Świat wokół nas zmienia się coraz szybciej i nie wszystkie te zmiany idą po naszej myśli. Kiedyś pytanie tytułowe zadawali sobie głównie ludzie młodzi, wchodzący w życie i szukający własnej drogi. Obecnie dołącza do nich coraz większa grupa ludzi z doświadczeniem życiowym, których okoliczności zewnętrzne takie jak np. utrata pracy, dość brutalnie postawiły przed takim samym pytaniem.
REKLAMA
Na samym początku powiedzmy sobie otwarcie, że sytuacja każdego człowieka, jego potrzeby, pragnienia i możliwości są bardzo zróżnicowane. Dlatego praktycznie niemożliwe jest udzielenie dokładnych wskazówek, które idealnie pasować będą do wszystkich Czytelników i seria tekstów, którą dziś rozpoczynamy nie ma nawet takiego zamiaru.
To, co będziemy robić w kolejnych odcinkach, to rozważenie pewnych prostych strategii oraz krytycznych punktów, które z jednej strony będą miały zastosowanie w większości przypadków, a z drugiej są przez wiele osób lekceważone lub pomijane, z bardzo niekorzystnym rezultatem dla wyniku końcowego. Ciągle przy tym pozwolę sobie bardziej skoncentrować się na wyzwaniach ludzi młodych, którzy skonfrontowani są z sytuacjami, do których nie mogła ich przygotować ani żyjąca w innej epoce szkoła (i to mimo wielu ofiarnych nauczycieli, co trzeba też docenić), ani zapracowani rodzice, którzy przy najlepszych chęciach zbierali swoje doświadczenia w nieco innym świecie.
Dziś zaczniemy od bardzo prostego tematu, a mianowicie od kwestii unikania decyzji pogarszających naszą sytuację.
Generalnie mamy do czynienia z sytuacjami dwojakiego rodzaju:
• Sytuacje awaryjne, kiedy należy natychmiast podjąć jakieś działanie. Przykładami takich sytuacji są: pali się mieszkanie w którym siedzimy, ktoś obok przewraca się i przestaje oddychać, samochód, który prowadzimy wpada w poślizg. Takie sytuacje nie są w tym momencie przedmiotem naszych rozważań
• Sytuacje, które pozostawiają nam przynajmniej nieco czasu na reakcję, a czasem nawet tolerują brak decyzji przez ładna chwilę.
• Sytuacje, które pozostawiają nam przynajmniej nieco czasu na reakcję, a czasem nawet tolerują brak decyzji przez ładna chwilę.
W tym drugim przypadku teoretycznie jest czas na zebranie jakiś informacji, przemyślenia, nawet poeksperymentowanie (jak to robić opiszę w jednym z następnych odcinków). W praktyce wiele osób długo nie robi nic, aby potem, często pod presją otoczenia mówiąc metaforycznie „skoczyć na główkę”, bo przecież „każda decyzja jest lepsza od braku decyzji” (!!!). Otóż wcale tak nie jest, często widzimy jak ktoś coś rozstrzyga w taki sposób, że lepiej byłoby gdyby nadal pozostawał w bezczynności.
Typowe przykłady takiego skoku na główkę to:
• Relacja się sypie, to machnijmy sobie dziecko, aby ją scementować (!!!)
• Mam problem z szefem, to walnę papierami niezależnie od tego, na ile przygotowałem sobie następne miejsce pracy
• Mieszkam dość kiepsko, to zadłużę się w młodym wieku na 30 lat i kupię nieruchomość w stanie surowym, bo przecież „wszyscy tak robią” i „trzeba posiadać mieszkanie”. Do tego robiąc to w miejscu, gdzie nie ma perspektyw większego rozwoju i/lub lokalna społeczność jest skorumpowana lub zdegenerowana (alkoholizm).
• Mam problem z szefem, to walnę papierami niezależnie od tego, na ile przygotowałem sobie następne miejsce pracy
• Mieszkam dość kiepsko, to zadłużę się w młodym wieku na 30 lat i kupię nieruchomość w stanie surowym, bo przecież „wszyscy tak robią” i „trzeba posiadać mieszkanie”. Do tego robiąc to w miejscu, gdzie nie ma perspektyw większego rozwoju i/lub lokalna społeczność jest skorumpowana lub zdegenerowana (alkoholizm).
Ta lista to jest tylko wierzchołek góry lodowej niepotrzebnych i złych decyzji. Wiele innych tego rodzaju jest np. rezultatem „podążania za stadem” (co widać często przy wyborze ścieżki edukacji) lub wspomnianej już presji otoczenia. Zdarzało mi się spotykać ludzi, którzy w przypływie desperacji podejmowali całe serie takich nieprzemyślanych i bardzo niekorzystnych rozstrzygnięć, aby potem wiele lat narzekać, że „życie jest ciężkie”.
Tak nie musi być.
Prawdopodobnie każdemu z nas, w tym też piszącemu te słowa, zdarzały się okresy bezczynności, paraliżu decyzyjnego, czy zwykłej głupiej niefrasobliwości typu „pomyślę o tym jutro”, kiedy to „jutro” bardzo rozciągało się w czasie :-)
Nawet jeśli w jakimś aspekcie te okresy trwały kilka lat (przyznaję, że znam to też z własnego doświadczenia !!), to nie jest to powód, aby nagle na siłę wykazywać się „dojrzałością” i „zdeterminowaniem” robiąc nieprzemyślane rzeczy, które nam zaszkodzą.
Spiszmy ten zmarnowany czas na straty, a potem, jakby go wcale nie było, włączmy nasz umysł i bez wyrzutów sumienia spowodowanych dotychczasowym brakiem decyzyjności używajmy go w taki sposób, aby przybliżało to nas do realizacji naszych pragnień i potrzeb.
Nikomu nie musimy nic natychmiast udowadniać, ani innym, ani sobie.
Spiszmy ten zmarnowany czas na straty, a potem, jakby go wcale nie było, włączmy nasz umysł i bez wyrzutów sumienia spowodowanych dotychczasowym brakiem decyzyjności używajmy go w taki sposób, aby przybliżało to nas do realizacji naszych pragnień i potrzeb.
Nikomu nie musimy nic natychmiast udowadniać, ani innym, ani sobie.
Zapraszam do następnych odcinków i oczywiście merytorycznej dyskusji w komentarzach
