Sprowadzanie problemów Polaków do kwestii dumy czy samozadowolenia z osiągnięć dwudziestu lat wolności jest sposobem myślenia życzeniowego elit. Polacy (na swój sposób) są zadowoleni, ale chcieliby (jak się domyślam) być zadowoleni w bardziej prozaicznym, codziennym wymiarze.

REKLAMA
Myślę, że bez względu na to, czy są katolami, lewakami, narodowcami, feministkami, liberałami, kibolami, małymi i średnimi przedsiębiorcami, czy wreszcie zwykłymi robotnikami i rolnikami, chcieliby czuć, że to państwo należy do nich, że ktoś chce im pomóc w codziennych problemach, że ktoś ich słucha, że ktoś potrafi godzić sprzeczne interesy, chce z nimi dyskutować i martwi się ich losem.
Zamiast tego otrzymują garść dogmatów sprowadzających się do tego, że świat który ich otacza musi wyglądać tak, jak wygląda. Karmieni umiejętnie podsycanym narodowym sporem, obserwujący elity zabiegane wokół własnych interesów i postępujące rozwarstwienie społeczne robią się coraz bardziej zniechęceni i zdemotywowani.
Konflikt i rozgoryczenie nie są dziś specyfiką polską, ale też nie wzięły się znikąd. Sprawa „smoleńska” czy spór wokół telewizji „Trwam” to jedynie lokalne manifestacje problemów całego świata (choć to nie jest oczywiście żadną pociechą). Jakieś mniejsze czy większe igrzyska nie są w stanie zapobiec tym niepokojącym procesom.