theexposeproject.com

To nie jest pierwsza tego typu kampania na temat „alternatywnego“ modelu kobiecego piękna. Cel sam w sobie (niby-)szlachetny, ale dla mnie mimo wszystko niezrozumiały: bo czy każda kobieta musi za wszelką cenę udowadniać, że jest piękna? Czy każda musi piękna być?

REKLAMA
Definicja piękna jest ponoć subiektywna. Ale - zajmowano się nią już w starożytności. Regularne rysy, owal twarzy, proporcje ciała. Harmonia. Potem oczywiście każda epoka miała swoje ideały, nie dalej jak 50 lat temu w gazetach reklamowano środki na przybieranie na wadze, gdyż chude ciała uchodziły za nieapetyczne i brzydkie. Dziś sytuacja jest zupełnie inna. Chudość jest w modzie i mediach i nic nie jest w stanie na razie tego zmienić.
A więc: czy istnieje dziś definicja piękna? Czy jest ona uniwersalna? Czy ideały starożytności dziś wciąż jeszcze obowiązują?
Ludzie zajmujący się zawodowo sztuką, mogą potwierdzić istnienie wymogów dotyczących formy kompozycji, opierających się na wspomnianych kryteriach harmonii i proporcji, które przerabia się od pierwszych lekcji rysunku. I obserwując historię sztuki myślę, że te kryteria się nie zmieniają, bez względu na przejściowe mody i kanony. Nawet tłustym ciałom Rubensa nikt nie może odmówić proporcjonalności - dzisiejszym chudym modelkom również nie. Bo dziś, jak każdy widzi, idealny obraz kobiet w mediach to te urodziwe, młode i szczupłe, bez zmarszczek i defektów. Z tym obrazem od jakiegoś czasu walczą różne organizacje kobiece, lansując między innymi kampanie prowokujące do dyskusji na temat mainstreamowego narzucania modelu wyglądu zewnętrznego, pod jarzmem którego (rzekomo?) cierpią zastępy kobiet, które nie są w stanie dorównać tym ideałom (zmanipulowanym dodatkowo do nieludzkich granic przez grafikę komputerową).
logo
theexposeproject.com

Trudno odmówić temu racji. Jednak moim zdaniem kampanie tego typu ocierają się często o śmieszność. Tak jak ta ostatnia, theexposeproject, w której kobiety w różnym wieku i rozmiarze prezentują swoje nagie ciała w serii ok. 100 zdjęć. Huffington Post przedstawia tę kampanię w artykule pod tytułem: „Ciała, których nie zobaczysz na bilboardzie, mimo że powinieneś“ - i w ten sposób rodzi się zbożny cel, o dużym natężeniu poprawności politycznej. Ale ja pozwolę sobie być wysoce niepoprawna politycznie i stwierdzić wprost, że dla mnie wygląda to jak pewnego rodzaju desperacja w obnażeniu siebie, próba narzucenia odbiorcy, aby przedefiniował swoją percepcję piękna. Czy to się jednak dzieje na podstawie tych zdjęć? Szczerze wątpię. Mogę mówić jedynie za siebie i mimo, że szanuję intencje autorów, nie rozumiem dlaczego ktoś ma zmuszać mnie do nazywania często ewidentnych według mnie braków harmonii i proporcji mianem piękna? Ja nie chcę! Ja się na to nie zgadzam! Nie uważam, żeby piękno zewnętrzne było jakimś przymusem, nie uważam, że wszyscy ludzie są piękni i co więcej - uważam, że wcale nie muszą być!
I dodam nawet, że dla mnie nie każda proporcjonalna kobieta jest piękna, o tym decyduje bowiem jeszcze wiele innych czynników, np. osobowość, inteligencja, czy psychika. I, aby to udowodnić nie musi się z tego powodu rozbierać i pokazywać mi swoją nadwagę, rozstępy i obwisły brzuch po ciąży. Nie jest mi to do niczego potrzebne. To bardzo wzniosły cel, aby zaakceptować swoje ciała takimi, jakie są, ale myślę, że w odbiorcy takie zdjęcia wzbudzają przede wszystkim niezdrową ciekawość i ogląda się je dla pewnej sensacji. Piękno jest bowiem w całej swojej istocie pewnym ideałem, do którego można się zbliżać, którego można w sobie i w innych nieustannie poszukiwać, bez względu na wiek, kolor skóry i wygląd zewnętrzny - ale które z założenia jest w pewnym sensie nieosiągalne. Model piękna w mediach tez jest idealny i nieosiągalny. Myślę, że należy sobie to poukładać w głowie nim się zaczyna cokolwiek udowadniać światu i sobie. Zaakceptowanie siebie to jedno, ale czym innym jest przekraczanie granic estetyki, proporcji i harmonii i nazywanie to łamaniem kanonów urody w szczytnym celu.
Jeszcze jedno jest w tym kontekście dla mnie bardzo wymowne: że autorzy tej kampanii, podobnie jak wielu poprzednich jej podobnych, posługują się dokładnie taką samą bronią, przeciwko której walczą: czyli podobnie jak media mainstreamowe skupiają się wyłącznie na wyglądzie zewnętrznym, co sprowadza nieuchronnie cały projekt na filozoficzną i mentalną mieliznę.

---------
Polecam artykuł (nomen-omen równiez z HuffPost), na który trafiłam po napisaniu tego tekstu, a który w dużej mierze oddaje moje przemyślenia. Why Does Everyone Have to Be Beautiful?