Prawdę mówiąc ogromne zainteresowanie tekstem Wojciecha Łazarowicza „Żegnam, Panie Rusinek” zupełnie mnie nie dziwi. Spory dotyczące poprawności językowej toczone w Internecie przybierają formy gwałtowniejsze niż niejedna batalia nad niejedną katastrofą. Jednak tkwi w nich pewien paradoks. Oto negujący poprawność językową jako istotną część naszego życia wpadają w szewską pasję, jeżeli wytknąć im jakiekolwiek błędy na tym polu.
REKLAMA
W istocie rzeczy, wystarczy poruszyć jakiś problem, a na pewno poczują się urażeni, czego znamiennym przykładem jest nieszczęsne "witam!".
Tak sobie myślę, że być może piewcy językowej dowolności nie powinni po prostu pisać do Rusinka.
Zdając sobie sprawę, że nikogo nie przekonam, pozwolę sobie na nic nie znaczący gest...
Panie Rusinek, jestem z Panem!
