Pierwsze pytanie, które nasunęło mi się przy czytaniu wczorajszej wypowiedzi Kai Malanowskiej było: „Jest to sprytny sposób zwrócenia na siebie uwagi, czy też ta pani serio myśli to, co mówi?” Wypowiedzi wyglądały na szczere, więc zakładając ten drugi scenariusz nie mogłem się oprzeć mieszance zdziwienia i współczucia.
REKLAMA
Dziwiłem się, jak w dzisiejszych czasach, przy pewnej dysfunkcjonalności klasycznych systemów publikowania książek (co widać też z wypowiedzi Autorki) można nie tylko kurczowo się ich trzymać, ale jeszcze liczyć na rozsądne zarobki jako autor.
Współczułem, bo młoda, najwyraźniej bardzo inteligentna kobieta, odczuwa zrozumiałą potężną frustrację widząc jak kiepski jest czysto finansowy rezultat jej wielomiesięcznej pracy.
Moje współczucie pogłębiło się, kiedy przeczytałem, że Autorka, zamiast wyciągnąć jakieś konstruktywne wnioski z dotychczasowych rezultatów chce wyciągnąć rękę po pieniądze od Państwa. Najlepiej od razu dla całej grupy zawodowej!! Nawet, gdyby to miało jakimś cudem zadziałać, to taka jałmużna od Państwa miałaby następujące oczywiste wady:
• Prawdopodobnie nie byłaby ona zbyt wysoka
• Bardzo źle wpływałaby na poczucie własnej wartości „beneficjentów”, bo nie są to ludzie prymitywni i świadomość życia z takich datków byłaby dla nich zapewne obciążająca
• Źle wpływałaby na wizerunek całej grupy zawodowej w oczach „klientów”, czyli potencjalnych Czytelników
• Bardzo źle wpływałaby na poczucie własnej wartości „beneficjentów”, bo nie są to ludzie prymitywni i świadomość życia z takich datków byłaby dla nich zapewne obciążająca
• Źle wpływałaby na wizerunek całej grupy zawodowej w oczach „klientów”, czyli potencjalnych Czytelników
Jest lepsza droga, która funkcjonuje też i w Polsce, o czym piszę z doświadczenia.
Pierwszym i decydującym krokiem jest zejście z piedestału „artysty”, czy „eksperta”, który tworzy to, co przyniosły mu Muzy, a potem łaskawie gotów jest się tym podzielić. Tak może zrobić kilka gwiazd, które mają już wyrobione nazwisko, dla pozostałych jest to recepta na niepowodzenie.
Pierwszym i decydującym krokiem jest zejście z piedestału „artysty”, czy „eksperta”, który tworzy to, co przyniosły mu Muzy, a potem łaskawie gotów jest się tym podzielić. Tak może zrobić kilka gwiazd, które mają już wyrobione nazwisko, dla pozostałych jest to recepta na niepowodzenie.
Dla tej drugiej grupy, w dzisiejszych czasach konieczne jest jak najwcześniejsze stworzenie platformy kontaktu z odbiorcami, budowanie z nimi relacji, wchodzenie w dialog. Często oznacza to zdobywanie fanów naszej twórczości długo przed jej oficjalnym opublikowaniem. Wszystko jedno, jakiego rodzaju jest to twórczość!! To, jeśli się to dobrze robi, obecnie daje zdumiewająco dobre rezultaty, na pewno lepsze niż ustawianie się w kolejce po jakiekolwiek zapomogi od Państwa. Jak pokazuje praktyka, dla finansowego powodzenia naszej działalności twórczej może to być nawet ważniejsze od prestiżowych nagród.
Gdyby Autorka przez 16 miesięcy poświęciła godzinę dziennie na budowanie takich relacji i do tego darowałaby sobie tradycyjnego wydawcę (o czym niżej), to nie mielibyśmy całej dyskusji. Może nie byłoby z tego przysłowiowych kokosów, ale przyzwoity zarobek na pewno.
Kiedy mamy sporą grupę Czytelników, z którą zbudowaliśmy relację, to właściwie możemy zadać sobie pytanie, po co nam tradycyjny wydawca?
Dzisiaj, bez większego problemu możemy zaangażować fachowców, którzy nam książkę zredagują, złamią i wydrukują, a internet, wraz ze wspomnianą wcześniej grupa fanów daje nam możliwości dystrybucji, których nie było jeszcze kilka lat wcześniej. Robiąc to bez wydawcy nie tylko maksymalnie zwiększamy naszą marżę, ale zachowujemy też wpływ na sposób, intensywność i jakość promocji.
Dzisiaj, bez większego problemu możemy zaangażować fachowców, którzy nam książkę zredagują, złamią i wydrukują, a internet, wraz ze wspomnianą wcześniej grupa fanów daje nam możliwości dystrybucji, których nie było jeszcze kilka lat wcześniej. Robiąc to bez wydawcy nie tylko maksymalnie zwiększamy naszą marżę, ale zachowujemy też wpływ na sposób, intensywność i jakość promocji.
I to nie wymaga jakichś wielkich pieniędzy, aby zacząć, o czym przekonałem się próbując tego w polskich realiach. Aby zrobić to naprawdę profesjonalnie wystarczy ok. 6400 zł, jak chce się mieć tani egzemplarz wydania papierowego trzeba wyłożyć około 20 000 zł, co też nie jest kwotą nie do zdobycia. W moim wypadku ta druga kwota zwróciła się po 10 dniach od rozpoczęcia sprzedaży, czego życzę każdemu autorowi.
Konkluzja jest taka:
• Albo używamy naszego umysłu i wykorzystujemy go też do tego, aby naszą sztukę (cokolwiek by to nie było) tak zaprezentować światu, abyśmy mogli z tego wyżyć
• Albo jak małe dziecko dąsamy się w kącie bo jesteśmy „czystymi artystami” a potem wyciągamy do państwa rękę po pieniądze. W tym ostatnim przypadku jako podatnik mówię „Wara od tego, bo to są też moje pieniądze”
• Albo jak małe dziecko dąsamy się w kącie bo jesteśmy „czystymi artystami” a potem wyciągamy do państwa rękę po pieniądze. W tym ostatnim przypadku jako podatnik mówię „Wara od tego, bo to są też moje pieniądze”
Życzę powodzenia i służę moimi doświadczeniami!
