Jedną z korzyści z nawiązywania dobrych relacji z różnymi ludźmi jest możliwość nauczenia się od nich wielu rzeczy zarówno o nas samych, jak i o świecie nas otaczającym. Tak naprawdę, jeśli umiejętnie wykorzystamy te możliwości, to w wielu wypadkach przyczynią się one do zwiększenia naszego zadowolenia z życia bardziej, niż ukończenie wielu typowych studiów wyższych. I to nie są jakieś teoretyczne, puste dywagacje, tak było zarówno w moim osobistym przypadku, jak i wielu osób, które znam.
REKLAMA
Dodatkowym plusem, jeśli oczywiście zrobimy to właściwie, będzie bardzo dobra atmosfera rozmowy i szybkie otwarcie się drugiego człowieka. To się przydaje zarówno w wielu kontekstach biznesowych, takich jak np. sprzedaż, jak też w życiu prywatnym, kiedy poznajemy kogoś w celach towarzyskich. Jak widać gra jest zdecydowanie warta świeczki, tym bardziej, że mówimy o rzeczach bardzo prostych do zastosowania. Prostych – jeśli rzetelnie wykonaliście zadania z poprzednich odcinków.
Pierwszym i dość oczywistym warunkiem, jeśli chcemy się czegoś od kogoś nauczyć, jest konieczność słuchania, co ta druga strona nam przekazuje. To pozornie banalny i (jak wspomniałem) oczywisty warunek. W praktyce jednak bardzo często obserwuję zachowania przeczące temu. Większość ludzi sprawia wrażenie, jakby albo musieli udowodnić swoją wartość, opowiadając cały czas o sobie i swoich osiągnięciach, albo uważali innych za niezbyt świadomych „ciemniaków”, których należy „oświecić”, doradzić im i pouczyć. I to najwyraźniej niezależnie od tego, czy te ostatnie działania są przez rozmówcę pożądane, czy też nie.
Spróbujcie posłuchać uważnie, jak to wygląda wokół Was, to sami zobaczycie, że nie jest z tym najlepiej.
Spróbujcie posłuchać uważnie, jak to wygląda wokół Was, to sami zobaczycie, że nie jest z tym najlepiej.
To opisane (błędne) podejście ma wiele wad:
• Postępując podobnie jak większość, stajemy się dla innych ludzi składnikiem wspomnianej wcześniej niezbyt zróżnicowanej tzw. szarej masy i w wielu wypadkach będziemy tak traktowani. To bardzo niekorzystne, zwłaszcza jeśli chcemy w życiu osiągnąć coś więcej niż szarą egzystencję, podobną do tej, jaką żyje większość naszych bliźnich.
• Z powodu jak powyżej, jeśli zależy nam na specjalnej relacji z konkretnymi osobami (które mam nadzieję wyróżniają się czymś od tej wspomnianej już szarej masy), to nie dajemy im żadnych specjalnych powodów, aby taką relację z nami nawiązać. Wielu ludzi błędnie zakłada, że w takiej sytuacji może to skompensować zmasowanym opowiadaniem o swoich osiągnięciach, stanie posiadania itp. Szczególnie pewna grupa polskich mężczyzn zapamiętała ze swojej młodości tę ostatnią strategię jako skuteczną przy podrywaniu niektórych nastolatek i postępują tak, jakby w międzyczasie nic się wokoło nie zmieniło. To mało skuteczne i do tego dość żałosne. Podobnie wygląda to zresztą przy nawiązywaniu wielu relacji biznesowych, do czego jeszcze dojdziemy w którymś z następnych odcinków.
