W jednym z filmów Woody Allena główny bohater pyta swoją siostrę, nawróconą Żydówkę: Czy jeśli ginie Żyd, boli cię to bardziej, niż gdy ginie goj? – Tak, nic na to nie poradzę. To mój człowiek. –Ale wszyscy jesteśmy twoimi ludźmi! Zastanawia mnie od pewnego czasu kwestia patriotyzmu, zwłaszcza, że mieszkam od kilku lat w Wielkiej Brytanii.

REKLAMA
Czytam brytyjskie gazety, anglojęzyczną literaturę, synkowi, który nosi imię pisane z angielska, choć o tradycji hebrajskiej, czytam w dwóch językach. Chcę, by czytał Makuszyńskiego, Lema, Asimowa , "The Guardian", "Politykę" i "Tygodnik Powszechny". Chcę, by jego polszczyzna była piękna, ale i angielski oczywiście nienaganny. Pokażę mu Kraków, Londyn i małe miasteczko Enna na Sycylii. Opowiem mu o Powstaniu Warszawskim, ale i o antywojennej demonstracji w Londynie, gdy miliony szły protestować przeciwko atakowi na Irak. O The Troubles w Irlandii Północnej i kopalni "Wujek". Ma polskie nazwisko i polskie korzenie, ale czy wychowam go na patriotę?
Nie chcę go uczyć, że jakaś nacja jest lepsza od innej. Nigdy nie uważałam, że istnieją narody wybrane. Zostałam wychowana w kulcie literatury polskiej i jest to moja literatura, nie wyobrażam sobie, by mój syn został tego kultu pozbawiony, ale ostatecznych wyborów, wyborów serca przecież, dokona on sam. Joseph Conrad pisał wszak po angielsku, a literacki festiwal jego imienia właśnie dobiega końca w kolebce polskości, Krakowie i nie pod jego polskim nazwiskiem.
Czy patriotyzmem bedzie to, że mój syn z dumą będzie mówił, że jest z pochodzenia Polakiem, czy też lud nakaże mu porwać szabelkę, by to udowadniał? Czy patriotyzm nie jest czasem pewną oczywistą opcją, gdy istnieje jakieś zagrożenie- wróg, który najeżdza fizycznie na kraj lub usiłuje go wynarodowić? A co z czasami pokoju? Gdy wroga nie ma? Szukać go, by realizować jakieś atawistyczne potrzeby walki, czy inaczej - patrzeć na ludzi nie poprzez pryzmat różnic i podziałów? Jeść żurek, sushi, rybę z frytkami i wspominać zapach polskiego lasu z równym zaangażowaniem, jak morskiej bryzy w Irlandii Północnej? Mówić po polsku, po angielsku, chińsku, ale z szacunkiem wspominać swoje polskie dziedzictwo jako immanentną część własnego jestestwa?
Zauważyłam, że słowem „patriotyzm” wycierają sobie usta ci, którzy jednocześnie z zapartym tchem oglądają różnego rodzaju programy produkowane na zachodniej licencji, czy Polacy, którzy zarabiają na zachodzie i tam mieszkają- owijają się, gdy jest mecz lub inne okazje, polskimi flagami, wznosząc wojenne okrzyki, kupując tylko polskie piwo, nie chcąc spróbować nic nowego- ale to jest patriotyzm przaśny, patriotyzm przestarzały, słów i pustych deklaracji. A może nawet nie patriotyzm, tylko często bezmyślny trybalizm.
(Choć nie widzę nic złego we wspieraniu polskich produktów. Jeśli są dobre. Na obczyźnie kupuję polski chleb, ale już nie makarony.)
Dla mnie patriotyzm, ale tak naprawdę to chyba bardziej humanizm, polega na tym, ze Polaków na obczyźnie wspieram, lecz nie inaczej czy bardziej, niż potrzebującego Rumuna, czy Hiszpana czy Chińczyka. Owszem, bardziej Polaków rozumiem, nie tylko z powodów językowych, ale głównie dlatego, że łączy nas dziedzictwo kulturowe, że łączy nas porozumienie dusz, a jeśli go nie ma – wyobrażeniowa przestrzeń wspólnotowa, w obrębie której funkcjonujemy, rozumiejąc pewne żarty, gry słowne, aluzje kulturowe. Ale, gdy mieszka się dłużej w innym kraju, zaczyna się i ten kraj absorbować, odczuwać, rozumieć na dużo głębszym poziomie, niż poziom tylko językowy- całe szczęście zresztą, bo otwierają sie perspektywy porównawcze.
One z kolei pozwalają uczyć się i doskonalić w oparciu o wszystkie doświadczenia, nie tylko narodowe, ale i całkiem pozanarodowe. Pojawia się przywiązanie do tego kraju i „its ways”. Nie jest ono silniejsze niż przywiązanie do ojczyzny, ale nie można powiedzieć, że go nie ma. Co więcej, emigranci noszą w sobie dwie miłości, jedną matczyną do miejsca, z którego wyszli, a jedną nabytą, do miejsca, w którym są. Dzięki temu mogą stać się tłumaczami kultur, bo obie rozumieją na dość podobnym poziomie, będąc w obu biegłymi i mając do obu szacunek.
A jeśli będa mieli dokonać wyboru?
Rozmawiałam z kilkoma brytyjskimi Pakistańczykami – z dziada i ojca (pradziada już nie) i przyznali, że w krykiecie zwykle kibicują Wielkiej Brytanii, ale gdy dochodzi do starcia pomiędzy Pakistanem a Wielką Brytanią, bierze górę lojalność do kraju przodków. Jest to fenomen powtarzający się w rozlicznych moich rozmowach z emigrantami z wielu krajów.
I często zapomina się o tym, że dla dobra ojczyzny można pracowac na obczyźnie. Znam bardzo wielu Polaków w Irlandii Północnej, którzy nie owijają się polską flagą ani niekoniecznie perorują o wyższości kiełbasy polskiej nad brytyjską (choć oczywiście, nie ma co gadać, wyższość owa jest niekwestionowalna), natomiast pracują u podstaw, wspierajac, pomagając, tłumacząc, realizujac, organizując. Swoją polskość realizują działaniem, dwujęzyczną harówką na rzecz emigranckiego dobrostanu, ale i oswajania innych z nową polską diasporą i jej tradycjami. Bo każda kultura jest cenna . A skoro los tak nas urządził, że jesteśmy wychowaniu w kulturze polskiej, marnotrawstwem by było o tym zapomnieć- z punktu widzenia nie tylko Polski, ale i bogactwa oraz różnorodności świata. Pozwolić żyć i istnieć innym kulturom dokładnie tak samo, jak polskiej.
Moi rodacy w Irlandii Północnej uczestniczą w tworzeniu społeczeństwa obywatelskiego, a w XXI wieku aktywne w nim uczestnictwo wydaje się być czymś, co można rozumiec jako patriotyzm, jeśli ową „patrią” jest człowiek, a nie zamknięta przestrzen czy przedstawiciel tylko jednego narodu.
Choć jeśli mówi on po polsku, to pewnie przyjemniej. Bardziej swojsko. Nam, tutaj. A jak będzie z naszymi dziećmi?
I to by było chyba na tyle.