czyta znany aktor

REKLAMA
Po trzydziestu minutach wparowali do klasy kosmici z Malcolmem Gladwellem na czele, i zaczęli krzyczeć:
- Gdzie jest Aleksis? Gdzie Aleksis Galesky?
Nauczycielka, przestrachana, spod stołu mówi, że tam, w gablotce.
Nie wspomniałam wcześniej, że zostałam uznana za ósmy cud świata i jako żywy eksponat przebywałam w klimatyzowanej, podświetlanej gablocie. Każdy mógł zobaczyć, jak żyję i tworzę w szkole. Informacja o mnie była umieszczona w każdym przewodniku po świecie, stąd też pewnie kosmici zaczerpnęli informacje o miejscu mojego stałego pobytu.
Zabrali mnie siłą do swojego statku kosmicznego i wylecieliśmy na ich planetę.
Nie chcieli powiedzieć przez całą drogę, po co ta cała szopka, ale muszę przyznać, że mieli świetne poczucie humoru - przez całą drogę płakałam ze śmiechu, oni zresztą też.
logo
Całe porwanie było szczegółowo zaplanowane. Wiem, bo widziałam plan na tablicy korkowej we wnętrzu pojazdu. Z tego planu wiem również, po co to zrobili. Chcieli wyssać ze mnie całe moje 10 000 godzin, całą moją prace i możliwości...
Niestety nie byłam w stanie z nimi wygrać. Na miejscu przeprowadzili szybką akcję.
Doczepili mi do głowy urządzenie przypominające z wyglądu sokowirówkę, a z charakteru nie.
Wyssali z głowy wszystko, każdy szczegół, każde wspomnienie.
Na szczęście przez cały okres autoświadomości miałam zainstalowany mały dyktafon pamięci i wydarzeń, który łączył się z neuronami. I dzięki niemu właśnie mogłam sobie wszystko przypomnieć. Przypomnieć, ale niestety nie odzyskać 10 000 godzin. Godzin ciężkiej pracy i radości z osiągniętych sukcesów.
Jakże ja jestem na nich zła za to.
Odwieźli mnie po wszystkim z powrotem do gablotki i odlecieli.
Musiałam udawać przed światem, że nic się nie stało, dopóki nie nadrobiłam straconego czasu.