Jeśli, co omówiliśmy w poprzednim odcinku, powinniśmy umieć słuchać innych ludzi, to naturalnie nie możemy się ograniczyć do biernego czekania, aż ktoś sam z siebie zacznie mówić, choć i to się czasem zdarza. Podstawowym narzędziem nawiązania, podtrzymania i w razie potrzeby, kierowania rozmową jest umiejętne zadawanie pytań. Podkreślam słowo „umiejętne”, bo smutnym faktem jest to, że większość Polaków, mimo rozpowszechnionego wykształcenia wyższego, ma tutaj umiejętności na poziomie średniozaawansowanego obcokrajowca uczącego się naszego języka. To bardzo surowa ocena i na pewno wzburzy niektórych z Was, ale jeśli obiecałem pisać tutaj prawdę, jak jest, to nie mogę tego pominąć.
Posłuchajcie uważnie, jakie pytania zadaje w rozmowie większość ludzi wokoło. Włączcie dowolny program polskiej telewizji, też i taki prowadzony przez nagradzane gwiazdy dziennikarstwa, po czym uważnie posłuchajcie, jak one (oni) to robią.
W większości przypadków , sytuacja wygląda ciągle tak, że zazwyczaj – jeśli już w ogóle zadają oni pytania (a nie po prostu opowiadają o tym, co im samym się wydaje) – to przeważnie są to pytania zamknięte, czyli takie, które wymagają od rozmówcy krótkiej, konkretnej odpowiedzi: „tak” albo „nie”. Pewnym wariantem tego są pytania alternatywne, kiedy rozmówca ma prosty wybór z zazwyczaj dwóch możliwości, albo ukryte pod postacią pytań zamkniętych pytania sugerujące. Podajmy na początek parę przykładów dla wyjaśnienia, o co mi chodzi.
W relacjach zawodowych ludzie naprawdę wyszkoleni w komunikacji (a jest ich w dobrych firmach coraz więcej), patrzą na kogoś posługującego się tak ograniczonym repertuarem jak na gitarzystę, który opanował granie tylko trzech prostych akordów, a chce muzykować w koncertującym zespole muzycznym.
Od biedy można coś zagrać, ale tylko „od biedy”... Chcemy coś takiego komunikować potencjalnemu pracodawcy czy partnerowi biznesowemu?
i posłuchaj, co w tym kontekście wyrabiają tam różni, często kasujący bardzo duże gaże celebryci. Spróbuj wyłapać wszystkie przypadki opisane powyżej i pomyśl, jakie miałbyś odczucia, gdybyś siedział na miejscu ich rozmówcy.
Nie chodzi tutaj o wytykanie kogokolwiek palcami, lecz jedynie o wyrobienie sobie postrzegania w tym zakresie. Jeśli, podobnie jak znakomita większość Czytelników tej książki, nie wylądujesz kiedyś u mnie na warsztatach, to będziesz musiał w trakcie nauki sam dawać sobie informację zwrotną, a wtedy to postrzeganie będzie Ci koniecznie potrzebne.
Wyraźnie ostrzegam Cię przed dawaniem takiej nieproszonej informacji zwrotnej znajomym wszelkiego rodzaju, choć na pewno znajdziesz bardzo wiele sytuacji, w których mógłbyś to zrobić. Zasada „Nie udzielaj konsultacji bez zlecenia” ma tutaj pełne zastosowanie.
Zacznij obserwować siebie samego w rozmowach z innymi i spróbuj przyłapywać się na tym, kiedy popełniasz błędy opisane w tym odcinku.
To jest na początku trudniejsze niż się wydaje, bo tak wiele rzeczy robimy w międzyczasie automatycznie, nie zdając sobie w ogóle z tego sprawy! To jest wygodne, a ja chcę, ba, wręcz wymagam, abyś tego „autopilota” wyłączył! No cóż, chcesz w życiu zacząć lądować w atrakcyjniejszych miejscach niż dotychczas, to musisz przejąć stery – przynajmniej od czasu do czasu.
W tym zadaniu obserwowania samego siebie możesz korzystać z różnych pomocy. Możesz na przykład nagrywać część Twoich rozmów telefonicznych, które prowadzisz i potem analizować, co i jak powiedziałeś. Możesz wtajemniczyć kogoś naprawdę bliskiego i poprosić o zwracanie Ci uwagi na błędy. Gdy ja się tego uczyłem, to najlepszym źródłem informacji zwrotnej było dziesięcioletnie wtedy dziecko mojej przyjaciółki. Po poinstruowaniu o co chodzi i daniu mu „licence to kill”, był to naprawdę bezlitosny coach, dzięki któremu wiele sobie uświadomiłem i teraz mogę o tym pisać.
