REKLAMA
Wyobraź sobie najbardziej pracowitego, konsekwentnego, nieugiętego, pewnego siebie a zarazem skromnego człowieka. Silnego fizycznie i psychicznie, szybkiego, spostrzegawczego, podejmującego decyzje w ułamku sekundy.
Jeśli wydawało ci się, że wiesz, co to jest żmudna, konsekwentna, codzienna praca, to ci się wydawało.
Wstaje codziennie chwilę po czwartej rano, żeby nakarmić konie. Od piątej trzydzieści do szóstej zbierają się inni w stajni, w tak zwanej komórce, zagrzybiałym starym pomieszczeniu dwa i pół na trzy metry, za to wysokim pewnie na cztery, więc grzyb ma się do czego przyczepić. Cały sufit i ściany powyżej drugiego metra są jego. Zagrzybiała, zimna komórka w stajni jest przebieralnią dla pracowników, miejscem, w którym trener, głównodowodzący stajni wyścigowej, przyjmuje właścicieli koni i innych interesantów, jest też kuchnią i ogrzewalnią zimą. Na półkach stoją złote puchary, wiszą szarfy z nadrukowanymi nazwami gonitw, które zostały przebyte i zdobyte. takie Veni Vidi Vici trenera-dżokeja.
Ogromna flaga Bułgarii, kraju, z którego pochodzi trener. Kaski jeźdźców, kamizelki ochronne, ciepłe ubrania, buty jeździeckie, lodówka, kanapa, biurko, krzesła, szafka, ekspres do kawy, mikrofalówka, siedem osób (czasem dziesięć), dwa psy i codziennie, niezmiennie obecny, nigdy niespóźniający się niczym pracownik miesiąca, ogromny grzyb na ścianie. To wszystko na kilku metrach kwadratowych.
O szóstej zaczyna się czyszczenie koni, siodłanie i pierwszy trening. W rekreacji na czyszczenie i siodłanie jest trzydzieści minut, tu jakieś siedem do dziesięciu. Można pewnie zmieścić się w pięciu. Najlepiej, gdyby koń był czysty i osiodłany w minutę, bo tu zawsze wszystko trwa zbyt długo. Zawsze można coś zrobić lepiej i szybciej. Każda czynność, każdy ruch obserwowany jest przez współpracowników, analizowany w każdym wymiarze jak przez tomograf, pod kątem sensowności, czasu wykonania, zużytych środków. Jeśli tylko coś jest wykonane zbyt wolno, z gapiostwem, niedokładnie, w umysłach (zawsze) i na ustach (często) innych, doświadczonych, pojawia się wiele mówiące, wieloznaczne a zarazem dobitnie konkretne "japierdolę". Warto się starać, bo może kiedyś dojdzie się do perfekcji, a poza tym istnieje szansa, że zredukuje to ilość wrzodogennych komentarzy do minimum. Łatwo się domyślić, że tego rodzaju presja może być męcząca psychicznie. Zwłaszcza, że nie znajdziesz tu równowagi. Nie masz co liczyć na to, że usłyszysz coś miłego, jeśli osiodłasz konia w dwie minuty lub pozamiatasz poł hektara terenu w trzy. Tu się nie chwali. Tu obowiązkiem jest robienie wszystkiego dobrze i dokładnie.
Konie wychodzą na trening razem. Spod stajni do toru treningowego idą stępa i kłusa, na torze treningowym, piaszczystym, a właściwie trzech torach treningowych do galopów, zwanych tu kentrami, odbywają się treningi wszystkich koni mieszkających na terenie Służewca. Spotykają się tu jeźdźcy treningowi i trenerzy ze wszystkich stajni. Trenerów na terenie Służewca jest kilkunastu, każdy w treningu ma po kilkanaście, kilkadziesiąt koni. Między dwadzieścia a pięćdziesiąt koni dziennie trzeba "przejechać", ruszyć, każdemu trzeba dobrać odpowiedni rodzaj treningu. Szybciej, spokojnie, po którym torze, z jakim koniem, w parze, solo, czy w grupie, jaki dystans, gdzie przyspieszyć, w którym miejscu zatrzymać konia. Wszystkie te parametry przeanalizować w swojej głowie musi trener i wydać odpowiednie polecenia każdemu z jeźdźców.
Odpowiedzialność za konia bierze trener, a konie są zwierzętami prywatnych właścicieli. Są to drogie sercu i portfelowi zwierzęta, więc gdy coś się dzieje, trzeba się tłumaczyć. Tego trenerzy woleliby uniknąć, dlatego tak surowo traktowane są wszelkie niedoskonałości w tej wymagającej szwajcarskiej precyzji pracy. Co się może stać? Koń może połknąć nieprzeznaczony do konsumpcji przedmiot - siatkę z siana, kamień, patyk, ścierkę, może się potknąć i złamać nogę, wpaść do rowu, kopnąć lub zostać kopniętym, zablokować się w boksie, dostać kolki, pobiec za szybko i naderwać ścięgna, wpaść na wzniesienie odgradzające tory, na kanat, czyli barierkę, i się połamać. Jeździec i jego ewentualne obrażenia czy zagrożenie zdrowia są tu najmniej istotne. Bo nie zapominajmy - są to DROGIE, PRYWATNE zwierzęta, a po drugie "po co się pcha do tej pracy, jeśli nie radzi sobie z końmi". Każdy mały błąd jest piętnowany, ludzi do pracy jest bardzo mało, zawsze za mało, ale na najmniejszy błąd brak tam miejsca, więc nawet zbyt mała ilość pracowników nie stanowi przeszkody ku temu, by zredukować ją o kolejną głowę w chmurach.
