Jak tam Wasz dzień w pracy? U mnie od 6:00 do 8;00 padał deszcz, na szczęście później przestało, ale i tak było nieprzyjemnie, mokro, chłodno, ciśnienie chyba niskie. Albo wysokie. Jedno z dwóch. Ale generalnie biomet niekorzystny. A może to nie ciśnienie na zewnątrz tylko w środku, we mnie, w Olci Fasolci? Jeśli tak, to nie ma znaczenia. Już przestałam się nad sobą użalać, może się nie oduczyłam, ale przestałam, bo nie ma na to czasu. Dlatego po prostu Wam opowiem, bez użalania się, suche fakty.

REKLAMA
Zatem jak już pytacie co u mnie, to wstałam dziś jak codziennie o 4:53 i poturlałam się do wanny, żeby spłukać z siebie resztki odrażającego lenistwa zwanego snem. Ubrałam czystą koszulę, bryczesy, skarpetki pod kolor chusty na głowę, chustę pod kolor skarpetek, wypiłam kawę i w nagrodę, że tak ładnie poradziłam sobie z pobudką, wanną I doborem outfitu of the day, zapaliłam papieroska.
Praca na Służewcu zaczyna się o 6:00. Są takie stare filmy, na których można zobaczyć jak to wyglądało kiedyś, kiedy świat był jeszcze czarno-biały.
LINK DO FILMU:
https://www.youtube.com/watch?v=VoqEZzBgpmE
Teraz wygląda to podobnie, z tym, że średnia wieku jest odrobinę wyższa, jeźdźcy są zatrudniani przez trenerów, nie są "państwowi", wszystko jest prywatne - konie, jeźdźcy, siano, owies, czapraczki, siodła, kaski, wszystko z własnej kieszeni. Kiedyś to były czasy - kaski, buty, wszystko zapewniało państwo. Teraz jak jeździec nie przyjdzie rano do stajni, to nie ma komu jeździć. Lub jedna osoba musi robić dwa razy więcej. Swoje plus swoje osoby, która nie przyszła. Powody nieobecności są różne - kot się zatruł, dziewczyna rzuciła, nowy serial na Netflixie - oczywiście nie bagatelizuję dramatów ludzkich, sama raz na kilka miesięcy mam kryzys, bo pracuję 7 dni w tygodniu na dwie prace, ale nie użalam się nad sobą, po prostu stwierdzam fakty i mówię jak jest:) i cieszę się bardzo, że mam dwie ręce i dwie nogi.
Ale są też takie powody, że jest zimno, pada deszcz, nie pada deszcz, nie jest zimno, różnie bywa. Płaca jeźdźca jest bardzo niska, wysiłek duży, wymagania ogromne, trzeba być perfekcyjnym, czujnym, szybkim, ostrożnym i nieomylnym. Każdy mały błąd może doprowadzić do tragedii, dlatego też sporo osób nie wytrzymuje presji i rezygnuje całkowicie lub przychodzi raz na jakiś czas doładować baterie i wraca do swojego spokojnego poukładanego życia.

