Czy na pewno z tego jest znana Polska za granicą?...
Czy na pewno z tego jest znana Polska za granicą?...

10 lat Polski w Unii Europejskiej. Wspaniała rocznica, wspaniałe osiagnięcie. Uczczona nawet klipem, który od momentu swojego powstania już wzbudził kontrowersje, że za drogo, że cukierkowo, że kłamstwo, że łapówki. Wojna o rację, czyli „Hey Jude“ a sprawa polska…. Lecz na marginesie tych utarczek o klip jubileuszowy rodzi się całkiem inne, istotne pytanie: czym jest Polska dziś na tle Unii Europejskiej? Jaką ma pozycję, czym się charakteryzuje? I to nie jest bynajmniej pytanie do Polaków, ale do obcokrajowców. I tu - śmiem twierdzić - pojawiłby się duży problem. Bo tak naprawdę Polska za granicą rzadko kiedy kojarzy się z czymkolwiek.

REKLAMA
Pamiętam, gdy jako nastolatka w latach 90-tych przebywałam dłuższy czas we Francji u znajomych rodziny, potem również pracując tam jako au-pair. W czasie mojego pobytu trafiłam na różnych ludzi, z rożnym poziomem wiedzy i rożnym wykształceniem. Zapytani o Polskę, kojarzyli oni ją głownie z „Solidarnością“, Lechem Wałęsą oraz Papieżem Polakiem. Te skojarzenia pojawiały się automatycznie, bez głębszego zastanowienia. Dodam, że były one pozytywne: mit walki o wolność i niepodległość oraz dwa autorytety moralne, wyznaczające charakter narodowy. Przyznaję, że miło było mi tego słuchać.
Dziś, jako osoba od kilkunastu lat przebywająca za granicą, szczerze mówiąc, nie widzę, aby Polska miała jakikolwiek image jako kraj. Powoływanie się na lata Solidarności i Lecha Wałęsy trącą ostro myszką. Papież Polak nie żyje. Istnieje potrzeba nowych, bardziej aktualnych cech charakterystycznych, nie mówiąc już nawet o autorytetach. A to nie jest sprawa prosta. Dużo łatwiej trafiam tutaj na skojarzenia negatywne: polska prostytucja, polskie pijaństwo i złodziejstwo. I z ręką na sercu: widząc i czytając często o zachowaniu Polaków za granicą, trudno mi jest temu zaprzeczyć…
W przypadku, gdy cechy charakterystyczne same się nie jawią, można zawsze oprzeć się na mniej lub bardziej udanych kampaniach marketingowych. W ostatnim czasie zauważyłam kilka inicjatyw mających na celu promocję Polski za granicą. Chyba najbardziej spektakularną z nich była „ Invest in Eastern Poland“, kampania mająca autentycznie duży zasięg w prasie zagranicznej. Nie promowała ona image’u kraju jako takiego, ale przykuwała uwagę zagranicznych inwestorów do możliwości inwestycyjnych w Polsce.
logo
W zeszłym roku pojawiła się inna kampania: „Poland, come and complain“ przedstawiająca w sposób żartobliwy Polskę jako naród malkontentów, wiecznie z siebie niezadowolonych. W serii humorystycznych memów i zdjęć ukazywała ona również polskie osiągnięcia, zabytki, obyczaje i dorobek kulturalny. Kampania ta zaciekawiła mnie do tego stopnia, że skontaktowałam się z jej twórcami i zapytałam o szczegóły.
Dowiedziałam się, że jej grupę docelową stanowią obcokrajowcy, wszyscy ci, którzy są w jakimś stopniu zainteresowani Polską, osoby aktywne życiowo i zawodowo oraz podróżujące. Kampania ta, finansowana przez Instytut Adama Mickiewicza, mierzona była w ilości wyświetleń na youtube, liczbie fanów na facebookowym fanpage’u, twitterze oraz ilości publikacji. Przyznam, że liczba ta była imponująca. Sama tylko pierwsza jej część, trwająca do września ubiegłego roku przyniosła ponad 60 publikacji w ogólnopolskich i zagranicznych mediach, ponad 19 tysięcy fanów, kilka audycji radiowych i reportaży telewizyjnych, a także łącznie 280 tysięcy wyświetleń filmów kampanijnych.
Kampania „Poland, come and complain“ zakończyła się w marcu 2014 i obecnie znalazła się nawet wśród nominowanych do tytułu Kampania Społeczna Roku 2013.
Jedną z reakcji na kampanię była wzmianka na jednej z amerykańskich stron internetowych. Jej autorzy wyrazili swoją krytykę na jej temat, jednocześnie dając do zrozumienia w sposób rozbrajająco bezwiedny i okrutnie jednoznaczny, że image Polski za granicą powinien koncentrować się na tym, co w Polsce najbardziej typowe, czyli na wódce, pierogach oraz … Babuszce.
Pytanie więc pozostaje niezmienne: co to tak naprawdę dało?
Może to trochę przewrotne z mojej strony, że piszę o potrzebie charakterystyki Polski na zewnątrz, jednocześnie będąc osobą, która nie lubi kulturowych clichées. Jednak w tym przypadku polska nijakość jest po prostu alarmująca. Olbrzymi kraj, jeden z większych w Unii Europejskiej, nie powinien - chyba! - być mylony z jedną z dawnych republik radzieckich, przeżartą pijaństwem i zepsuciem? Czy może się mylę i trzeba to tak już zostawić?...