Marek Aureliusz, cesarz rzymski w latach 161 - 180 n.e. był również filozofem. Okazało się po latach od jego śmierci, że spisał zbiór swych myśli w dwunastu księgach. Mam pewne podejrzenia, że Księgę V pisał z myślą o pracownikach wyścigów konnych. Już pokazuję dlaczego.
REKLAMA
Marek Aureliusz Rozmyślania Księga V
Rankiem, gdy się niechętnie budzisz, pomyśl sobie: Budzę się do trudu człowieka. Czyż więc czuć się mam niezadowolonym, że idę do pracy, dla której się zrodziłem i zesłany zostałem na świat? Czy na tom stworzony, bym się wygrzewał, wylegując się w łóżku? Ale to przyjemniejsze. Czyż zrodziłeś się dla przyjemności? Czyż nie do trudu, nie do pracy? Czyż nie widzisz, jak roślinki, wróbelki, mrówki, pająki, pszczoły czynią, co do nich należy, a stosownie do sił swoich przyczyniają się do harmonii świata? A ty nie chcesz czynić tego, co jest człowieczym?
Któż z nas nie miał wątpliwości co do sensu tego, co robi, kiedy budzik dzwonił o 4:45? Jaki jest sens w cierpieniu? Za oknem śnieg, deszcz, gradobicie, minus dwadzieścia, mgławica, zerowa widoczność. Ale właśnie paradoksalnie to ta ciężka praca, te warunki dają energię, by żyć. To walka z samym sobą, z własnym wygodnictwem, lenistwem. I to właśnie wygrana w tej nierównej walce z warunkami atmosferycznymi daje człowiekowi ogromną moc. i ciężka fizyczna praca, której człowiek potrzebuje. To właśnie praca w deszczu, gradzie i mrozie otwiera oczy, płuca i umysł.
Jakże łatwo odtrącić od siebie i odepchnąć wszelkie wyobrażenie niepokojące i obce i natychmiast uzyskać pogodę ducha.
To jest jedna z ulubionych czynności ludzi z wyścigów:) Odpychanie niepokojących wyobrażeń, by natychmiast uzyskać pogodę ducha :)
Idę drogą wskazaną przez naturę, aż padłszy ustanę i tchnienie oddam tam, skąd codziennie tchnienie biorę(...)
Jak w punkcie pierwszym. Padasz na kolana, bo grad cię przygniótł, koń cię zrzucił, przeciągnał po piachu. Ale to właśnie ten koń, ten grad, ten piach daje energię do życia. Dlatego nie dziwi fakt, że osoba cała poskładana na śrubki, gwoździe i sznurki wraca na konia i jeździ dalej.
Modlą się Ateńczycy: „Spuść deszcz, spuść deszcz, miły Zeusie, na pola i niwy ateńskie”
Z tym deszczem jest tak. Modlą się, modlą o deszcz, rzeczywiście, kiedy jest sucho. Kiedy jest sucho, nad torem unoszą się tumany pyłu, jak po walce Indian z rycerzami. Piach drażni spojówki, wchodzi do nosa i śluzówki dekapitulują, nie możesz oddychać, nie możesz patrzeć, nie możesz słuchać, ale z kolei jak pada... To pod stajniami odprawiane są pogańskie obrzędy, aby przegonić czarne chmury, bo ile można jeździć w deszczu i śnieżycy. Suche ubrania na zmianę się kończą, w kaloszach powódź, karuzele zalane, ścieżki dojazdowe zalane, tor zalany. Deszcz, owszem, ale z głową, miły Zeusie. Najlepiej niech popada w nocy, a za dnia niech świeci słońce, jak już tak sobie rozmawiamy.
Z tym deszczem jest tak. Modlą się, modlą o deszcz, rzeczywiście, kiedy jest sucho. Kiedy jest sucho, nad torem unoszą się tumany pyłu, jak po walce Indian z rycerzami. Piach drażni spojówki, wchodzi do nosa i śluzówki dekapitulują, nie możesz oddychać, nie możesz patrzeć, nie możesz słuchać, ale z kolei jak pada... To pod stajniami odprawiane są pogańskie obrzędy, aby przegonić czarne chmury, bo ile można jeździć w deszczu i śnieżycy. Suche ubrania na zmianę się kończą, w kaloszach powódź, karuzele zalane, ścieżki dojazdowe zalane, tor zalany. Deszcz, owszem, ale z głową, miły Zeusie. Najlepiej niech popada w nocy, a za dnia niech świeci słońce, jak już tak sobie rozmawiamy.
