W Polsce jest dziwnie. Czy naprawdę istnieją tylko dwa obozy: radykałowie religijni, którzy nie tolerują inności vs zaślepieni lewicowcy, którzy...nie tolerują inności? Czy bycie lewakiem musi oznaczać automatycznie akceptacje wyborów pani, która postanowiła usunąć ciążę w Wigilię (zamiast podwiązać jajowody kilka miesięc wcześniej), a katolikiem – potępianie w czambuł wszystkiego, co niekatolickie, inne, z nasyłaniem ognia piekielnego na niekatolików, albo przynajmniej- wyrażenie wielkiego wobec nich współczucia, które wypływa z pogardy?
REKLAMA
To ostatnie przypomina mi mojego pierwszego guza, którego nabił mi ksiądz w kościele w Kielcach. Miałam wówczas trzynaście lat i interesowałam się wszystkimi religiami. Do kościoła chodziłam. W czasie jednej z mszy ksiądz zaczął nagle bardzo współczuć innowiercom. Że błądzą, że głupi, że ogien piekielny, że zło i szatan. Zrobiło mi się przykro. Bo, myślałam sobie, jesli ci innowiercy są dobrymi ludźmi, to dlaczego?
Dlaczego Bóg miałby ich karać za to, że tak się złożyło, że dobro owo czynią w imię innego Boga? Ze złości? Z zazdrości? Przecież sie nie godzi.
Na mojej ścianie na Facebooku rozgorzała ostatnio dyskusja przedwigilijna. Zapytałam znajomych, co sądzą o tym, że nie będę z rodziną obchodziła Wigilii w tym roku- a nie będę z wielu powodow. Pierwszy, logistyczny- jestem w trakcie przeprowadzki. Drugi- całkiem ludzki: jako osoba, która porzuciła Kościół, uznałam, że zapożyczenie z ważnego dla innych święta tylko jego komercyjnych atrybutów, czyli choinki, bombek, suto zastawionego stołu, bez metafizyki, nie będzie uczciwe ani wobec mnie ani wobec tych, którzy traktują te święta jako ważne.
„Live and let live” nie jest silnym przekonaniem niektorych naszych rodaków. A juz z pewnością nie jest przekonaniem strony, którą w moim pytaniu chciałam uszanować i sprowokować- niektórych katolików (WAZNE- niektorych. Paru pięknie przełknęło tę deklarację). Pojawiły się głosy (a głównie pisane do mnie wiadomości prywatne w następstwie tego pytania), że krzywdzę rodzinę, że się wykorzeniam, że nie wolno, że pozbawiam syna tradycji (której tak naprawdę nigdy nie kultywowałam zanadto, choć bardzo mi się podobała jako dziecku), itp itd. Zostałam wrzucona natychmiast do worka osób, które są za aborcją, bestialstwem, obozami śmierci i kastracją i gender (to już licentia poetica z mojej strony, ale tak brzmiały zarzuty mniej więcej – te prywatne. Zaznaczam, ze dobór powyższych jest przypadkowy, złośliwy (z mojej strony) i kpiarski. Bo jakże nie uznać naukowości gender??? W dwudziestym pierwszym wieku? Ale to dygresja.)
Zostałam lewakiem bez szacunku do tradycji (bo nie jem karpia?), zawodowym odcinaczem syna od tejże (hę? ) i ogólnie wytworem zgniłego Zachodu.
(Dla rzetelności dodam, że pojawiło się też dużo innego rodzaju wpisów i wiadomości, świadczących o tym, że ci, którzy mają serce z lekka po lewej stronie- że pozwolę sobie na wielką generalizację- uznali mój wybór za mój wybor (ha!) i wytłumaczyli, zresztą ciekawie, dlaczego oni, nie wierząc, będą Wigilię obchodzić.
W tłumaczeniach tych ważną rolę odgrywała...blikość rodzinna, ciepło, miłość...a niemal żadną chęć dostosowania się do tego, co obowiązuje w naszym kręg kulturowym. Przyznam, że jest to bardzo ważny argument. Jeśli pretekstem jest wieczerza wigilijna- niech i tak będzie).
(Dla rzetelności dodam, że pojawiło się też dużo innego rodzaju wpisów i wiadomości, świadczących o tym, że ci, którzy mają serce z lekka po lewej stronie- że pozwolę sobie na wielką generalizację- uznali mój wybór za mój wybor (ha!) i wytłumaczyli, zresztą ciekawie, dlaczego oni, nie wierząc, będą Wigilię obchodzić.
W tłumaczeniach tych ważną rolę odgrywała...blikość rodzinna, ciepło, miłość...a niemal żadną chęć dostosowania się do tego, co obowiązuje w naszym kręg kulturowym. Przyznam, że jest to bardzo ważny argument. Jeśli pretekstem jest wieczerza wigilijna- niech i tak będzie).
Przykre były te reakcje, które miały na celu mnie naprawić. Zawrócić z drogi zła. Nie rozumiem ich zupełnie. Jeśli złem nazywamy niepraktykowanie danej religii, jako złych zatem traktujemy wszystkich tych, którzy z nią nie mają wspólnego. A to stoi w sprzeczności z tym, co nauczał Ktoś, kto jest numerem jeden tej religii- Janem Pawłem II. Chyba, że coś sie zmieniło? Że po śmierci przestał być już ważny? A jego encykliki- straciły aktualność? Tak? Nie?
Zatem niepokorne (słowa używam celowo) nawracanie (poprzez straszenie, bo intelektualne dyskusje na temat wiary uważam za bardzo interesujace i ważne) czy namawianie, by dostosować się do grupy, która jest silniejsza w danym kręgu kulturowym jest, zdaje się, bardzo niechrześcijańskie... a nawet bluźniercze.
Ale- no właśnie- pojawiły się głosy osób, które szanuja wybory. Uzasadniają swoje, cenią wartości rodzinne (choć nie ma w nich Boga), i, co najciekawsze, siądą przy wigilijnym stole, w blasku choinki po to, by popatrzeć w oczy bliskich i być z nimi razem. Nie będzie w tym Wielkiej Metafizyki, będzie Taka Malutka- ale czy trzeba nią gardzić?
Chyba nawet nie wolno. Wolno?
Chyba nawet nie wolno. Wolno?
Zatem- wszystkiego najlepszego i wierzącym i niewierzącym i tym, którzy jedzą właśnie karpia i tym, którzy zamówili chińszczyznę. Jeśli tylko czują, że to, co robią jest dobre, to pewnie jest.
Do siego roku (w tym kręgu kulturowym 2014. Ale wiele osob na całym świecie stosuje się do innych kalendarzy. I nie sądzę, by sczeznęli w piekle za wiarę w inną koncepcję czasu).
Live and let live po prostu.
