Trochę ponad tydzień temu Violetta Rymszewicz opublikowała wielce dyskutowany tekst „Jestem gburem, nikt mi nie podskoczy”, pod którym ukazało się sporo komentarzy, które dość wyraźnie opisały rzeczywistość bardzo wielu ludzi żyjących w naszym kraju. Wyłaniająca się z nich wizja świata w którym żyjemy, była dość mało przyjazna i ponura, a cytowane badania zdają się ją uwiarygadniać. Całe szczęście, że o ile był to opis, którego prawdziwość potwierdziło wielu czytelników, to jednocześnie była to (i jest) tylko część prawdy.
REKLAMA
Okazuje się, że oprócz tej rzeczywistości ponuractwa, chamstwa, rozpychania się łokciami i wyścigu szczurów istnieje też jej prawie lustrzane odbicie, gdzie ludzie są dla siebie mili, uczynni, chętnie pomagają sobie nawzajem. I ten świat istnieje też w Polsce, a operując w nim można naprawdę dobrze żyć i prosperować, też z ekonomicznego punktu widzenia.
Do tego wszystkiego, od nas samych w dużym stopniu zależy, w którym z tych dwóch światów będziemy funkcjonować z wszystkimi jego konsekwencjami dla jakości naszego życia. Jeżeli ktoś teraz powie, że „Alex pisze bzdury bo moje doświadczenie życiowe pokazuje że…”, po czym przestanie czytać dalej, to popełni typowy błąd skazujący wielu ludzi na trwanie w tym „czyśćcu”, co nie jest ani przyjemne ani zabawne, ale ma oczywiście pełne prawo i do takich wyborów :-)
Życie w „czyśćcu”, lub „polskim piekle” jak mówią niektórzy, wcale nie jest konieczne, bo i w naszym kraju spotykałem przesympatycznych ludzi, począwszy od starszej pary obsługującej toaletę plażową w Międzyzdrojach (mimo że są fanami o. Rydzyka :-)), poprzez wielu ludzi z powodzeniem pracujących na różnych szczeblach w korporacjach (tak, tak!!) po kilka osób z listy najbogatszych Polaków. A wraz z nimi przychodziły nie tylko różnorodne możliwości rozszerzenia moich horyzontów, lecz też atrakcyjne sposobności biznesowe. Polska jest dla mnie krajem w większości sympatycznych i uczynnych ludzi, gdzie w realnym życiu tylko czasem napotykamy jakiś frustratów (jak zresztą wszędzie na świecie).
Dlaczego więc tak wielu ludzi w Polsce żyje w świecie opisywanym przez badania cytowane przez Violettę i potwierdzonym przez komentujących?
Powodów może być kilka:
Powodów może być kilka:
• Wiele osób urodziło się i dorastało w tej „chamskiej” rzeczywistości, a tkwiąc wśród ludzi podobnych do siebie i pochłaniając polskie media nawet nie wie, że naprawdę istnieje atrakcyjna alternatywa.
• Sporo osób ma problemy z poczuciem własnej wartości i spotykając innych, którym naprawdę dobrze się wiedzie i idą przez życie uśmiechnięci, błędnie uważają, że do tego potrzeba być jakimś „specjalnym człowiekiem”, a oni do tego nie dorastają. To jest potężna bzdura, spotykana szczególnie w pokoleniach, które dorastały w czasach komuny.
• Niektórzy nie znają powiedzenia "jak wołasz do lasu, tak las ci odpowiada" i potem dziwią się, że życie jest ciężkie, a ludzie nieuprzejmi. :-)
• Często ci, którzy próbują się wyrwać z tejże rzeczywistości „padają” na tym, że nawet spotykając ludzi sympatycznych, otwartych i posiadających duże możliwości zrobienia czegoś dobrego, dyskwalifikują się bardzo szybko jako potencjalni znajomi lub protegowani, gdyż brak im elementarnych umiejętności nawiązywania dobrych relacji z osobami, które są bardzo różne od nich samych. Nie są to umiejętności tajemne, a mimo tego często zdumiewam się, jak słaba w tym jest większość Rodaków. Ludzie potrafią poświęcić pięć lat na zdobycie bezwartościowego papierka na uczelni, a nie znajdują czasu i możliwości, aby przez maksymalnie kilka miesięcy podciągnąć się w tych umiejętnościach, które mogą zrobić w ich życiu kolosalną różnice na plus!
Warto wspomnieć, że każdy z powyższych punktów na jakimś etapie życia dotyczył też i mnie. Na szczęście jakoś metodą wieloletnich prób i błędów (niektóre były kosztowne, inne nieprzyjemne i bolesne) przekonałem się, że można inaczej, znacznie lepiej. W międzyczasie w moich doświadczeń zaczęli z powodzeniem korzystać inni ludzie potwierdzając słuszność podejścia i stosowanych metod. W lecie dałem się namówić Czytelnikom mojego prywatnego blogu na podzielenie się tymi doświadczeniami z szerokim audytorium i spisałem to w formie konkretnej książki z ćwiczeniami, która ku mojej radości rozchodzi się jak świeże bułki:-) Wam proponuję, abyście choćby zajrzeli do opublikowanego spisu treści, aby zobaczyć, jakie konkretnie czynniki u większości Rodaków „leżą” i zastanówcie się, jak to wygląda u Was. I niech Was nie zmyli pozorna prostota zagadnień – cały diabeł tkwi w szczegółach ich zastosowania, co ciągle pokazuję na różnych spotkaniach.
Jak zwykle bardzo chętnie odpowiem na wszystkie merytoryczne pytania w komentarzach pod postem.