• Jeśli nieproszeni występujemy w roli doradcy, co w różnych formach też zdarza się nagminnie, to zazwyczaj nie zaskarbiamy sobie ani sympatii, ani wdzięczności innych. Prawie nikt nie lubi być pouczanym i poprawianym, jeśli o to nie prosił. W rezultacie, ponieważ chcemy dobrze, to często dziwimy się, że nasi rozmówcy tego nie doceniają. Tutaj zalecam konsekwentne stosowanie jednej z moich zasad, która brzmi: O ile sprawa nie dotyczy poważniejszego zagrożenia czyjegoś życia lub zdrowia, to nie udzielajmy innym ludziom jakichkolwiek konsultacji bez zlecenia z ich strony. Zawsze możemy udzielić konsultacji za darmo, co też często robię, ale, pomijając wskazany powyżej wyjątek (zagrożenie życia lub zdrowia), nigdy z własnej inicjatywy i bez zaproszenia zainteresowanego. Kolejnym wyjątkiem jest bliższa i długotrwała znajomość, kiedy druga strona daje nam permanentną „licence to kill”. Wtedy, teoretycznie, możemy udzielać informacji zwrotnej, kiedy uznajemy to za przydatne.
Nawet w takiej sytuacji musimy jednak uważać, aby nie przesadzić – potwierdzam to wieloma przykrymi doświadczeniami z mojego życia.
Nawet w takiej sytuacji musimy jednak uważać, aby nie przesadzić – potwierdzam to wieloma przykrymi doświadczeniami z mojego życia.
• Jeśli mówimy, zamiast słuchać, to, z oczywistych powodów (o ile nie mamy jakiejś wady logopedycznej, nad którą trzeba praktycznie pracować), niewiele nowego możemy się nauczyć. W ten sposób często wypuszczamy z ręki cenne okazje skorzystania z czyichś doświadczeń, wiedzy i kontaktów. Widzę to, spotykając się z różnymi ludźmi. Sporo rozmówców, zamiast bezpłatnie „podpiąć się” do mojej wiedzy, co normalnie sporo kosztuje, stara się chyba zaimponować mi opowiadaniem o sobie. Ja chętnie słucham, bo zawsze mogę się czegoś nowego dowiedzieć, ale dla drugiej strony oznacza to często bezpowrotnie straconą okazję – i to z kilku powodów. Po pierwsze, ja (i wielu ludzi, którzy mogliby nam pomóc) mam wiele ciekawych opcji w życiu i chęć ponownego spotykania się z osobami, które głównie opowiadają o sobie, swoim życiu i znajomych, jest u mnie raczej ograniczona. Po drugie, jeżeli ktoś nie potrafi słuchać (nie mówiąc już o braku innych umiejętności, którymi dotąd zajmowaliśmy się w tym cyklu), to generalnie nie rekomenduję go ani nawet nie kontaktuję z innymi znajomymi. Taka rekomendacja z mojej strony (podobnie w przypadku wielu ludzi, których znam) wiąże się z pewnym położeniem na szali własnej reputacji i co naturalne, nie będę tego robił dla kogoś, kto ma podstawowe braki – nawet jeśli byłby bardzo sympatycznym i inteligentnym człowiekiem. Podkreślam, że nie tylko ja tak robię, więc weźcie sobie te ostatnie zdania mocno do serca.
• Jeszcze mały aspekt biznesowy. Wielu z Was zarabia na życie dzięki jakiejś formie komunikacji z innymi. Gadulstwo w negocjacjach jest jednym z najbardziej rozpowszechnionych i najbardziej „samobójczych” błędów popełnianych przez negocjatorów! Gdy szkolę w Polsce ludzi, którzy mają prowadzić jakiekolwiek pertraktacje, to bardzo często pierwszym punktem warsztatów jest dość brutalna amputacja tegoż gadulstwa, bo czasu jest mało, a błąd bardzo poważny.
Na żywo pokazuję praktycznie, jak bezlitośnie można wykorzystać każde nieostrożne wychylenie się szkolonego i myślę, że uczestnicy zapamiętują to na długo. Tutaj nie mam takich możliwości, nie chcę też zamieniać tego cyklu w podręcznik negocjacji. Po prostu sygnalizuję problem. Wykonanie poniższych zadań będzie dobrym początkiem zmiany, aby zacząć sobie z tym lepiej radzić.
Na żywo pokazuję praktycznie, jak bezlitośnie można wykorzystać każde nieostrożne wychylenie się szkolonego i myślę, że uczestnicy zapamiętują to na długo. Tutaj nie mam takich możliwości, nie chcę też zamieniać tego cyklu w podręcznik negocjacji. Po prostu sygnalizuję problem. Wykonanie poniższych zadań będzie dobrym początkiem zmiany, aby zacząć sobie z tym lepiej radzić.
