Losami bohaterami dramatu rządzi fatum. Władca próbuje powstrzymać apokalipsę. Zausznicy robią interesy za jego plecami. Opozycja dąży do obalenia władzy, której ciężaru nie chce udźwignąć. To są wszystko konieczności. Z determinizmu wyłamują się na chwilę Belka, Sienkiewicz, Latkowski. Obserwatorem jest młody prokurator, który nic nie może zrobić. Chórem - chór policjantów.

REKLAMA
Wszyscy postępują źle, ale inaczej postąpić nie mogą. Dobre intencje i słuszne postępowanie zamieni się w zło. Po wyrwie w determinizmie wszystko wróci na ustalone tory. Służby popełnią kolejne błędy, a urzędnicy oskarżą się nawzajem. Ludzka ciżba czepiać się będzie którejś ze stron konfliktu, licząc na wygraną. Ale w tragedii nie ma wygranych. Niewystarczająco zarysowane katharsis jedynie pogłębi chorobę duszy kolektywnej i dusz indywidualnych.
Dlaczego wszyscy muszą przegrać? Czy stoi za tym pierwotna, niezmywalna wina? Magdalenka, Okrągły Stół, odwołanie rządu Olszewskiego, sukces Stana Tymińskiego, afera Rywina i inne noce politycznych długich noży. Wolne media utrwalające zniewolenie. Gospodarczy potwór pożerający wszelkie przejawy życia.
Nic z tych rzeczy.
To tylko kwestia smaku. Nieznajomość struktury. Autor nie popisał się wkładając w usta spiskowców ośmiorniczki. Jedzone na oczach głodnych dzieci anulowały dobro przypisane im w pierwszym akcie.
Spiskowcy powinni zamawiać wódkę i śledzia.
A ludzie. Ludzie – wbrew pozorom – nigdy nie rozumieją dramatu.