O istnieniu bytu instytucjonalnego w postaci Komisji Etyki Poselskiej przypominam sobie w zasadzie tylko dzięki działaniom performerów w typie Janusza Palikota. W istocie rzeczy, gdyby komisja ta odpowiadała swojemu pojęciu, powinna dokonać samolikwidacji lub zawnioskować o rozwiązanie parlamentu w obecnym kształcie i obsadzie.

REKLAMA
Moje prywatne próby uchwycenia etyczności KEP-u kończą się konstatacją, że „etyczność” tę daje się sprowadzić do swoistego wzorca określanego trafnie i słusznie mianem moralności pani Dulskiej. Doprawdy, czy warto płacić za realizację tego ideału publicznymi pieniędzmi? I bez nich miewa się on całkiem dobrze.
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _
PS Już po zamknięciu wpisu uświadomiłem sobie, że Komisja Etyki Poselskiej jednak odpowiada swojemu pojęciu. Nie chciałbym ingerować w tekst, proszę zatem o życzliwą interpretację.