W uprzednim moim poście o pracy wspomniałem o ludziach, którzy nie mogą nawet mówić o rocznym doświadczeniu zawodowym, lecz najwyżej o takim samym dniu powtarzanym około 300 razy w roku. Ta pożałowania godna sytuacja może obejmować nie tylko kwestie zarabiania pieniędzy, lecz też całego życia w ogóle. Zamiast delektować się urozmaiconą przygodą życia powtarza się latami z grubsza ten sam dzień, z bardzo podobnymi problemami i wyzwaniami. Brzmi to znajomo? Witajcie w klubie, też kiedyś byłem w takim nieprzyjemnym położeniu.

REKLAMA
Było to już dość dawno, ale pamiętam doskonale, jak wiele frustracji i wewnętrznego buntu wtedy przeżywałem. Na szczęście taki stan nie musi być czymś stałym, choć zmiana go wymaga pójścia w przeciwnym kierunku, niż próbuje to większość ludzi.
Zamiast opowiadać tutaj moją własną historię, gorąco polecam obejrzenie dość starego filmu „Groundhog Day” („Dzień Świstaka”), najlepiej w oryginalnej wersji językowej, aby nie być ograniczonym niedoskonałością tłumaczenia. Wbrew temu, jak jest on opisywany, wcale nie jest to komedia (choć jest tam parę zabawnych scen), lecz film o znacznie głębszym znaczeniu życiowym, nakręcony przez kogoś, kto pewnie też kiedyś tkwił w pętli czasu.
W bardzo dużym skrócie, główny bohater jest inteligentnym, ale aroganckim człowiekiem o dość nieprzyjemnym i nieco cynicznym podejściu do otoczenia. W pewnym momencie zaczyna on na nowo przeżywać jeden i ten sam dzień, pamiętając wszystko, co wydarzyło się w poprzednich wcieleniach tych 24 godzin, podczas gdy dla całego otoczenia dzieje się to zawsze po raz pierwszy. Po stwierdzeniu tego faktu, bohater najpierw jest zirytowany, a potem dostrzega plusy takiej sytuacji. Swoją coraz lepszą wiedzę o tymże dniu i pewność, że inni następnego dnia „zapomną” o jego wyczynach wykorzystuje on najpierw do jeszcze bardziej chamskiego zachowywania się, potem do zdobycia pieniędzy, a w końcu do różnych seksualnych podbojów. Finalnie postanawia tymi samymi metodami zdobyć producentkę swojego programu, stosując w kolejnych „iteracjach” coraz lepszy „matching”, jeśli wolno mi użyć tego NLP-owskiego terminu. Mimo czynienia pewnych postępów skutki tego są dość mizerne, a na kontynuację brakuje mu czasu, bo każdego ranka tenże sam dzień zaczyna się od nowa. Zdesperowany bohater próbuje przerwać ten zaklęty krąg popełniając na różne sposoby samobójstwo, co oczywiście nie przynosi pożądanego rezultatu bo …. budzi się on ponownie tego samego ranka.
W końcu robi coś, co w jego dotychczasowym życiu było mu całkowicie obce, a mianowicie:
zaczyna uczyć się najprzeróżniejszych nowych umiejętności, a jednocześnie stara się poprawić jakość tego dnia nie dla siebie, lecz po prostu dla innych ludzi wokół niego.
I to z czasem doprowadza do szczęśliwego zakończenia – nie tylko spędza noc ze swoją ukochaną (i to mniej czy bardziej z jej inicjatywy!!), ale też niespodziewanie budzi się u jej boku następnego dnia i jest to wreszcie nowy dzień!! Zaklęty krąg został przerwany!!
Zanim ktoś powie, że to tylko ckliwa fikcja z Hollywood śpieszę z informacją, że wyłączając próby fizycznego samobójstwa i napad na samochód z pieniędzmi, była to w pewnym sensie historia sporej części mojego życia i mojego szarpania się z nim!
I tak samo jak w filmie, dramatyczne zmiany na lepsze zaszły w nim dopiero wtedy, kiedy przestałem kombinować, udawać, starać się zabłysnąć, a zacząłem po prostu pracować nad sobą robiąc przy tym dobre rzeczy dla świata i ludzi.
Jeśli rozejrzymy się uważnie, to zobaczymy, że wielu ludzi wokół nas przeżywa swój „dzień świstaka” a ich „życie” polega na powtarzaniu tego samego dnia z niewieloma tylko „urozmaiceniami” oraz świadomością, że jutro rano obudzą się stojąc przed praktycznie takimi samymi wyzwaniami, jak te z którymi obudzili się dziś.
Może nawet być tak, że podobnie jak ja kiedyś, ktoś zobaczy takiego człowieka w lustrze w łazience myjąc zęby!
To nie jest żadna hańba i o ile nie zaliczamy się do osób, dla których taki permanentny „replay” jest szczytem marzeń, to nie musimy być na zawsze ofiarą tej sytuacji. Co z grubsza zrobić, opisałem powyżej, warto tylko pamiętać, że nie jest to cudowne rozwiązanie działające na pstryknięcie palcami. Trochę trzeba się wysilić, za to pozytywne rezultaty mogą trwać całe życie i zdecydowanie warto.
Zapraszam wszystkich do dyskusji w komentarzach prosząc o zrozumienie, że tym razem mogą być kilkugodzinne przerwy w moich odpowiedziach.