Aby nasz wewnętrzny przełącznik częściej był w pozycji „słuchanie” niż w pozycji „nadawanie”, warto więc wykonać poniższe ćwiczenia.
Ćwiczenie pierwsze
W celu wyrobienia sobie postrzegania w zakresie słuchania innych, w kontaktach z ludźmi zwróć uwagę na tych, którzy:
• nieproszeni starają się doradzać innym, pouczać ich lub po prostu krytykować,
• włączają „autopilota” i dłużej niż dziewięćdziesiąt sekund w jednym ciągu opowiadają o sobie, swoich osądach, doświadczeniach i przeżyciach, nie zważając przy tym na to, na ile audytorium rzeczywiście jest zainteresowane.
Zwróć uwagę na to, jak czujesz się wtedy jako słuchacz i pomyśl o tym, ilu ciekawych rzeczy nie dowie się druga strona tylko dlatego, że jest na nadawaniu, a nie na odbiorze.
• nieproszeni starają się doradzać innym, pouczać ich lub po prostu krytykować,
• włączają „autopilota” i dłużej niż dziewięćdziesiąt sekund w jednym ciągu opowiadają o sobie, swoich osądach, doświadczeniach i przeżyciach, nie zważając przy tym na to, na ile audytorium rzeczywiście jest zainteresowane.
Zwróć uwagę na to, jak czujesz się wtedy jako słuchacz i pomyśl o tym, ilu ciekawych rzeczy nie dowie się druga strona tylko dlatego, że jest na nadawaniu, a nie na odbiorze.
Ćwiczenie drugie
Wykorzystując wyostrzone postrzeganie, staraj się zaobserwować, kiedy Ty, w rozmowach z innymi, robisz powyższe dwa błędy. Jeśli uważasz, że ich nie popełniasz, to:
• nagraj swoje wypowiedzi podczas rozmów telefonicznych, które prowadzisz, a potem przeanalizuj dokładnie ich przebieg – możesz być bardzo niemile zaskoczony tym, co stwierdzisz,
• poproś jakąś w miarę przytomną zaufaną osobę, aby dyskretnie zwracała Ci uwagę, kiedy albo udzielasz komuś konsultacji bez zlecenia, albo zapędzasz się w mówieniu bez sprawdzania, czy drugą stronę nadal to jeszcze interesuje.
• nagraj swoje wypowiedzi podczas rozmów telefonicznych, które prowadzisz, a potem przeanalizuj dokładnie ich przebieg – możesz być bardzo niemile zaskoczony tym, co stwierdzisz,
• poproś jakąś w miarę przytomną zaufaną osobę, aby dyskretnie zwracała Ci uwagę, kiedy albo udzielasz komuś konsultacji bez zlecenia, albo zapędzasz się w mówieniu bez sprawdzania, czy drugą stronę nadal to jeszcze interesuje.
Z taką pomocą powinieneś zacząć przyłapywać się na tego rodzaju potknięciach. To na początku może być dość frustrujące, kiedy zobaczysz, że i w tym aspekcie nie jesteś taki dobry jak myślałeś. Pociesz się, że ze mną kiedyś było nie lepiej! Ta frustracja jest naszym przyjacielem, bo im większa na tym etapie, tym większa szansa, że osiągniemy szybko stan, kiedy ten proces przyłapywania się będzie następował przed popełnianiem tego rodzaju błędów, co w oczywisty sposób pozwoli Ci ich unikać.
Znów opisałem dwa pozornie banalne ćwiczenia i łatwo szybko dojść do wniosku, że "ja przecież to wiem!" Przysłowiowy pies jest jednak pogrzebany nie w intelektualnej wiedzy na ten temat, lecz w konkretnych zachowaniach w różnych sytuacjach życiowych. A te u większości ludzi nie wyglądają najlepiej, więc lepiej miej się na baczności.
Jak zwykle zapraszam do pytań i dyskusji w komentarzach
Opracowano na podstawie książki "Sukces w relacjach międzyludzkich"
