Po dwutygodniowej przerwie wróćmy do naszej dyskusji o naszych przychodach. Nawiasem mówiąc moja nieobecność w ostatnim tygodniu spowodowana była właśnie faktem, że obok hobbystycznego pisania o zarabianiu pieniędzy, od czasu do czasu i ja je muszę zarobić. A to w praktyce oznacza czasem totalne zaangażowanie się przez kilka dni, bez czasu i rezerw na intelektualne przyjemności takie jak dyskusja z Państwem.

REKLAMA
Wracając do naszej rozmowy, w ostatnim poście o tym, w jakiej lidze zarobkowej chcemy grać poruszyliśmy bardzo ważny aspekt, a mianowicie jakie spektrum zarobków za godzinę brutto jest dość bezproblemowo możliwe w tym sympatycznym kraju nad Wisłą. To powinno wielu osobom dać do myślenia, podobnie jak dało mnie kiedy uświadomiłem sobie te fakty.
Ponieważ Czytelnicy wyrazili wolę przyjrzenia się wartościom netto, to dzisiaj spróbujmy odpowiedzieć na pytanie, za ile każdy z nas faktycznie sprzedaje godzinę swojego życia.
Zaznaczam, że poniższe obliczenie jest bardzo uproszczone, a co za tym idzie wyniki są wyraźnie zawyżone, niemniej i tak konkretne liczby mogą być szokujące dla wielu z nas. Kiedy wiele lat temu sam sobie takie obliczenie zrobiłem, to wkrótce potem postawiłem "na głowie" całą moją dotychczasową karierę zawodową, co w rezultacie bardzo podniosło mi jakość życia. Może ktoś z Czytelników po przeczytaniu też będzie miał takie "olśnienie", czego serdecznie życzę.
Przejdźmy zatem do obliczeń:
1) zaczynamy od naszych miesięcznych dochodów “na rękę”. W wypadku pracowników najemnych będzie to wynagrodzenie netto, u przedsiębiorców i freelancerów przychody brutto minus koszty ich uzyskania minus podatki i ZUS
Dalsze punkty (2-4) dotyczą pracowników najemnych:
2) od tej kwoty odejmujemy koszty naszych dojazdów do pracy
3) teraz od tego, co pozostało odejmujemy 1/12 rocznych kosztów, które ponosimy na odzież, którą ewentualnie kupujemy tylko ze względu na wymagania naszej pracy
4) od tego ew. odejmujemy 1/12 rocznych kosztów, które sami ponosimy na szkolenia i kursy niezbędne w naszej pracy.
Kwota, która pozostała to mniej więcej nasze prawdziwe zarobki miesięczne netto
Teraz zobaczmy ile czasu rzeczywiście potrzebujemy na zarobienie tych pieniędzy:
1) dodajemy wszystkie godziny, które spędzamy miesięcznie w pracy (wszystkie, u freelancerów np. czas na zdobywanie klientów!!)
2) ewentualnie dodajemy wszystkie godziny, które spędzamy nad pracą w domu
3) do tego dodajemy godziny spędzane miesięcznie w drodze do pracy i do domu
4) dodajemy czas, który potrzebujemy każdego dnia, aby po pracy “dojść do siebie”, bo to też jest z nią związane
9) dodajemy 1/12 czasu, który rocznie poświęcamy na związane z pracą dokształcanie się, które nie ma nic wspólnego z naszymi zainteresowaniami i hobby
Suma, którą uzyskamy z tego dodawania to mniej więcej nasz “wydatek czasowy” na zarobienie tej kwoty pieniędzy, którą obliczyliśmy powyżej.
Podzielimy teraz kwotę w złotówkach przez uzyskaną powyżej sumę godzin otrzymując cenę, za którą faktycznie sprzedajemy godzinę naszego życia!!!
Jeżeli zrobiliśmy ten rachunek uczciwie, to w wielu wypadkach wypadnie mam liczba, która będzie szokująco niska!! I to mimo faktu, że z powodu kilku uproszczeń (np. pominięte ewentualne koszty komplikacji zdrowotnych, czy rozwodów spowodowanych przez pracę) jest ona zawyżona!

Tę wartość należy sobie po prostu uświadomić, aby wiedzieć na czym stoimy.
Wykorzystać ją możemy na przykład w ten sposób że:
• uświadamiamy sobie, że niezbyt efektywnie zamieniamy czas naszego życia na środki pieniężne – patrz post o wartości rynkowej
przeliczając ceny różnych dóbr na godziny naszego życia, które musimy w zamian sprzedać możemy dokonywać bardziej świadomych wyborów, zwłaszcza jeśli ten przelicznik jest niekorzystny (“czy ten mebel naprawdę warty jest tyle dni mojego życia??!!”)
• możemy tego użyć jako argumentu, jeśli nasz partner domaga się jakiegoś większego zakupu, a my nie jesteśmy do jego konieczności przekonani :-)
• możemy też w drugą stronę policzyć ile np. kosztowało nas pozwolenie komuś na zmarnowanie nam iluś tam godzin, dni a nawet miesięcy naszego życia
Powyższy eksperyment myślowy jest bardzo ciekawy i polecam każdemu, aby sobie go na własny użytek uczciwie przeprowadził. Naturalnie każdy powinien też wyciągać sobie własne wnioski, bo to w końcu jego życie.
Warto przy tym zwrócić uwagę, że „goła” liczba niekoniecznie oddaje pełen obraz sytuacji
• Z jednej strony zarówno takie czynności jak np. zdobywanie zleceń mogą być przyjemną serią rozmów z ciekawymi ludźmi w sympatycznych miejscach, które najwyżej zagrażają utrzymaniu szczupłej sylwetki (wiem coś o tym :-)), jak też sama praca może być czymś, co człowiek dla przyjemności lub wyzwania intelektualnego robiłby nawet za darmo.
• Z drugiej może to być działanie na „galerze” lub w „domu publicznym”, które efektywnie zabijają w nas radość życia i pozbawiają energii.
Warto o tym pamiętać, w takich przypadkach nawet nominalnie identyczna „stawka za godzinę netto” będzie oznaczać coś zupełnie innego.
Życzę ciekawych przemyśleń i zapraszam do dyskusji.