Od kiedy prowadzę bloga, planuję napisać coś o Gosi Baczyńskiej. Chciałam w elegancki, profesjonalny sposób wyrazić uznanie dla projektantki. Niestety, rzecz to niemożliwa. Wszystko przez moją emocjonalną naturę. W obliczu pracy Baczyńskiej trudno mi być obiektywnym krytykiem. Serce wygrywa z rozumem. Na szczęście zadanie ułatwił fakt, że - zdaje się - wychodzę już z mody. Od kiedy u Gosi pracuje nowa asystentka, nie ma mnie na liście gości czy mejli. Wiadomości o postępach w pracy projektantki mogę czerpać jedynie z fejsbuka. To zbawienne. Pozwala na wypowiedź z dystansem. Przy okazji stanowi wyzwanie. Skomentować paryski pokaz projektantki, na którym się nie było? Czemu nie?
Paryż rzeczywiście jest stolicą mody. Konkurencja bezwzględna, wygrywają tylko najlepsi. Mimo to, nie oszukujmy się, wybitnych twórców jest zaledwie kilku. Nieprzeciętnie utalentowanych – kilkunastu. Reszta, jak to w sztuce bywa, prezentuje poziom wysoki, przeciętny lub żaden. Z kilkudziesięciiu pokazów obejrzanych w ciągu tygodnia mody (dziennie jest ich około dziesieciu) zaledwie kilka pozostaje w pamięci na zawsze. Reszta to zwyczajne prezentacje kolekcji firm odzieżowych. Bardziej udanych lub mniej. Niektóre - nawet koszmarnych. Gdy przed laty byłam na takim mniej interesującym pokazie, ogromnie żałowałam, że w Paryżu nie mogą pokazywać swych dokonań najzdolniejsi ludzie z Polski. Pierwszą, którą miałam wtedy na myśli, była Gosia Baczyńska.
