Kiedy dziennikarz zajmuje się inwigilacją obywateli przez służby specjalne, zwłaszcza amerykańskie i brytyjskie. Na lotnisku Heathrow zatrzymano w niedzielę człowieka, którego przestępstwem bylo to, że jest partnerem brytyjskiego dziennikarza, Glena Greenwalda, który od jakiegoś czasu zajmował się rewelacjami dotyczącymi inwigilacji Brytyjczyków i reszty świata przez agencje szpiegowskie.
REKLAMA
Zatrzymanemu skonfiskowano wszystkie nośniki elektroniczne. Przesłuchiwano go przez dziewięć godzin (co do minuty- tyle, ile dopuszcza brytyjskie prawo), nie pozwoliwszy wykonać żadnego telefonu ani skontaktowac się z prawnikiem.
Wypytywano go o kontakty jego partnera i artykuły, jakie dziennikarz The Guardian pisał na temat National Security Agency (największej korporacji szpiegowskiej Ameryki).
Do Greenwalda zadzwonił, nie podajac ani imienia ani nazwiska, pracownik policji. Podał swój numer seryjny (203654) i poinformował o zatrzymaniu jego partnera.
Według Ustawy o Terroryzmie z 2000 roku, sekcji 7 (Terrorism Act, Schedule 7) policja w Wielkiej Barytanii ma prawo zatrzymywać ludzi bez sformułowania podejrzeń .
Wystarczy, żeby powiedziała, że działa w ramach tej ustawy.
Wtedy może też skasować zdjęcia, jakie macie w telefonie lub przejrzeć dokładnie wasze pliki w komputerze. Mój znajomy, o duszy ciut artystycznej, a typie urody kaukaskiej (czyli biały, który nie podlega tzw. racial profiling), robił kiedyś zdjęcia szynom na jednej ze stacji pociągowych w Londynie. Został zatrzymany przez patrol policyjny. Obejrzano jego zdjęcia. Pech chciał, ze obok zdjęć szyn, znajdowały się też zdjecia ze spotkań muzułmanów, w których wspólnie uczestniczyliśmy. Policjanci wpadli w popłoch: „Co to jest, do k.. nędzy?” Pytali w panice. Zapytano go, czy jest muzułmaninem. „Nie”- odparł – „Nie jestem. Poza tym, nie czujecie ode mnie wina? W islamie nie można pić”
Został zwolniony. Ale wczesniej skrupulatnie zrewidowany pod ścianą dworca. Musiał też przetłumaczyć z polskiego na angielski znalezioną przez policjantów listę zakupów. Pomidory, makaron, wino...
Został zwolniony. Ale wczesniej skrupulatnie zrewidowany pod ścianą dworca. Musiał też przetłumaczyć z polskiego na angielski znalezioną przez policjantów listę zakupów. Pomidory, makaron, wino...
Zatrzymany w UK w ramach Ustawy o Terroryzmie z roku 2009, schedule 7, nie ma prawa do milczenia (które oznacza automatycznie próbę zatajania dowodów). Policja może pobrać jego DNA, mimo braku sformułowanego podejrzenia, a także, co chyba jest najgorsze, nie musi wcale uzasadnić tego zatrzymania.
Nie jest to jedyny zastanawiający przepis wykorzystywany w tzw. „wojnie z terrorem”.
W 2012 weszły w życie tzw. Tpimsy, czyli Terrorism Prevention and Investigation Measures, na mocy których ci, którzy przestępstwa nie popełnili, ale mogliby kiedyś, i są w jakiś sposob, ale nie przestępczy, zaangażowani w ekstremizm (niezdefiniowany) mogą, bez postawienia w stan oskarzenia, zostać zatrzymani na 14 dni, a następnie poddani: aresztowi domowemu (8-10 godzin dziennie), zakazowi podróżowania, korzystania z telefonu komórkowego i innych środków komunikacji oraz monitoringowi przy pomocy elektronicznej opaski na nodze.
W 2012 weszły w życie tzw. Tpimsy, czyli Terrorism Prevention and Investigation Measures, na mocy których ci, którzy przestępstwa nie popełnili, ale mogliby kiedyś, i są w jakiś sposob, ale nie przestępczy, zaangażowani w ekstremizm (niezdefiniowany) mogą, bez postawienia w stan oskarzenia, zostać zatrzymani na 14 dni, a następnie poddani: aresztowi domowemu (8-10 godzin dziennie), zakazowi podróżowania, korzystania z telefonu komórkowego i innych środków komunikacji oraz monitoringowi przy pomocy elektronicznej opaski na nodze.
Prawo mówi też, że osoby te nie mogą być sądzone z powodów bezpieczeństwa narodowego.
Czyli- poddaje sie je restrykcjom, ogranicza swobodę ruchów i wolność, bo, choć nie popełniły zadnego przestepstwa, stanowią zagrozenie dla bezpieczenstwa narodowego, ale nie można im powiedzieć, jakie zagrożenie stanowią, bo je stanowią.
Do 2004 roku osoby takie miały, co prawda, prawo do własnego adwokata, ale prawnicy owi nie mogli mieć dostępu do materiałów ich dotyczących, ponieważ objęte były klauzulą tajności. Z powodu bezpieczeństwa narodowego, oczywiście.
Na szczęście to się zmieniło, dzięki kampanii niezależnej organizacji Liberty, zajmującej się ochroną praw człowieka i wolności obywatelskich.
Ale tylko to.
Innym ciekawym rozwiązaniem w Wielkiej Brytanii (a właściwie tylko w Irlandii Pólnocnej) jest instytucja sadów Diplocka, wprowadzonych w 1976 roku w walce z terroryzmem republikańskim, stosowana do dziś. Oznacza ona wykluczenie ze sprawy ławy przysięgłych i ograniczenie liczby sędziów do jednego, który moze wydać wyrok zaocznie , a również na podstawie wyznania podejrzanego, zarejestrowanego przez policję.
Oficjalnie sądy Diplockowe zniesiono w 2006, ale nadal są dopuszczalne w Irlandii Połnocnej w sytuacjach wyjatkowych, czyli gdy na ławie podejrzanych znajdą się osoby powiazane z organizacjami terrorystycznymi.
Zatrzymanie partnera dziennikarza The Guardian, obywatela brazylijskiego, wywołało na świecie lawinę protestów, łącznie z samym rządem brazylijskim. Bo gdzie kończy się wojna z terrorem (już nie wnikam w to, co nią jest), a zastraszanie rodzin osob, zajmujących się badaniem sposobów prowadzenia tej wojny?
Zapachniało metodami i myśleniem, o których chcielibyśmy zapomnieć.
Kafka się uśmiechnął. Ostatnio pewnie często to robi w zaświatach, ale nie sądzę, że to uśmiech satysfakcji.
