Należę do tej szczęśliwej grupy ludzi, którym bardzo niedawno urodziło się dziecko. Należę do tej szczególnie doświadczonej grupy ludzi, którzy nie sypiają od siedmiu tygodni i nie znają dnia ani godziny, kiedy spać dalej nie będą. O tym pisze Adam Mansbach w ksiażeczce pt.: "Idź spać, k.... m..". Tato, profesor uniwersytecki i powieściopisarz amerykański.

REKLAMA
Jak wiemy, nie sypia się nie dlatego, że dziecię głodne, czy porządnie wypróżnione.
Dochodzi do takiego momentu, w którym nie sypia się, bo się nie sypia. W języku angielskim istnieje urocze i prawdziwe określenie na ten stan: „overtiredness”. Czyli- dziecię śpi, czyściutkie, najedzone, jelitka uroczo udrożnione, aż echo słychać, bezzębny neurologiczny uśmiech na twarzy (bo jeszcze nie jest to uśmiech świadomy), a obok leży przerażony rodzic, który wsłuchuje się w kazdy oddech i swój i dziecięcia.
I męża/żony/konkubenta/konkubiny, whatever works, jak rzekł Woody Allen.
Albo po prostu rodzic leży, całkiem odmóżdżony i czeka. Na porę karmienia. Na drgnienie powiek uroczego maleństwa, prześwit ocząt i ten moment, od którego ma trzy sekundy, by wyjąć pierś czy butelkę i wrazić do ust potomka- inaczej ze snem żegna się cała dzielnica.
Albo możliwa jest też druga ewentualność. Rodzic by nawet i zasnął, ale dziecię całkiem niekoniecznie. Bo o trzeciej w nocy wszak jest najlepszy czas na pre-gaworzenie. Jasne oczy ukochanego potwora błyszczą radośnie i nie ma spania. Nikt.
I o tym napisał książeczkę Adam Mansbach, międzynarodowy bestseller o wdzięcznym i życiowym tytule „Go the Fuck to Sleep”, który eufemistycznie przełożę na : ”Idż spać, k.... m..”.
Adam Mansbach jest profesorem szacownego Rudgers University, powieściopisarzem i, jak nietrudno się domyślić, ojcem.
Jego dwuletniej córeczce, Vivien, której książeczka jest zadedykowana, zasypianie zajmowało dwie godziny.
Mansbach pewnego dnia nie zdzierżył i napisał na Facebooku w rzucie desperacji: „Chyba wkrótce skończę pisać książkę „Idź spać, k.... m..”.
Przyjaciele to natychmiast podchwycili. Książka zatem powstała, jako egzemplarz „dzieciecej literatury dla dorosłych”, jak ją określono.
Powitana entuzjastycznymi recenzjami The New York Timesa, czytana w radio przez Samuela Jacksona, ilustrowana przez mistrza z tej samej gazety.
Anglojęzyczny świat oszalał i to nie tylko świat rodziców. Bo wreszcie poruszono temat tabu: zmęczenia i furii, jakie nieodzownie towarzyszą rodzicom. I rodzinie. I sąsiadom. O czym nie powinno się mówić, bo to wszystko są przecież małe aniołki...
Całość składa się z kołysanek, adresowanych do nieśpiącej progenitury. Kazdy werset kończy się zwrotem znajdującym się w tytule. Zabawa przednia.
Oto próbka:
„Orły, które wbijają się w przestworza, odpoczywają już
I stwory pełzające, biegające i każdy mały wij
Wiem, że ci się nie chce spać. To gówno prawda. Nie bajdurz.
Leż, do cholery, moja ukochana, i śpij
(tłumaczenie własne, bardzo niedoskonałe).
W 2011 książka Mansbacha wywindowała się na pierwsze miejsce na Amazon.com.
Kupiłam, na Kindle`u. Jeszcze nie będąc mamą. I zaśmiewałam się serdecznie, choć nie wiedziałam wtedy, że opisuje i moją przyszłość.
To napisawszy, idę do salonu. Tam w koszyczku leży Syn, dyżuruje nad nim mój partner na przemian ze mną i moją mamą. Syn, który TERAZ śpi (jest wczesny wieczór). Wersja anielska, najsłodsza.
To się zmieni za kilka chwil.