Ludzie tutaj są jak latarnia morska - nawet jak nie patrzą to patrzą. 360 stopni dookoła głowy, non stop aktualizują dane, odświeżają widok, widzą każdy ruch, każde mrugnięcie, każdy mikroruch. Są jak konie. Konie widzą doskonale każdy mały ruch i podejmują decyzję czy reagować i próbować uciekać, czy zignorować potencjalne zagrożenie. Ludzie z wyścigów widzą rzecz, zanim ona się zadzieje, a decyzje podejmują w trakcie analizowania sytuacji. Tego uczą wyścigi i same konie. Gonitwa trwa około minuty, a sytuacja zmienia się z sekundy na sekundę. Decyzję trzeba podejmować z prędkością światła.
Koń natomiast jest pięciusetkilogramowym zwierzęciem reagującym na zagrożenia (jego zdaniem zagrożenia) emocjonalnie, więc żeby uchronić się przed upadkiem, a konia przed kontuzją, należy myśleć i patrzeć jak on, i reagować tak szybko jak on. W efekcie przy koniach czy na koniu nigdy nie można stracić czujności, a rzeczywistość stale musi być skanowana wzrokiem, bo jeśli koń będzie pierwszy to przegrywasz. To taka trochę gra z koniem w kto pierwszy zobaczy.
Sam trening, czyli koń w galopie, ogromne prędkości, często bardzo blisko siebie, nie jest jedyną niebezpieczną sytuacją. Droga do toru i z toru do stajni potrafi być równie ekscytująca. Nadmiernie emocjonalną reakcję u konia wywołać mogą lądujące kaczki, torebka foliowa tańcząca na wietrze, rowerzysta, samochód, człowiek, inny koń. Nigdy nie wiadomo, jaki dziś dzień. Czy dzień siatki, kaczki, czy hulajnogi. ale reakcja konia zawsze może sprowadzić człowieka na ziemię. Stawanie dęba, nagły zwrot o 180 stopni i rura w przeciwnym kierunku, atak histerii, atak paniki, jak małe dziecko w sklepie, które MUSI mieć zabawkę. I teraz - jeździec musi pierwszy zobaczyć tę cholerną hulajnogę, przygotować się na ewentualny napad lęku, udawać, że "to nic, nic się nie dzieje, dobry koń", jeśli już się dzieje, samemu nie wpaść w panikę, czym prędzej uspokoić zwierzę i niewzruszenie jechać dalej, jakby nic się nie wydarzyło. I tak do następnej kaczki, siatki czy hulajnogi...
Trening jednego konia zajmuje około 40 minut, razem z siodłaniem (za wolnym), dojściem do toru i z powrotem przejażdżek, lotów, treningów dziennie na osobę przypada pięć lub sześć. Do tego dochodzą prace stajenne, jak przetransportowanie ręcznie ciężkich bali słomy, siana, worków z owsem, karmienie koni, sprzątanie w boksach, wyprowadzanie i sprowadzanie koni z karuzeli, wszystko musi być zrobione precyzyjnie i szybko, bo nie może być nieprecyzyjnie i wolno, bo "japierdolę...".
Każde źle lub wolno wykonane zadanie spowalnia pracę całego zespołu, blokuje możliwość wykonania kolejnego zadania, a wszystko odbywa tu się w odpowiedniej kolejności. Nie ma miejsca na chaos, choć chaos jest tu wszechobecny, nie ma miejsca na brak opanowania, choć nadmierne reakcje emocjonalne ludzi są tu chlebem powszednim. Paradoks polega na tym, że tu nawet, jak ludzie wirują w napadzie szału, to i tak wszystko jest pod kontrolą, nawet jeśli wszystko się wali, to i tak decyzja, co robić, podjęta zostaje w sekundę. Tego właśnie uczą konie.
Ostatni koń dostaje swoją porcję obiadową, miotła wykonuje ostatnie swoje obroty w stajni, gaśnie ostatnia żarówka. Ludzie zmęczeni wypełzają z komórki (kancelarii, przebieralni, kuchni). Jutro po czwartej wszystko zacznie się od nowa. Czekać będzie na ścianie grzyb należący do Totalizatora Sportowego, konie należące do prywatnych właścicieli, marzenia należące do trenera, ambicje i osobiste cele należące jeźdźców, deszcz, mróz, upał, wiatr, mgła, samochody i hulajnogi.
Wyobraź sobie najbardziej pracowitego, konsekwentnego, nieugiętego, pewnego siebie a zarazem skromnego człowieka. Silnego fizycznie i psychicznie, szybkiego, spostrzegawczego, podejmującego decyzje w ułamku sekundy. O tym był ten tekst.