W setkach tysięcy firm na całym świecie toczą się gry wojenne pomiędzy kierownictwem i pracownikami. Kierownictwo wyznacza kilka celów, najczęściej finansowych, choć nie zawsze, a pracownicy starają się osiągnąć te cele, gdyż w zamian otrzymają premię.
REKLAMA
Niestety bardzo często osiągnięcie celów odbywa się w sposób niekorzystny dla firmy, gdyż podjęcie gry uwalnia pracownika od poczucia odpowiedzialności za dobro organizacji: to nie ja zaproponowałem tę grę, ale firma, mam więc moralne prawo wybrać najłatwiejszą drogę do wygranej. Gotowość do przyjmowania wrogich strategii nasila się szczególnie wtedy, gdy pracownicy mają poczucie, że firma gra nie fair:
• nie zapewnia środków (narzędzi) do osiągnięcia zadanych celów,
• marnotrawi efekty pracy przez złe zarządzanie,
• przełożeni źle traktują podwładnych,
• brak jest informacji o aktualnej kondycji firmy,
• cele operacyjne nie są uzgadniane z pracownikami.
• marnotrawi efekty pracy przez złe zarządzanie,
• przełożeni źle traktują podwładnych,
• brak jest informacji o aktualnej kondycji firmy,
• cele operacyjne nie są uzgadniane z pracownikami.
Wiele przykładów wrogich strategii zostało opisanych w mojej „Doktrynie jakości”. A oto kilka z nich:
• Brytyjskie szpitale premiowane za skrócenie czasu oczekiwania przez pacjenta pomiędzy jego zarejestrowaniem, a otrzymaniem pierwszej usługi medycznej, wprowadziły stanowisko „pielęgniarki pierwszego kontaktu”, która przyjmuje pacjenta zaraz po rejestracji, by przeprowadzić z nim coś w rodzaju „lekarskiego wywiadu”. Później pacjent może już dowolnie długo czekać na kontakt z lekarzem nie psując statystyki szpitala.
• Sprzedawcy sklepowi premiowani za podniesienie wartości paragonu grupują zakupy kilku klientów na jednym paragonie.
• Robotnicy produkujący szklane butelki, którzy są premiowani za niski udział w produkcji butelek „drugiego gatunku”, tłuką te butelki, gdyż premia nie zależy od liczby stłuczek.
• Pracownik hipermarketu odpowiedzialny za współpracę z dostawcami, który jest premiowany od wysokości osiągniętych rabatów, namawia dostawców do podniesienia cen podstawowych, co pozwoli na podniesieniem rabatu bez obniżania ceny.
• Sprzedawca w sieciowym sklepie z okularami, którego pensja jest uzależniona od wartości sprzedaży, wybiera sobie lepszych klientów, gorszych pozostawiając kolegom.
• Naukowcy całego świata, którzy w różny sposób fałszują statystyki dotyczące ich prac naukowych, aby osiągnąć wyniki oczekiwane przez ich przełożonych lub instytucje udzielające grantów. Temu tematowi była poświęcona dyskusja panelowa „Academic integrity” podczas 25 konferencji Academia Europaea we Wrocławiu (16-19 września 2013). Patrz mój felieton „Stargetowana nauka”
• Budżety kontraktowe opisane w moim felietonie „Zarządzanie bez budżetu? Pan zwariował panie Blikle!”
• Sprzedawcy sklepowi premiowani za podniesienie wartości paragonu grupują zakupy kilku klientów na jednym paragonie.
• Robotnicy produkujący szklane butelki, którzy są premiowani za niski udział w produkcji butelek „drugiego gatunku”, tłuką te butelki, gdyż premia nie zależy od liczby stłuczek.
• Pracownik hipermarketu odpowiedzialny za współpracę z dostawcami, który jest premiowany od wysokości osiągniętych rabatów, namawia dostawców do podniesienia cen podstawowych, co pozwoli na podniesieniem rabatu bez obniżania ceny.
• Sprzedawca w sieciowym sklepie z okularami, którego pensja jest uzależniona od wartości sprzedaży, wybiera sobie lepszych klientów, gorszych pozostawiając kolegom.
• Naukowcy całego świata, którzy w różny sposób fałszują statystyki dotyczące ich prac naukowych, aby osiągnąć wyniki oczekiwane przez ich przełożonych lub instytucje udzielające grantów. Temu tematowi była poświęcona dyskusja panelowa „Academic integrity” podczas 25 konferencji Academia Europaea we Wrocławiu (16-19 września 2013). Patrz mój felieton „Stargetowana nauka”
• Budżety kontraktowe opisane w moim felietonie „Zarządzanie bez budżetu? Pan zwariował panie Blikle!”
Tradycyjnie myślący menadżerowie na swoje porażki w grze o marchewkę reagują jednakowo: idea jest dobra, tylko w tym szczególnym przypadku zasady premiowania zostały źle skonstruowane. Ale to nieprawda. To zasada jest zła i jedyną radą, aby w tej grze nie przegrywać, jest w nią nie grać. Dlaczego więc w nią gramy?
Podstawową przyczyną, dla której firmy narzucają tę grę pracownikom jest przekonanie, że człowiek jest z natury leniwy i nieuczciwy, trzeba go więc do pracy „motywować”, czyli zaganiać kijem i marchewką. My oczywiście tacy nie jesteśmy. My jesteśmy pracowici i uczciwi, ale człowiek, wiadomo… Brak zaufania idzie od góry, a później jest - jak to się w korporacjach ładnie nazywa - kaskadowany w dół. Właściciele nie wierzą zarządowi, zarząd kierownikom, kierownicy majstrom, a majstrzy robotnikom. Wszyscy więc wszystkim fundują odpowiedni „system motywacyjny”. Kaskada jednak nie zatrzymuje się na dole, ale odbija się i podąża w górę: Robotnicy nie wierzą majstrom, majstrzy - kierownikom, kierownicy … A skoro nie wierzymy kierownictwu, to nie ma powodu, abyśmy mieli poświęcać naszą premię dla jakichś ideałów, które zresztą nie wiadomo nawet, czy będą docenione. Nierzadko bowiem kierownictwo ma swój interes w tym by nie zauważać „drogi na skróty”. Brytyjskie ministerstwo zdrowia nie miało szczególnego interesu w dochodzeniu, jakim sposobem skrócono czas oczekiwania pacjenta. Wszak minister mógł donieść premierowi o sukcesie, a premier mógł pochwalić się tym w mediach. No i wszyscy, od pielęgniarki pierwszego kontaktu po premiera, byli zadowoleni. Tylko ci pacjenci nadal marudzili.
