Aleksis Galesky - Życie jak fawor Rozdział piąty - Udawanie
REKLAMA
To było bardzo trudne. Miałam wtedy 12 lat i nie spodziewałam się, że ktoś mógłby mi zabrać te wszystkie lata tak po prostu. Wymazać mi wiedzę. Było mi co najmniej przykro.
Jednak słynęłam z silnego charakteru i wiedziałam, że nie mogę się tak łatwo poddać.
Musiałam zebrać z powrotem moje 10 000 godzin.
Musiałam pracować dwa razy szybciej i dwa razy więcej, żeby móc szybko zostać znaną na całym świecie.
Jednak słynęłam z silnego charakteru i wiedziałam, że nie mogę się tak łatwo poddać.
Musiałam zebrać z powrotem moje 10 000 godzin.
Musiałam pracować dwa razy szybciej i dwa razy więcej, żeby móc szybko zostać znaną na całym świecie.
Wyliczyłam sobie, że :
15 h dziennie przez miesiąc to
15x30=450h
450 h przez rok to
450x12=5400
15x30=450h
450 h przez rok to
450x12=5400
Przez rok miałabym 5400 h . To za mało.
liczyłam dalej.
liczyłam dalej.
20h dziennie przez miesiąc to 600h.
600 h przez rok to 7200 h.
Lepiej.
600 h przez rok to 7200 h.
Lepiej.
Potrzebowałam szesnastu miesięcy i dwudziestu dni, aby móc zdobyć to, co straciłam.
Postanowiłam opuścić wszystko, co stanowiło moje otoczenie - zrezygnowałam ze szkoły, choć to planowałam już wcześniej w związku z sadystyczną nauczycielką. A propos. Chciałabym zwrócić Twoją uwagę na problem nauczycieli w szkołach muzycznych. Bardzo często są to frustraci, ponieważ ostatnim zawodem, który brali pod uwagę rozpoczynając przygodę z muzyką, był zawód nauczyciela. Proszę mi wierzyć. Większość z tych osób chciała zrobić karierę solową, ewentualnie zasilić grono ORKIESTRY FILHARMONII w jednym z większych miast za granicą lub w Polsce.
Zdolnych i pracowitych ludzi jest jednak o wiele więcej niż miejsc pracy w orkiestrach, a i żeby zrobić karierę solową, nie wystarczy być świetnym muzykiem. Trzeba też mieć pomysł na siebie najprościej rzecz ujmując.
Edukacja w szkołach muzycznych wygląda tak, że uczy się wszystkich tego samego zgodnie z rokiem nauki, na którym właśnie uczeń jest. Na podstawie wymogów, które danego roku uczeń musi spełniać, daje mu się program do przerobienia w semestr. Każdy semestr kończy się egzaminem i oceną zrealizowanego zadania. Mamy zatem gamy, etiudy, krótsze formy i koncerty, które obowiązują na danym roku. Uczeń, owszem, rozwija się, ponieważ formy są coraz trudniejsze technicznie, ale co z tego, skoro rok temu taka Kasia grała to samo, dwa lata temu grał to Tomek, za rok ten sam zestaw dostanie Ania, a wszyscy chcą grać na scenie albo złożyć podanie w sekretariacie Filharmonii Narodowej.
W tym wszystkim jest nauczyciel, który był ambitny i chciał być lepszy od tych co zanim i przed nim. A teraz musi rok po roku grać te same numery, już dawno przestał ćwiczyć, bo po co ćwiczyć, skoro gra te same numery już dwadzieścia lat. Poza tym i tak z założenia jest mądrzejszy, a jak się gówniarz będzie stawiał, to się mu obniży ocenę z egzaminu raz, drugi, trzeci to spokornieje.
Postanowiłam opuścić wszystko, co stanowiło moje otoczenie - zrezygnowałam ze szkoły, choć to planowałam już wcześniej w związku z sadystyczną nauczycielką. A propos. Chciałabym zwrócić Twoją uwagę na problem nauczycieli w szkołach muzycznych. Bardzo często są to frustraci, ponieważ ostatnim zawodem, który brali pod uwagę rozpoczynając przygodę z muzyką, był zawód nauczyciela. Proszę mi wierzyć. Większość z tych osób chciała zrobić karierę solową, ewentualnie zasilić grono ORKIESTRY FILHARMONII w jednym z większych miast za granicą lub w Polsce.
Zdolnych i pracowitych ludzi jest jednak o wiele więcej niż miejsc pracy w orkiestrach, a i żeby zrobić karierę solową, nie wystarczy być świetnym muzykiem. Trzeba też mieć pomysł na siebie najprościej rzecz ujmując.
Edukacja w szkołach muzycznych wygląda tak, że uczy się wszystkich tego samego zgodnie z rokiem nauki, na którym właśnie uczeń jest. Na podstawie wymogów, które danego roku uczeń musi spełniać, daje mu się program do przerobienia w semestr. Każdy semestr kończy się egzaminem i oceną zrealizowanego zadania. Mamy zatem gamy, etiudy, krótsze formy i koncerty, które obowiązują na danym roku. Uczeń, owszem, rozwija się, ponieważ formy są coraz trudniejsze technicznie, ale co z tego, skoro rok temu taka Kasia grała to samo, dwa lata temu grał to Tomek, za rok ten sam zestaw dostanie Ania, a wszyscy chcą grać na scenie albo złożyć podanie w sekretariacie Filharmonii Narodowej.
W tym wszystkim jest nauczyciel, który był ambitny i chciał być lepszy od tych co zanim i przed nim. A teraz musi rok po roku grać te same numery, już dawno przestał ćwiczyć, bo po co ćwiczyć, skoro gra te same numery już dwadzieścia lat. Poza tym i tak z założenia jest mądrzejszy, a jak się gówniarz będzie stawiał, to się mu obniży ocenę z egzaminu raz, drugi, trzeci to spokornieje.