Jedną z rzeczy, która przykuła moją uwagę już na początku mojej wspólnej z torem przygody, kiedy jeszcze nic nie rozumiałam, (a musicie wiedzieć, że trafiłam tam nie jako umiejący jeździć konno chłopiec 15-19 lat (mam nadzieję, że obejrzeliście film wklejony powyżej, tam jest właśnie o tym, że tak młode osoby jeździły na szalonych koniach wyścigowych!) tylko jako nieumiejąca jeździć konno wokalistka jazzowa lat 32)) to energia ludzi. To, że wszystko jest nie tak, że Totalizator Sportowy nie chce współpracować z trenerami, że tor treningowy jest przestarzały i niebezpieczny, że nie ma komunikacji, że zamiast współpracować, każdy zużywa energię walcząc o przetrwanie, to jedno. Ale jest też druga strona, ogromna energia. Opowiem Wam.
Jest trener Tomasz Pastuszka, wysoki, szczupły, zwariowany trener, który wygląda jak Jim Morrison. Jeździ na koniu w pozycji pionowej, nie nosi kasku podczas jazdy, bo na koniach jeździł zanim wymyślono kaski, zanim naukowcy odkryli, że w czaszce jest mózg i warto go chronić. Podczas galopów załatwia pilne sprawy przez telefon. Z konia... Jest szybki, ale spokojny. Opanowany i pogodny.
Jest trener Ziemiański, który ma zawsze bardzo dużo jeźdźców, a i tak siedzą w pracy najdłużej, bo ma strasznie dużo koni. Musicie wiedzieć, że trener Krzysztof Ziemiański jest kolejnym pokoleniem w rodzinie wyścigowych zapaleńców. Jeździ po terenie takim śmiesznym elektrycznym Harleyem Davidsonem, siedzenie nisko, ręce wysoko. Też zawsze spokojny, pogodny, jeśli urządza pracownikom piekło, to robi to w doskonale zakamuflowany sposób. W sumie kto wie, może przypala pracowników papierosami za brzydką jazdę treningową.
Trener Janikowski, strasznie miły, pomocny pan, ma swoją czerwoną ekipę, która przypomina gang, czerwoni gangsterzy. Ale z pewnych źródeł wiem, że to tylko pozory. To nie gang. To skupienie i profesjonalizm.
Jest też grupa trenerów, którzy są zawsze pełni energii i optymizmu, choćby nie wiem jak padało, jak mroziło - Maciej Jodłowski, Wiaczesław Szymczuk, Emil Zahariev - mają na podorędziu zawsze złośliwą zaczepkę lub odpowiedź na złośliwą zaczepkę. W.Szymczuk w ostatnim momencie przed wjazdem na tor powie ci (nieprawdę!), że coś jest nie tak z twoim sprzętem, że na zakręcie leży pies, że tor zamknięty. Oczywiście po jakimś czasie już się przyzwyczajasz, ale i tak czekam chwili, kiedy spadnie mi siodło, bo miałam niepodciągnięte popręgi, a biegający pies wystraszył mi konia, więc się z tym siodłem zsunełam na zakręcie , a właściwie to przed wjazdem, bo okazało się, że tor zamkinięty.
Trener Szymczuk i Tomasz Pastuszka z tego co pamiętam byli już tyle razy połamani, że
pewnie mają karnet u ortopedy i chirurga, a jeżdżą dalej, co jest niesamowite i świadczy o ich ogromnej determinacji.
Maciej Kacprzyk, młody, ale świetnie radzący sobie trener z dużą stałą ekipą treningową i dużą liczbą trenowanych koni. Poukładany, spokojny, jako pierwszy na Służewcu ubrał swoich pracowników w uniformy, granatowe czapeczki, granatowe kurtki, derki, wszystko schludne i eleganckie. Taki czujny control freak, widać, że ambitny, widać, że mu się chce, chce mu się myśleć poza pudełkiem, jak to mówią w USA.
Piotr Piątkowski, były dżokej, trener mRoku, bardzo pozytywny, pogodny nerwus, ma ogromne pokłady cierpliwości i duży zakres tolerancji mimo, że w środku na pewno wybucha jak bomba atomowa w kryzysowych sytuacjach. Mnie nigdy nie zaatakował, poza tym, że rzucał we mnie kamieniami, jak sobie nie radziłam z koniem. Ale nie celował w głowę, więc zakładam, że to miało mnie nauczyć radzić sobie z końmi.
Trenerzy spotykają się codziennie w drewnianym domku przy torze treninowym, miejscu pracy pana Marka, anioła stróża, ratownika ze słonecznego patrolu. Pan Marek powiedział, że jak nie będziesz mu mówić dzień dobry i się z nim witać, to on nie zadzwoni po pogotowie, jak spadniesz. Też wtedy nie będzie patrzył.
Wie wszystko i widzi wszystko. Pan Marek najprawdopodobniej uciekł z nieba, żeby móc ratować nas przed niebezpieczeństwem, czego do tej pory Bóg nie może odżałować, bo ponoć teraz w niebiosach panuje straszny burdel.

Treningi trwają od 6:00 do około 12:00 na Służewcu w Warszawie. Gdybyście chcieli popatrzeć jak to jest, poznać ludzi, dowiedzieć się jak wygląda praca, wpadajcie koniecznie. Właśnie rozpoczął się sezon wyścigowy, co tydzień w weekend ścigać się będą konie trenowane przez Jima Morrisona, trenera mRoku, czerwony gang, poukładanych MK granatowych jeźdźców. Uczulam, że konieczny jest spokój i cisza, obowiązują zasady BHP, najlepiej wcześniej zadzwonić i umówić się z pracownikiem toru.