Wczoraj przyszła mi do głowy myśl. Dlaczego nie interesuję się światem, kiedy przeglądam polskie media, a z jakiego powodu większość zagranicznych jest w stanie mnie zaciekawić?

REKLAMA
Od kilku lat media nie przyciągają mojej uwagi. Dlatego, że jest w nich zbyt dużo polityki, co nie interesuje mnie zupełnie, pompy i tematów, które mnie nie dotyczą. Szkoda mi czasu na oglądanie relacji z naprawy pasa na lotnisku, słuchanie informacji o tym, że ktoś tam, coś tam. Po prostu szkoda mi czasu i pod tym względem jestem jak autystyk. Boli mnie nuda płynąca z kanałów informacyjnych.
Poza tym co mi po tym - dziś motorniczy rozwala pociąg, a jutro już nie ma tematu. Jest inny, superciekawszy. Nie ma ciągłości, więc nawet nie mam jak się zżyć. Nie widzę konsekwencji, poza tym dostaję takie informacje, jakie statystyczny Polak chce zobaczyć i usłyszeć, jakie statystycznie mogą zainteresować słuchacza. Ja nie jestem statystyczna. Przede wszystkim przeszkadza mi to, że nie dowiaduję się niczego nowego. Chciałabym włączyć telewizor i usłyszeć coś, czego sama bym nie wymyśliła, czego się nie spodziewam, co mnie zainspiruje, a dostaję żal, smutek, rozpacz, łzy, krew i wszechobecną beznadzieję.
Przeczytałam wczoraj wywiad w "Przekroju", gdzie czytam oczywiste oczywistości.
Chcąc nie chcąc zwyczajnie obserwując to, co się dzieje, mam podobne wnioski co osoba, z którą wywiad jest przeprowadzany. Chciałabym czytać wywiad i nie rozumieć za pierwszym razem, o co chodzi, chciałabym dostawać informację, którą muszę przeczytać jeszcze raz i jeszcze raz. Chcę, żeby media rozwijały moje postrzeganie rzeczywistości. Nie chcę ziewać, mówiąc, że to już było.
Co więcej, mam wrażenie, że nastały takie czasy, że osoba, która ma mi informację w rzetelny i ciekawy sposób sprzedać, sprzedaje przede wszystkim siebie. Mamy dziennikarzy celebrytów (i tu wrócę do wcześniej wspomnianego wywiadu - odnoszę wrażenie, że osoba zadająca pytania chciałaby być na okładce), a nie profesjonalistów, którzy przekazują obiektywne informacje, mamy prowadzących poranne programy "ogólnorozwojowe", którzy zadają pytania i sami na nie odpowiadają.
Marzy mi się profesjonalnie podana, sprawdzona informacja, po której przeczytaniu opadnie mi sztuczna szczęka!
tralala