Kiedy odpowiednio pobudzi się ciekawość dzieci i pokaże, że ich działanie może mieć sens, chętnie odklejają się od komputerów. Uczmy najmłodszych, że demokracja jest fajna. Zwłaszcza w święto, takie jak dzisiaj.
REKLAMA
1.
Amerykański filozof i pedagog John Dewey był idealistą. Uważał, że demokracja jest największym osiągnięciem człowieka i każdy powinien móc korzystać z jej owoców. Wymarzył sobie, że demokratyczne będą wszystkie poziomy państwa: od społeczeństwa, przez rodziny, aż do szkół. Według Amerykanina demokracji nie można nauczyć się na pamięć, a każde pokolenie musi ją odkryć dla siebie na nowo.
„Dzieci powinny uczyć się demokracji doświadczając demokracji. Tylko tak stworzymy pokolenie odpowiedzialnych obywateli”, głosił filozof. Ponieważ działalność Deweya przypadła na czas drugiej rewolucji przemysłowej, jego słowa budziły ferment i zdziwienie. Bo jakże to, oddawać głos dzieciom? A co one mogą wiedzieć o własnych potrzebach?
O tym, jak trudno jest uczyć dzieci demokracji, wiedzą przede wszystkim rodzice i nauczyciele. Demokracja opiera się bowiem na kilku filarach – aktywne uczestnictwo jest jednym z nich.
Pamiętam, jak jedna ze znajomych wspominała próby wprowadzenia „demokracji” we własnej rodzinie, składającej się z dwójki dorosłych i dwóch nastolatków. Demokrację przetestowano pierwszy raz podczas wakacji. Znajoma ogłosiła dzieciom, że mogą podejmować własne inicjatywy i zgłaszać pomysły na wspólne spędzanie czasu. Dzieci były zdziwione. Tak naprawdę wolały być zostawione samym sobie. „Mamo, ale jeśli my chcemy zostać przed komputerem, a nie iść z wami nad jezioro, to po co mamy nad tym głosować?”, powiedział w końcu syn, kiedy matka obruszyła się, że nie korzystają ze swoich demokratycznych praw. „Wyuczona bezradność”, doszłyśmy do wniosku. Albo i gorzej – wyuczona inercja. Czyli chroniczna awersja do jakiejkolwiek aktywności.
2.
Z drugiej strony, czy demokracja (a także polityka) to nie jest koncept dla najmłodszych zbyt abstrakcyjny? Ile dzieci myśli o swoim własnym kraju, jak o czymś, co należy – de facto – także do nich? Ilu młodych ludzi utożsamia ulicę, na której mieszkają, okoliczny park czy rodzinne miasto ze swoim mieszkaniem? Pewnie niewielu – bo kto rzucałby śmieci na podłogę własnego pokoju?
Niewiedzę najmłodszych można tłumaczyć wiekiem. Niestety, całkiem sporo dorosłych Polaków nie ma świadomości, że wydatki państwa są jak ich własny, domowy budżet. Czyli że tyle, ile do niego włoży, tyle można z niego wyjąć. Tymczasem, większość z nas jest w stanie tolerować wzajemnie sprzeczne poglądy – chcemy, żeby państwo zwiększało zakres świadczeń socjalnych, ale też obniżało podatki, nie zastanawiając się nad tym, że zaciągany dług spłacać będziemy z własnego portfela.
Wiadomo, że pojęcia abstrakcyjne są najtrudniejsze to zrozumienia. Tak naprawdę, można je „poznać” dopiero przez doświadczenie. Czy ktoś może nauczyć się z książki, co to miłość czy przyjaźń, o ile nigdy ich nie przeżyje? Rację miał John Dewey – demokrację trzeba „poczuć” na własnej skórze. Warto jednak próbować też o niej mówić. Pokazywać, jak działa. I co się dzieje, kiedy demokracji zabraknie. Od codziennego przykładu do abstraktu.
3.
Prekursorem humanistycznego podejścia do edukacji był niemiecki pedagog Friedrich A. Froebel, pomysłodawca tworzenia „ogrodów dla dzieci” w XIX-wiecznych Prusach. To jemu Niemcy zawdzięczają słowo Kindergarten (przedszkole, czyli „ogród dziecięcy”, po ang. Kindergarden). Froebel uważał, że najmłodszych nie powinno się nauczać, ale pielęgnować ich talenty – dokładnie tak, jak ogrodnik dba o swoje rośliny.
Podstawą tej pierwszej edukacji dla pruskiego edukatora było kształtowanie samodzielnego myślenia i umiejętności życia w społeczeństwie. Botaniczna metafora Froebela ma o tyle głęboki sens, że przecież nawet najbardziej utalentowany ogrodnik nie może zmusić roślin do wzrostu. One rosną same, organicznie, choć pod warunkiem, że zapewni im się odpowiednie środowisko do rozwoju.
Podstawą tej pierwszej edukacji dla pruskiego edukatora było kształtowanie samodzielnego myślenia i umiejętności życia w społeczeństwie. Botaniczna metafora Froebela ma o tyle głęboki sens, że przecież nawet najbardziej utalentowany ogrodnik nie może zmusić roślin do wzrostu. One rosną same, organicznie, choć pod warunkiem, że zapewni im się odpowiednie środowisko do rozwoju.