Jak się mówi: Asklepios zalecił temu jazdę konną albo zimne kąpiele albo chodzenie boso, tak i powiedzieć można: Natura wszechrzeczy zaleciła temu chorobę albo kalectwo albo stratę albo coś innego w tym rodzaju. Tam bowiem: „Przepisał”, „zalecił” oznacza tyle, co: „Zalecił mu to, jako stosowne dla zdrowia”. A tu to, co się każdemu wydarza, jakby mu zostało zalecone jako stosowne dla losu przeznaczonego. Tak bowiem mówimy i my, że coś się nam składa, jak budowniczowie mówią o kamieniach kwadratowych w murach lub piramidach, że się składają, gdy się łączą z sobą w pewnym powiązaniu. Wogóle bowiem istnieje jedna harmonia. A jak z wszystkich ciał wszechświat wypełnia się w ciało tak pełne, tak z wszystkich przyczyn wypełnia się całość, przyczyna najwyższa: los. Wiedzą o tym zaś, co mówię, i ludzie zupełnie prości. Mówią bowiem: To mu się zdarzyło. A więc to było darowane albo to mu było zalecone. Przyjmujmy więc to tak, jak zalecenia Asklepiosa. I w nich bowiem jest wiele goryczy, a przecież przyjmujemy je chętnie w nadziei zdrowia. Zachowuj się wobec tego, co jest wypełnieniem i wykończeniem przepisów wszechnatury, jak wobec swego zdrowia. I chętnie przyjmuj każde wydarzenie, chociażby się zdawało zbyt przykre, bo ono prowadzi tam, prowadzi do zdrowia wszechświata, do powodzenia i pomyślności Zeusa. Nie byłby on bowiem tego nikomu nadarzył, gdyby to nie było zarazem darem dla całości. Albowiem i jakakolwiek natura nie zdarza nic niestosownego dla przedmiotu, którym rządzi. Dla dwu więc powodów należy z miłością przyjmować to, co się wydarza: Po pierwsze dlatego, że tobie się to stało i tobie zostało zalecone i do ciebie w jakimś pozostawało stosunku, sprzężone z tobą od wieków, z przyczyn przedwiecznych, powtóre zaś dlatego, że dla zarządcy świata jest i to, co jednostkom się wydarza, czynnikiem powodzenia i doskonałości wszechświata, a — na Zeusa — nawet samego istnienia.
Długie, ale dobre. Tu Aureliusz miał na myśli, byśmy byli wdzięczni za to, co mamy, doceniali to, co daje nam los. Teraz mamy zdrowie, za chwilę możemy go nie mieć. Inna sprawa, że los dał nam deszcz, grad i minus piętnaście stopni, a innym ciepło, cicho, miło i przyjemnie. Kto będzie zwycięzcą? Odpowiedź nasuwa się sama:) Jesteśmy jak Wikingowie :):):) hahahahaha
Nieziemsko wytrwała dzicz:)
Nie czuj wstrętu ani nie trać odwagi i nie popadaj w zwątpienie, gdy ci się nie powiedzie uczynić wszystkiego według zasad słuszności. Lecz zbity z drogi wróć na powrót i czuj się zadowolonym, jeżeli większa część twych czynów jest bardziej zgodna z naturą ludzką, a miłuj to, do czego wracasz.
Chyba każdy, kto usłyszał słowa dezaprobaty od trenera lub niemiłego kolegi/koleżanki z pracy miał ochotę popaść w zwątpienie. Ale Marek powiada, że nie ma to sensu. Bo jesteś Wikingiem!
Sprawy świata są okryte taką jakąś tajemniczością, że filozofom i to nie małym ani pierwszym lepszym wydają się zupełnie nie do pojęcia.
Całe wyścigi okryte są tajemniczością, tajemnicami i sprytem. Myślę, że tajne służby mogłyby na wyścigach rekrutować ludzi do zadań specjalnych.
Do czego też teraz używam swej duszy? W każdym wypadku takie sobie należy postawić pytanie i badać, co się teraz dzieje w tej cząstce, którą nazywają wolą?
Oj, Marku, Marku. Nie radzę się nad tym zastanawiać, bo fikniesz!
Nie ma czasu na takie rozmowy. Nie znajdziesz też raczej towarzysza to takich rozmyślań. Tam znajdziesz ludzi pracy i czynu.
Chociaż, jednak zmieniam zdanie. Czas na to jest. Mozesz spokojnie zastanawiać się, do czego używasz swojej duszy, gdzie ona aktualnie jest i jak się czuje. Istnieje duża szansa, że nikt nawet tego nie zauważy. Zasada jest jednak jedna. Musisz chociaż trochę być tu i teraz. Bo fikniesz!
Nie ma czasu na takie rozmowy. Nie znajdziesz też raczej towarzysza to takich rozmyślań. Tam znajdziesz ludzi pracy i czynu.
Chociaż, jednak zmieniam zdanie. Czas na to jest. Mozesz spokojnie zastanawiać się, do czego używasz swojej duszy, gdzie ona aktualnie jest i jak się czuje. Istnieje duża szansa, że nikt nawet tego nie zauważy. Zasada jest jednak jedna. Musisz chociaż trochę być tu i teraz. Bo fikniesz!
