Od czasu do czasu w mediach pojawiają się teksty, w których autor – publicysta lub polityk – dotychczas kojarzony z „jakąś” opcją próbuje pokazać, iż jest zmęczony sytuacją wtrącania go nieustannie do jednego worka, że chciałby mieć możność normalnego życia i nieutożsamiania go w sposób konieczny z takim czy innym zbiorem poglądów. Zdarzają się również próby przyznania racji drugiej stronie, zwrócenia uwagi, że przynajmniej w części inni mogą mieć słuszność. Wszelkie tego typu poszukiwania skazane są na porażkę.

REKLAMA
Nie sposób ustalić, kto pierwszy odrzuci odszczepieńca. Koledzy z jego ugrupowania, koterii, redakcji, czy falujący tłum, którego poszczególni członkowie są – co do zasady – bez reszty zaangażowani po którejś ze stron. O co mu właściwie chodzi? Dlaczego nie potępił, dlaczego nie zrównał z błotem i nie obrzucił nim? Co się dzieje z tym facetem? Czy ta baba zwariowała?
Czasami dysonans poznawczy odbiorców jest tak duży, że próbują oni odczytywać solowe wystąpienie w duchu danej „szkoły”. Owszem, Pan "A" powiedział coś takiego, ale musimy to należycie zinterpretować, osadzić w pewnym kontekście. Tak naprawdę nie jest możliwe, żeby popierał prezesa "X" lub wierzył w ideę "Y".
Inny sposób radzenia sobie przez kolegów i koleżanki z chóru z takim solistą jest poniekąd najstraszniejszy w skutkach. Osobę taką uznaje się za mniej lub bardziej nieszkodliwego szaleńca i oryginała, który wcześniej czy później zniknie w zalewie czarno-białych poglądów. Jedynie czasami, z musu, dla takiego pustelnika udostępni się łamy gazety lub portalu.
"Nowe" poglądy naszego solisty nie zostaną również zaakceptowane przez stronę "dotychczas" przeciwną. Tutaj również działają mechanizmy dysonansu poznawczego, nieufności oraz - czego nie można pominąć - nieumiejętności rozumienia słowa mówionego i pisanego.
Co prawda zarówno rozum jak i doświadczenie życiowe podpowiadają, że może być tak, iż jedni mają rację w pewnych sprawach, a drudzy w innych, ale psychologiczna konieczność silnego osadzenia w grupie i spójności poglądów zawsze bierze górę. Jeżeli nie lubię partii „Z”, to nie akceptuję ani jej poglądów, ani motywów, ani rozwiązań, ani ludzi, ani tego jak wyglądają, ubierają się i żyją. Nie akceptuję niczego! Innymi słowy, przeciętny uczestnik chóru dysponuje tylko jedną oceną etyczną wszystkiego, co dzieje się wokół niego – jest to ocena określana w etyce mianem oceny globalnej.
To, że poszczególni członkowie politycznych i ideologicznych chórów potrafią dokonywać tylko ocen globalnych jest wypadkową wielu elementów – wychowania, edukacji, wrodzonych predyspozycji, przede wszystkim jednak ugruntowanej niemożności dokonywania najprostszego rozróżnienia pomiędzy motywami działania a jego skutkami.
Na takim gruncie debata publiczna nieustannie się patologizuje. Jakikolwiek kompromis w najdrobniejszych nawet sprawach jest niemożliwy. „Prawicowiec” nie uzna konkretnego rozwiązania konkretnego problemu „liberała” lub „feministki”, choćby rozwiązanie to w pełni pokrywało się z jego rozwiązaniem. Mechanizm ten działa w całości w odwrotną stronę, choć złożoność „nieuznawania” jest oczywiście bardziej skomplikowana.
Nikomu przecież na takim „uznawaniu” nie zależy. Przede wszystkim politykom i mediom, dla których etyczna i pragmatyczna polaryzacja mas jest naturalnym środowiskiem wzrostu i bytowania. Również uczestnicy dyskursu nie są zainteresowani przyznawaniem choćby częściowej racji. Dla nich najsilniejszą potrzebą (być może jedyną) jest bowiem potrzeba ścisłej identyfikacji i włączenia do grupy.
Uczestnicy owej debaty są fundamentalnie niezdolni do dostrzegania złożoności zarówno „obiektywnych” faktów, jak ich ocen etycznych. Wydaje się (nie przemawiam z pozycji psychologia czy psychiatry, dlatego proszę psychologów i psychiatrów o ewentualnie sprostowanie), że taki sposób postrzegania świata, gdzie widzi się tylko jedną „prawdę” i dokonuje się tylko jednej oceny etycznej jest sposobem właściwym pewnym odmianom psychopatii.
Rozmowa w gronie tego typu epistemicznych i etycznych ekstremistów jest niemożliwa. Dla grupy to właśnie „solista” jest szaleńcem i ekstremistą i jako taki musi zostać z niej - czasowo lub na stałe – wykluczony. Trzeba mieć w sobie ogromną siłę wewnętrzną, aby sprostać temu wykluczeniu, ale to temat na inny wpis.