Demokracji uczą wszystkie kraje, które wiedzą, że dla ich własnego dobrobytu ważne jest istnienie świadomego i aktywnego społeczeństwa. W Wielkiej Brytanii zamiast lekcji wychowawczych odbywają się lekcje obywatelskie. Najstarsza brytyjska fundacja polityczna Hansard Society od wielu lat prowadzi specjalny program edukacyjny dla szkół w całym kraju. Najmłodsi Brytyjczycy uczą się, jak działają wybory lokalne i ogólnokrajowe, a także dlaczego warto angażować się w politykę i jak to robić. Część nauki odbywa się przez internet, część to spotkania, np. z lokalnymi politykami. Takie lekcje są nie tylko narzędziem edukacji, ale też wyrównywania szans. Dlaczego? Bo wciąż bardzo mało dziewczynek marzy o karierze w polityce. „Na świecie wciąż jest za mało liderek. Włącz się do gry!”, nawołuje Sheryl Sandberg, prezeska Facebooka i jedna z najbardziej wpływowych kobiet świata.
W Szwecji, kraju prawdziwie równych szans, edukacja obywatelska jest codziennością. Pisarka Sassa Buregren, autorka „Małej książki o demokracji”, od wielu lat organizuje w szwedzkich szkołach warsztaty demokratyczne. Podczas spotkań z uczniami wspólnie przygotowują listę spraw, które chcieliby zmienić w swoim najbliższym otoczeniu. Więcej placów zabaw, boisk czy ścieżek rowerowych? Można napisać do rady gminy czy zorganizować szkolną kampanię. Okazuje się, że kiedy odpowiednio pobudzi się ciekawość dzieci i pokaże, że ich działanie może mieć sens (czyli prowadzi do jakiejś zmiany), chętnie odklejają się od komputerów. Świetnym przykładem jest historia dwóch 10-latków z Lubonia, którzy chcieli mieć szałas dla siebie i kolegów - wysłali więc list do burmistrza z prośbą o zgodę na jego budowę. Efekt? Spotkanie z burmistrzem i przetarg na budowę publicznego szałasu - nie tylko dla aktywnych małych obywateli, ale wszystkich mieszkańców Lubonia. Warto? Warto.
4.
W Polsce też mieliśmy prekursora demokracji uczniowskiej – Janusza Korczaka. Wierzył, że dzieci z natury są autonomiczne. Wierzył też w dziecięcą mądrość i dojrzałość. W domu sierot, który prowadził, funkcjonował cały system instytucji demokratycznych: sądy koleżeńskie, samorządy i kółka samopomocowe.
Dlatego powinniśmy przypomnieć sobie, co blisko sto lat temu mówił John Dewey. Nasza demokracja jest bowiem w impasie. Ani w nią nie wierzymy (jak głosi najnowsza Diagnoza Społeczna), ani nie chcemy jej ulepszać (co pokazuje niska frekwencja wyborcza i małe zaufanie do procesów demokratycznych w ogóle). Wciąż bijemy się o semantyczny zakres pojęć takich jak patriotyzm czy nacjonalizm. Może zamiast o wartości demokracji przekonywać starszych, wychowujmy na lepszych obywateli najmłodszych Polaków? Ci uprawnieni do głosowania w wyborach, czyli urodzeni w 1995 roku, nie pamiętają przecież nie tylko czasów komunistycznych czy „Solidarności”, ale też pierwszych, trudnych lat transformacji. Nie musi to oznaczać, że nie potrafią docenić wolnej i demokratycznej Polski. Ale może – nie znając jej ran i trudnej przeszłości – w pełni jej nie rozumieją?
Warto uczyć młodych Polaków nie tylko czytania, pisania, liczenia i myślenia, ale też współpracy międzyludzkiej i troski się o demokrację. Nie tę abstrakcyjną, z kart podręczników do historii, ale o lokalny świat, który jest dokoła nich. Polsce potrzeba teraz – nawet bardziej niż jeszcze dłuższych autostrad i szybszych pociągów – rewolucji mentalnej. Po dwudziestu latach od transformacji, powinniśmy wreszcie zacząć budować podstawy społeczeństwa obywatelskiego.
Dla Arystotelesa istotą zasługującą na miano człowieka był dopiero ten, kto interesował się czymś więcej niż swoimi sprawami prywatnymi – czyli troszczył się też o sprawy publiczne. To edukacja obywatelska tworzy pełnowartościowych obywateli mądrych społeczeństw. Pokażmy dzieciom, że demokracja jest fajna. Zwłaszcza w dzień, taki jak dziś.
*Aleksandra Kaniewska – analityk ds. polityki zagranicznej w Instytucie Obywatelskim, absolwentka Modern Japanese Studies na Uniwersytecie Oksfordzkim, publicystka
Instytut Obywatelski wydał właśnie książeczkę dla dzieci w wieku szkolnym, która jest swoistą „instrukcją obsługi demokracji”, zatytułowaną „Demokracja to MY: urządź nasz świat”.