Składam się z pierwiastka przyczyny i tworzywa. Ani jedno ani drugie nie zmarnieje w nic, tak jak nie powstało z niczego. Każda więc moja cząstka przez przemianę przejdzie w jakąś cząstkę wszechświata. A owa znowu w inną jakąś cząstkę wszechświata się zmieni. I tak w nieskończoność.
Z taką myślą chyba łatwiej się żyje. Nabierasz dystansu do swojej egzystencji. Teraz jesteś, za chwilę cię nie ma. Jesteś energią. Ludzie wspólnie tworzą energię, działanie, efekt. Wystarczy, że nie przyjdzie jedna osoba i każdy odczuwa brak tej energii w swoich mięśniach, kręgosłupie, bo trzeba wykonać taką samą pracę. Dystansujesz się do swojej osoby, myślisz o sobie jak o energii, sile, pracy.
Od tego, co sobie często wyobrażasz, zawisł twój sposób myślenia. Dusza bowiem barwi się wyobrażeniami. Napawaj więc ją szeregiem takich wyobrażeń np. gdzie można żyć, tam można żyć dobrze. Można żyć w pałacu, można więc i w pałacu żyć dobrze. Albo: wszystko dąży do tego, dla czego zostało stworzone. Do czego zaś dąży, w tym jego cel.
Myślenie często trzeba tu opierać na wyobrażeniach, bo życie i praca nie jest łatwa. Musisz widzieć cel w głowie, często gratyfikacja jest tak odroczona, że nie ma nawet szans na dostrzeżenie światełka w tunelu. Ale dlatego właśnie pomaga wyobraźnia. I wiara.
Nic się nikomu nie zdarza, do zniesienia czego nie byłby z natury przysposobiony.
Tego zdania chyba nie trzeba rozwijać:) Każdy najbardziej ciągnący koń, każdy upadek na beton, każdy najgorszy człowiek - nic z tego cię nie ruszy, bo nic się nikomu nie zdarza, do zniesienia czego nie byłby z natury przysposobiony.
Wypadki zewnętrzne ani troszeczkę nie dotykają duszy ani nie mają wstępu do duszy ani nie mogą duszy zmienić ani poruszyć. Zmienia się i porusza ona sama siebie. A do jakich sądów sama się wzniesie, takie wydaje o tym, co się jej zdarza z zewnątrz.
Wypadki zewnętrzne ani troszeczkę nie dotykają duszy ani nie mają wstępu do duszy ani nie mogą duszy zmienić ani poruszyć. Zmienia się i porusza ona sama siebie. A do jakich sądów sama się wzniesie, takie wydaje o tym, co się jej zdarza z zewnątrz.
Żaden upadek nie dotknie twojej duszy. I z taką właśnie myślą zostawia cię trener, dając ci konia, który jest ponad twoje umiejętności.
Pamiętaj o całości materii, której malutką cząstkę posiadasz. I o całym czasie, którego krótki i drobniuchny dział ci wydzielono. I o losie, którego jakże znikomą jesteś cząstką!
Mimo gradu, deszczu, śniegu, przychodzisz dla siebie. Dla swojej wewnętrznej siły.
I dla innych. Jedna osoba mniej do pracy, jeden dzień krócej żyje ekipa, która jednak do pracy przyszła.
I dla innych. Jedna osoba mniej do pracy, jeden dzień krócej żyje ekipa, która jednak do pracy przyszła.
Wnet będziesz pyłem lub szkieletem, tylko imieniem, a nawet już i imienia nie będzie. A imię — to głos i odgłos.
Po cóż więc zastanawiać się nad niebezpieczeństwem, skoro i tak wszystkich nas to czeka. A przynajmniej sobie poszalejesz na koniach wyścigowych. Niezły ten Marek Aureliusz, poważnie. Jakby był moim dobrym kumplem. Wszystko rozumie.
Jeżeli to nie jest ani moją przewrotnością ani skutkiem mej przewrotności ani nie przynosi szkody społeczeństwu, czemuż się tym niepokoję? A jakaż w tym szkoda społeczna?
To jest druga myśl w głowie jeźdźca. Pierwsza to była ta o duszy i o tym, gdzie ona jest oraz dokąd zmierza :)
A „szczęśliwy” — to ten, kto los szczęśliwy sam sobie przygotował. A szczęśliwy los — to dobre drgnienie duszy
To jest chyba sens tego wszystkiego. Aureliusz wiedział już 2000 lat temu o co chodzi szaleńcom od wyścigów konnych. O szczęście, radość, wolność.
O to w ogóle chodzi w życiu.
Dzięki, Marku Aureliuszu za rozmowę!
Dzięki, Ola. Fajnie było. Spoko jesteś.
Dzięki, Marku. Ty też.
Ok, już przestań. Pa!
Ok, już przestań. Pa!
Pa!
