Pozostawiając kwestie polityczne bojkotowania ukraińskiej części mistrzostw Europy w piłce nożnej z boku, warto jednak pochylić się nad teoretycznym aspektem moralnego sprzeciwu, bo do niego można "bojkot" sprowadzić. Podstawowym zarzutem wobec bojkotowania ma być zatem nieskuteczność tego typu aktów. Myli się tu jednak nieskuteczność z oceną i działaniem moralnym. Te ostatnie, choć nie powinny odrywać się od realiów życia, nie są przecież nimi w pełni zdeterminowane.

REKLAMA
Kwestia Julii Tymoszenko to tylko jeden aspekt sprawy. Bardzo słusznie Maria Czubaszek w rozmowie dla „Na Temat” zwróciła uwagę na „zgrozę” związaną z masowym uśmiercaniem bezdomnych zwierząt na Ukrainie jako elementem "przygotowań" do imprezy. Dla mnie również działania te budziły moralny sprzeciw dający podstawę do nieoglądania imprezy. Czy moje nieoglądanie coś zmieni? I tak i nie. Tego typu decyzje nie przekładają się przecież na bezpośrednią skuteczność, ale zważywszy na fakt że nie jestem sam (jest już choćby Maria Czubaszek i zapewne wielu innych) jakoś odkładają się i przekładają na realia społeczne.
Z politykami jest nieco gorzej, ale – co do zasady – nie widzę podstaw, aby nie mogli wyrazić swojego stanowiska. Wobec nich podnosi się zresztą jeszcze jeden zarzut w postaci hipokryzji. Nie bojkotowali Chin, a bojkotują Ukrainę! Pewnie tak, ale czy nasza niemoc wobec jednych ma zawsze skutkować niepodejmowaniem działań tam, gdzie to możliwe. To z pewnością trudna kwestia, ale nie tak jednoznaczna jak chcieliby krytycy „bojkotujących”.
W publicznej debacie (a przecież nie tylko w niej) dominuje perspektywa oceny wszelkich działań przez pryzmat ich skuteczności. Idąc tym tropem, powinniśmy w ogóle zaprzestać dokonywania jakichkolwiek ocen moralnych, a już na pewno „bezskutkowych” aktów moralnego sprzeciwu. Że jest to błędny trop uczy doświadczenie życiowe i… historia. Moralny sprzeciw potrafi zmieniać losy świata, choć rzadko zmiana następuje w sposób bezpośredni. Do istoty moralnego sprzeciwu należy również to, że jego autor bierze na siebie niekorzystne dla niego samego konsekwencje. Przedkłada bowiem niematerialną wartość moralnej prawdy i głosu sumienia wobec innych profitów: materialnych, społecznych, politycznych itp.
Analiza głosów krytyki wobec "bojkotu" pozwala przypuszczać, iż kwestie te są bądź to niezrozumiałe, bądź świadomie pomijane i sprowadzane do absurdu. Istnieje bowiem nieformalny, moralny w swej istocie (sic!), przymus brania udziału w igrzyskach, które ze swej istoty (szczególnie w obecnym kształcie) są czymś moralnie wątpliwym.