Doświadczenie zawodowe jest ostatnio kolejnym dyskutowanym tematem. Niektórzy cierpią, bo jako absolwenci uczelni mają go bardzo niewiele, a w wypadku kujonów/imprezowiczów często wcale. Inni cierpią, bo mimo pokazania na CV wieloletniej pracy zawodowej nikt ich nie chce. Może warto się przyjrzeć strukturze tego krytycznego elementu?
REKLAMA
Charakter mojej pracy powoduje, że mam sporo do czynienia z ludźmi o bardzo zróżnicowanym, często wieloletnim doświadczeniu zawodowym.
To, co rzuca się w oczy to możliwość zaobserwowania jak różnorodne struktury występują w jego przypadku. Niektórzy latami pracują wykonując bardzo podobne czynności, inni mierzą się z ciągle zmieniającymi się zadaniami. Reszta lokuje się gdzieś pomiędzy tymi skrajnościami.
W tym pierwszym z ekstremalnych przypadków, nawet jeśli ktoś ma w CV, że był zatrudniony przez 10 lat to nie bardzo możemy mówić o dziesięcioletnim doświadczeniu, lecz najwyżej o roku doświadczenia powtórzonym 10 razy. A to robi ogromną różnicę, abstrahując już od tych godnych pożałowania przypadków, kiedy ktoś nawet w obrębie jednego roku może najwyżej mówić o doświadczeniu trwającym jeden dzień i powtarzanym około 300 razy!!!
Oczywiście istnieje parą dziedzin, w których robienie latami praktycznie tego samego przynosi duże korzyści, szczególnie tam, gdzie potrzebna jest kombinacja wiedzy i umiejętności manualnych (np. chirurg, pilot itp.) W wielu innych powoduje tylko usztywnienie naszego sposobu myślenia i zmniejszenie elastyczności przy szukaniu rozwiązań. To jest bardzo niekorzystne dla naszego rozwoju, nie mówiąc już o fakcie, że w międzyczasie wie już o tym wielu rekruterów w dobrych firmach.
Dlatego, biorąc też pod uwagę przyśpieszające tempo zmian otaczającego nas świata byłbym bardzo ostrożny wybierając ścieżkę kariery, na której powtarzałbym wielokrotnie ten sam rok pracy. To jest pozornie bardzo wygodne i tworzy poczucie bezpieczeństwa, bo przecież jesteśmy coraz lepsi w tym co robimy, problem zacznie się wtedy, kiedy znacznie zmienią się okoliczności. A z tym coraz częstszym zjawiskiem musimy nauczyć się żyć.
Nie czuję się upoważniony, do mówienia komukolwiek jak ma kształtować swoje życie zawodowe, niemniej powyższe uwagi z pewnością są warte przynajmniej przemyślenia.
Dla tych z Czytelników, których interesuje jak wygląda w praktyce drugie ekstremum podaję parę szczegółów. Używam do tego z konieczności mojej osoby, bo choć znam sporo znacznie lepszych i ciekawszych historii wśród moich klientów jestem zobowiązany do dyskrecji.
Nie czuję się upoważniony, do mówienia komukolwiek jak ma kształtować swoje życie zawodowe, niemniej powyższe uwagi z pewnością są warte przynajmniej przemyślenia.
Dla tych z Czytelników, których interesuje jak wygląda w praktyce drugie ekstremum podaję parę szczegółów. Używam do tego z konieczności mojej osoby, bo choć znam sporo znacznie lepszych i ciekawszych historii wśród moich klientów jestem zobowiązany do dyskrecji.
Wierzę też, że nawet jeśli ktoś wykonuje całkiem inny zawód, to pewne elementy podejścia mogą się przydać. Więc do rzeczy.
Po pierwsze, paradoksalnie unikam zbyt komfortowych sytuacji. Teoretycznie już na początku kariery mógłbym wybrać sobie kilka firm i tematów, a potem szkolić, szkolić, szkolić….
To byłoby bardzo wygodne, w miarę pewna praca, wykonywana „z palcem w uchu”, zero konieczności sprzedawania się gdziekolwiek, niezłe pieniądze.
Zamiast tego, od lat świadomie rzucam się w sytuacje zawodowe, kiedy czasem w trakcie działań myślę sobie „Alex, walnij się w głowę!!”. Bardzo różni klienci z różnych branż, za każdym razem inne wyzwania, często takie, że na pierwszy rzut oka nie ma dobrego rozwiązania, nie ma czasu, nie ma wystarczających zasobów i tym podobne „kwiatki”. Do tego, jakby było mi mało „urozmaiceń”, to robię to dobrowolnie w kilku językach, nie zastanawiając się długo przed różnymi akcjami, które prawie można określać jako „kamikadze”. No bo jak inaczej nazwać sytuację, kiedy Polak, mówiący z bardzo silnym akcentem, uczy w Niemczech wysoko wykształconych managerów niemieckich, jak skuteczniej negocjować i argumentować po… niemiecku! Do tego w znanej i konserwatywnej firmie, która ma ogromne zasoby i dostęp do najlepszych ludzi na własnym rynku. Naprawdę są prostsze sposoby zarabiania pieniędzy jako coach i konsultant!!!
W rezultacie takich „nierozsądnych” zachowań nie maksymalizuje się może ilości zarabianych złotówek, czy euro, ale nabywa kolosalnego doświadczenia, o którym w moim wypadku wiem ja (to jest dobre dla poczucia własnej wartości) i klienci (zastępuje marketing). Takich rezultatów życzę każdemu, kto znajdzie to minimum odwagi, aby zadbać o to, aby jak pisze w CV „10 lat doświadczenia” było to rzeczywiście 10 lat. I proszę nie łudźcie się, że opisuję pojedynczy przypadek „ustawionego” faceta w zaawansowanym wieku. Wśród Czytelników mojego prywatnego blogu znam osoby które już w wieku 25-27 lat z powodzeniem idą tą ścieżką. Z nimi będziecie konkurować na rynku pracy o naprawdę atrakcyjne zajęcia. Jesteście gotowi?
