Postanowiłam, że zostanę reporterem wojennym.

REKLAMA
Fotoreporterem właściwie, bo trudno się w takich okolicznościach rozmawia. Ale nie mogę być takim „zwykłym” fotoreporterem. Za duża konkurencja. Trudno będzie przebić się ze swoimi pracami, zwłaszcza, że do tej pory nie zajmował mnie temat zdjęć - ostatnio na poważnie śledziłam na rowerze policję konną, robiąc im zdjęcia - strasznie mi się podoba ten widok!
Musiałam od czasu do czasu zjeżdżać w boczne uliczki, bo bałam się, że się zorientują – hipster w żółtej czapce na rowerze w mało uczęszczanych zakamarkach jest charakterystyczny. Tak się przed nimi chowałam, że ich zgubiłam… W każdym razie mam z tego zdjęcia i możecie liczyć na wernisaż. Myślę, że w takich momentach ujawnia się mój popęd do dokumentowania rzeczywistości.
Wracając jednak do wątku, że nie mogę być takim zwykłym fotografem, postanowiłam, że będę robić sesje zdjęciowe na wojnach . w tle strzały, bomby, a na pierwszym planie ciuszki, dyrdymały, botki…
Zanim jednak zorganizuję pierwszą wyprawę, napiszę kilka reportaży. Pierwszy reportaż będzie o niewidomej pani.
Stałam na przystanku, czekałam na tramwaj, który ciągle nie przyjeżdżał i widzę panią z białą laską, prowadzi ją chłopak. Pewnie na tramwaj! – pomyślałam swoim analitycznym umysłem. Nie myliłam się. Czekali na tramwaj. Pojazd przyjechał. Oni wsiedli, ja wsiadłam. Nie wiem, czy do tego samego co ja, czy do innego wagonu, bo byłam bardziej zainteresowana muzyką w odtwarzaczu.
Siadłam na miejsce – było wolne, to siadłam – w końcu w godzinach szczytu to rarytas. Dostałam w łeb od babci, która próbowała usiąść na inne miejsce, jakiś dziadek obok mnie – w spokoju siedzieć się nie da! - ale jadę. Dobrze, że przyjechał. W sumie mogłabym rowerem, ale znów by mnie zainteresował jakiś obiekt i zajęłabym się dokumentowaniem. Tramwaj, słuchawki, jedziemy. Jadę, jadę, jadę. Nic się nie dzieje. Do czasu, kiedy coś się zadziało. Tramwaj się popsuł. Trzeba wysiadać. Oesssuuuuu….
Idę po tych kamulcach, po prawej barierka, po lewej tramwaj za tramwajem, przede mną ludzie, za mną dziewczyna przepycha się butelką plastikową – Oj, przepraszam – Nie szkodzi. Idę.
Ludzie, płotek, tramwaj, butelka.
Nagle przede mną! Pani z białą laską i z chłopakiem!!! Super. Będę za nimi szła! Jakie to piękne, jakie wzruszające! Mam temat. Napiszę o tym reportaż. O pomocy obcych potrzebującym. Wszyscy się wzruszą, wszystkie nagrody moje! Ale im zmiękczę serce!
No to podsłuchuję. (Szli bardzo wolno, więc mogłam sobie słuchać i słuchać).
- gdzie jesteśmy?
- po prawej to, po lewej tamto
- a
- chyba się popsuły tramwaje
- a gdzie teraz jesteśmy?
- tu i tu
(Boże! Jakie to piękne, że on tej pani pomaga, cudownie! Zaraz mu opowie całe swoje życie – dziwne, bo za mną nie ma nikogo, przed nami też nie – idzie tylko on, ona i tuż za nimi ja, jak dostanę niechcący od tej pani laską, to będzie jeszcze lepiej, będę już tak jakby w środku tej sytuacji, jestem jak cień tropiący prawdziwą rzeczywistość…)
- a teraz?
- tu i tu – i do mnie – proszę ominąć nas bokiem, tramwajem, będzie szybciej, wszyscy tak robią…
Hm… trochę się zmieszałam… rzeczywiście, wszyscy tak zrobili… będę musiała popracować jeszcze nad transparentnością. Kurcze! Straciłam temat… ale na pewno zaraz nawinie się coś ekstra!