
W ubiegłym tygodniu na chwilę przestały być ważne epidemia eboli, ISIS, nawet marszałek Sikorski po wywiadzie dla Politico musiał usunąć się w cień. Media wstrzymały oddech i wciąż nie potrafią wyjść z szoku po ostatnich zdjęciach Renee Zellweger ubranej w „nową twarz“, nie do poznania. To nie jest pierwsza drastyczna zmiana wyglądu w Hollywood, ale jedna z tych, które medialny świat - a my razem z nim - potraktował bardzo ekstremalnie.
REKLAMA
Prasa zaczęła rozpisywać się o tej twarzy, podzielona na 2 obozy: tych, którzy szukali sensacji (tabloidy) posuwające się czasem do podawania dokładnych szczegółów na temat tego, co Renee wycięła sobie, a co dokleiła oraz tych, którzy starali się uciszyć burzę poprzez nawoływanie do wolności, jaką każda kobieta posiada, aby decydować o swoim wyglądzie. Po kilku dniach zaczęły pojawiać się głębsze analizy w czołowych gazetach, tak jak ta ostatnia w New York Times, gdzie zmiana twarzy nabiera znaczenia symbolicznego i filozoficznego. W sumie pierwszą reakcją po opublikowaniu zdjęć nowej Renee, było 70 000 twittów oraz 69 000 artykułów w samym tylko google news.
Sama Renee po kilku dniach skomentowała to w taki sposób, że bardzo wiele zmian nastało w jej życiu, zmian wyłącznie na lepsze, a ponieważ wcześniej nie umiała o siebie dbać tak jak teraz, stąd zmiana wyglądu. Dodała, że bardzo cieszy się z tego, że ludzie to zauważyli. Mistrzyni public relations?...
Sama Renee po kilku dniach skomentowała to w taki sposób, że bardzo wiele zmian nastało w jej życiu, zmian wyłącznie na lepsze, a ponieważ wcześniej nie umiała o siebie dbać tak jak teraz, stąd zmiana wyglądu. Dodała, że bardzo cieszy się z tego, że ludzie to zauważyli. Mistrzyni public relations?...
Ale przecież nawet ja, która uważam, że porównywanie zdjęć teraźniejszych ze zdjęciami z czasów tzw. króla Cwieczka jest trochę nie fair, szczególnie w stosunku do kobiety, muszę przyznać, że zmiana jest ogromna, nawet w stosunku do zdjęć Zellweger z zeszłego roku. Jej oczy, tak zmysłowe, kocie i tak bardzo dla niej typowe, wyróżniające ją z całego grona innych mniej lub bardziej zdolnych i ładnych aktorek, otrzymały inną, nowa oprawę, uśmiercając na zawsze swą specyficzność.
Nie jestem pewna, jak czuje się ze swoja nowa twarzą sama Zellweger, szczególnie po takim huraganie medialnym dotyczącym jej osoby. Trochę brak mi w jej postępowaniu uczciwości Angeliny Jolie, która wcale nie będąc do tego zmuszona, przyznała się do operacji biustu, aby przestrzec inne kobiety przed śmiertelnym genem raka piersi i zachęcić do badań. Trochę też brak mi w jej postępowaniu odwagi Jennifer Grey, kolejnej aktorki, której twarz w wyniku operacji plastycznych nosa, zmieniła się nie do poznania (nawet do tego stopnia, że brała ona pod uwagę zmianę nazwiska!) ale potrafiła zawsze otwarcie o tym rozmawiać.
Ale jednocześnie na zdjęciach z uroczystości ELLE's 21st Annual Women In Hollywood, które obiegły świat, muszę przyznać że Zellweger wygląda na zrelaksowaną w odróżnieniu do tak wielu zdjęć, które mam w pamięci, gdzie jej twarz była spuchnięta i wyraźnie trawiona jakimiś problemami skórnymi.
Widzę kobietę zadowoloną i odprężoną, która - czego nie da się ukryć - również się starzeje.
Na wątpliwości, czy aktorka o takiej rozpoznawalności powinna pozwalać sobie na tak drastyczną zmianę wyglądu, mogę odpowiedzieć jedynie, że jeśli częścią tej zmiany jest również postępujący proces starzenia się, to nie ma po prostu innego wyjścia.
Tu nie ma już powrotu do czasów Bridget Jones, mimo że tak bardzo niektórzy chcieliby zatrzymać czas, tutaj powstał już zupełnie inny typ fizjologiczny. Jeśli zdolności aktorskie Zellweger nie zmieniły się, w co szczerze wątpię, chciałabym być na miejscu tego reżysera, który pierwszy nakręci z nią film po tej wielkiej zmianie. Mam wrażenie że ludzie będą walić drzwiami i oknami tylko po to aby zobaczyć „żyrafę“...
Widzę kobietę zadowoloną i odprężoną, która - czego nie da się ukryć - również się starzeje.
Na wątpliwości, czy aktorka o takiej rozpoznawalności powinna pozwalać sobie na tak drastyczną zmianę wyglądu, mogę odpowiedzieć jedynie, że jeśli częścią tej zmiany jest również postępujący proces starzenia się, to nie ma po prostu innego wyjścia.
Tu nie ma już powrotu do czasów Bridget Jones, mimo że tak bardzo niektórzy chcieliby zatrzymać czas, tutaj powstał już zupełnie inny typ fizjologiczny. Jeśli zdolności aktorskie Zellweger nie zmieniły się, w co szczerze wątpię, chciałabym być na miejscu tego reżysera, który pierwszy nakręci z nią film po tej wielkiej zmianie. Mam wrażenie że ludzie będą walić drzwiami i oknami tylko po to aby zobaczyć „żyrafę“...
Ale tak naprawdę, całkiem osobiście, muszę przyznać, że w gruncie rzeczy nie przeszkadza mi, że w tej chwili bliżej Renee Zellweger wyglądem do Sary Jessici Parker niż do siebie samej sprzed kilku lat. Nie przeszkadza mi nawet to, że po raz kolejny mit na temat kobiety, która powinna starzeć się z godnością i nie manipulować ze swoim wyglądem zostaje znokautowany przez dokładne tego przeciwieństwo w wykonaniu aktorki będącej od wielu lat dla wielu kobiet na świecie symbolem akceptacji własnych niedoskonałości w wyglądzie zewnętrznym. To swoista i cyniczna ironia losu.
Przeszkadza mi jedynie coś zupełnie innego. Bo mimo, że sama zaciekawiłam się tą historią, w głębi duszy wiem doskonale, że to nie jest wiadomość, która powinna była przyćmić wszystkie inne. Tsunami medialne powstałe w związku z nią pokazuje tak bezlitośnie czasy, w których żyjemy, gdzie lekkie tąpniecie w hermetycznym i nierealnym świecie targowiska próżności w sposób naturalny i natychmiastowy zmiata wszystkie inne wiadomości z pierwszych stron gazet. Ta reakcja pokazuje jak olbrzymie i nieproporcjonalnie wielkie znaczenie media - a z nimi i my sami - przywiązujemy do wyglądu zewnętrznego, tematu, który w tym zestawieniu potrafi zaćmić nawet kwestie życia i śmierci.
