest inna kultura internetu. Rozwijają się mobilne płatności, lepiej sytuowani konsumenci czekają na nowe gadżety, korzystają z nich świadomie i – co najważniejsze – mają za co sobie na nie pozwolić.
W Polsce z nowym projektem muzycznym można w przeważającej większości przypadków odbijać się od drzwi wytwórni muzycznych. Nie robi większej różnicy czy są to tzw. majorsi (czyli najwięksi, międzynarodowi gracze jak Sony czy EMI), czy wytwórnie niezależne, mające u siebie dosłownie garstkę artystów. Pokutuje przekonanie, że polski słuchacz nie potrzebuje muzyki bardziej skomplikowanej niż wakacyjne hity i że nawet nie ma co go pytać o zdanie. Jednak crowd funding i takie serwisy jak kickstarter czy sellanband pokazują, że warto posłuchać się głosu zwykłych ludzi i potencjalnych odbiorców danego produktu, ponieważ można odkryć prawdziwą żyłę złota.
Crowd funding zatacza coraz większe koła na świecie. Amerykańskie prawo zostało niedawno zmienione na wniosek administracji prezydenta Obamy, by z wpłat internautów można było finansować działanie firm. Nasza legislacja także czeka na takie zmiany, ale jak zdążyliśmy się przyzwyczaić takie decyzje są odwlekane w czasie.
Czas płynie, a utwory Aleksandry Galewskiej są najbardziej popularnymi w serwisie Sellaband. Wystarczy spojrzeć na stronę. Ich kolejność na liście zmienia się dynamicznie, czasami wskakują nowe pozycje od innych wykonawców, ale Pani Galewska zyskała sympatię. Pomóżmy jej odnieść sukces i zebrać pieniądze na upragniony debiut. Nagłośnijmy sprawę, by wprowadzić zmiany do skostniałego systemu promocji muzyki. Nie ma no co czekać.
