O autorze
Zawodowo adwokat. W wolnych chwilach zajmuję się filozofią prawa, etyką, filozofią społeczną i filozofią w ogóle.

Uważam, że światu potrzeby jest kolejny renesans. Nic jednak nie wskazuje, aby miał on nastąpić. Dlatego ze względnym spokojem oczekuję apokalipsy. W jej obliczu większość naszych problemów staje się pozorna. Dotyczy to również problemów prawa i filozofii. Przede wszystkim o tym ma być ten blog, a co z tego wyjdzie..., zobaczymy.

e-mail: jedrek.gasior@gmail.com

Zapraszam również na mój blog związany głównie z przyrodą miejską, problemami samorządności, społeczeństwa obywatelskiego, etc. gasiorowski.e-sochaczew.pl oraz na stronę mojej kancelarii: Adwokat Andrzej Gąsiorowski

Refleksje pierwszomajowe

Perspektywa pierwszomajowego święta nastroiła mnie do krótkich rozważań dotyczących współczesnych zadań i celów ruchu robotniczego. Tego ostatniego pojęcia używam – jak się czytelnik domyśla – w sensie szerokim i na wskroś umownym. W mojej ocenie celem nadrzędnym tego ruchu powinno stać się dzisiaj nierewolucyjnie poszukiwanie dróg odchodzenia od zasad „starego świata” oraz rozwiązań pozwalających na przywrócenie państw ich obywatelom.


Pośród tych „starych” zasad najważniejsza zdaje się być zasada, którą na własny użytek określam mianem dogmatu wdowiego grosza. Sprowadza się on do prostego założenia, iż grosz odebrany w takiej czy innej formie biedakowi nie wpływa na funkcjonowanie systemu, grosz pozyskany od „kapitału” zaburza w sposób zasadniczy funkcjonowanie systemu ekonomicznego, a ostatecznie społecznego. Konsekwencje tego dogmatu są oczywiste – biedakowi (na różne sposoby) odbiera się grosz po groszu. Kapitał pozostaje poza sferą fiskalnego zainteresowania państwa.


W istniejących warunkach zasada ta wydaje się być pragmatycznie prawdziwa. Należałoby się jednak zastanowić, czy w świecie, w którym zaszły TAKIE zmiany, musi być ona (bezwzględnie) prawdziwa. Czy możemy proponować nowe rozwiązania ekonomiczne, gospodarcze, naukowe, ekologiczne, społeczne itd., które prowadziłyby nas na powrót do jakiejś, choćby zawężonej wersji drugiej zasady sprawiedliwości Rawlsa. Obalenie tego dogmatu, to pierwszy z celów, które powinien sobie postawić ruch robotniczy.


Warto zaznaczyć, iż zmiana nie musi polegać na wydzieraniu pieniędzy instytucjom finansowym w formie podatków. Ruch robotniczy powinien jednak skłaniać polityków do podjęcia dialogu z wielkim kapitałem - dzisiaj ten ostatni pozostaje bowiem czymś niemal całkowicie wyodrębnionym ze struktur społecznych, choć ma zasadniczy wpływ na ich obraz i funkcjonowanie. Nawiązanie takiego dialogu mogłoby stworzyć podłoże dla ponownego odnalezienia wspólnego dobra.


Zadanie drugie wiąże się z pierwszym. Oto współczesne państwa przestały być państwami obywatelskimi. Oblicza się je na zachowanie i wzmocnienie państwowej substancji oraz na dalsze wzmocnienie i tak silnej pozycji kapitału. Ruch robotniczy winien zatem tak wpływać na decyzje polityczne, aby powstrzymać proces alienacji rządów politycznych od społeczeństwa. Przyglądać się bacznie rozwiązaniom legislacyjnym, a jeszcze baczniej temu jak wygląda prawo w działaniu. To właśnie zaniechanie takiej stałej kontroli doprowadziło do zbudowania fundamentalnie nieobywatelskiego porządku prawnego, w którym wzrasta całkowicie nieobywatelskie społeczeństwo, zdolne jedynie do efemerycznych „fejsbukowych” akcji.

Należy jednak postawić sobie pytanie, czy ruch robotniczy stać na taki wysiłek? Czy ma w swoim gronie ludzi zdolnych do budowania WSPÓŁCZESNYCH idei, które sprawdzą się w życiu? Odpowiedź na to pytanie wydaje się być twierdząca. W owym ruchu znajdziemy przecież nie tylko robotników i chłopów w tradycyjnym znaczeniu tych pojęć. Obejmuje on dziś małych i średnich przedsiębiorców, freelancerów wykonujących różnego rodzaju wolne profesje, przedstawicieli wolnych zawodów, naukowców, inżynierów, nauczycieli, "oburzonych", młodzież na „śmieciówkach”, protestujących przeciwko ACTA, feministki, antyklerykałów, a w polskich warunkach także ów wzgardzony lud smoleński. Potencjał istnieje, choć aby go wykorzystać ruch ten winien sobie uświadomić, iż poniekąd jest jednym ruchem – jest, a przynajmniej powinien się stać – ruchem obywatelskim.

Obalanie starego porządku nie musi sprowadzać się dzisiaj do wcielania w życie wąsko pojętych i w szczegółach nieadekwatnych pomysłów tradycyjnie rozumianej lewicy. Takie działania są nieustannie markowane także przez polskie ugrupowania lewicowe i jednocześnie z takich działań różnej maści neoliberałowie czynią sobie używanie na politykach pokroju Piotra Ikonowicza.

W świecie „po zmianie” trzeba szukać wszystkiego co dobre i pragmatyczne w „starych” ideach i poszukiwać nowych twórczych rozwiązań. To co jest, nie jest bowiem ani lewicą ani prawicą, ani kapitalizmem, ani liberalizmem, ani socjalizmem. To raczej nieobywatelski świat grup interesów, który ruch robotniczy powinien tłumaczyć i zmieniać.