
19.03.2013 był dniem przełomowym dla całego świata muzycznego. Ukazała się płyta „The Best Of” Pani Galewskiej.
REKLAMA
Śmiechy chichy, ale naprawdę się ukazała. Chciałabym Państwu ją serdecznie polecić i przy okazji, jak mogę mówić, przybliżyć Państwu to, co w niej zawarte. Muzyka zawiera wiele szczegółów, które są przemyślane i celowe. Na płycie znajduje się 10 utworów w języku angielskim. Język wybrałam z pełną świadomością mimo, że słyszałam z wielu stron złote rady, że angielski w naszym kraju się nie sprzedaje. Pewnie tak jest, ale już piszę dlaczego angielski.
Muzyka powstała na kwartet jazzowy i wokal, z tym, że wokal miał być równoważny z instrumentami - tylko dźwięk, bez tekstu. Taki był zamysł. Pod tym kątem powstawała muzyka. Chodziło mi o przekazanie emocji i zabawę formą. Ale bez dodawania historii tekstem. Każdy mógł dopasować swoją historię do muzyki. Nie poskładało się, żeby to w takiej formie wyszło. Materiał leżał w teczce, pojawił się program, który zabrał mi trochę czasu i popchnął moją muzyczną „przygodę” do przodu. Z programu wyniosłam dystans do muzyki, świadomość, że pop nie musi być synonimem „siary”, że nie ma nic złego w muzyce „komercyjnej”, „współczesnej”, „popowej”, że wcale jazz nie jest jedynym słusznym gatunkiem. Będąc uczniem szkół muzycznych człowiek atakowany jest autorytetami z każdej strony, często nie szuka siebie, tylko próbuje osiągnąć poziom „zadowalający”, czyli taki, który powali jego samego na kolana. Jest to koło zamknięte, bo im wyżej skacze, tym bardziej oddala się od ogromnej grupy ludzi, którzy nie są tak zaawansowani w kwestii znajomości muzyki. Ja postawiłam na emocje i kilka ciekawostek, ale jest to cały czas muzyka, która nie odstrasza ani tych po lewej, ani tych po prawej stronie barykady. Ale dlaczego po angielsku? Właśnie dlatego, że ciężko jest nagrać płytę nie jazzową bez tekstu. Chciałam jednak trzymać się koncepcji dawania emocji, a nie historii. Jeśli ktoś chce, posłucha tekstu, ale w przypadku kiedy nie jest to język ojczysty nie zwraca się na to uwagi na sam pierw. Ot co.
Spróbuję opisać każdy utwór po kolei.
Pierwszy na płycie „He wrote me one day”.
Jest to ballada, której muzyka jest najmłodsza i powstała do tekstu. Poprosiłam męża, japonistę, pisarza i człowieka z wyobraźnią o kilka tekstów, które mogłabym dopisać do muzyki z teczki. Ten tekst nie pasował mi do niczego co miałam, więc dopisałam do niego dźwięk. Tekst jest historią z szyfrem.
4649 yo ro shi ku -> NICE TO MEET YOU
0840 można przeczytać jako o ha yo o -> GOOD MORNING
.59 to ten go ku -> HEAVEN
0840 można przeczytać jako o ha yo o -> GOOD MORNING
.59 to ten go ku -> HEAVEN
W języku japońskim niektóre słowa można zapisać cyframi (jak np. "być" = 2b po angielsku) i to właśnie ten szyfr.
He wrote me one day four six and four nine
I stared at it long, even doubt in my sight
Next day little digits where just when I left them
Shimmering lightly and shining a bit
Zero eight four and a zero an odd way for hello
I got used to it quickly and my own words forgot
I stared at it long, even doubt in my sight
Next day little digits where just when I left them
Shimmering lightly and shining a bit
Zero eight four and a zero an odd way for hello
I got used to it quickly and my own words forgot
We talked for a month or so
I got lost with the time and thought about it no more
When he asked me one day
Just completely by chance
Tell me how do you feel
Point five nine
Point five nine
Were the best words to sound
I got lost with the time and thought about it no more
When he asked me one day
Just completely by chance
Tell me how do you feel
Point five nine
Point five nine
Were the best words to sound
Taka jest historia, a muzycznie jest to budowana na prostym motywie ukradzionym od Kanye’go Westa z Runaway, czyli powtarzanym, jednym, wwiercającym się dźwiękiem „wysokim” e :). Emocja rozwija się tu przy pomocy zagęszczania struktury muzycznej głównie w drugim refrenie. Między dwiema częściami i na końcu jest nałożony efekt, dzięki któremu utwór trzeszczy i zacina się jak winyl, co jest tak śmieszne, że aż leżę ze śmiechu na podłodze i zrywam boki, zalewając łzami sąsiadów. Chórki podłożyłam własnym głosem, harmonia jest celowa, przemyślana,jak zresztą cała płyta.
Przez 7 najbliższych dni do wygrania mamy płytę, o której mowa. Zasady konkursu są proste. Pod tekstem, w dziale komentarze wklejacie Państwo odpowiedź, a my wybieramy najkreatywniejszą, wnoszącą coś do życia innych, nie pozbawioną walorów literackich i intelektualnych. Pytanie na dziś:
Co myśli jazzman grając solówkę?
