Lektura dzisiejszego felietonu Katarzyny Kolendy-Zaleskiej w portalu „Wyborcza.pl” – „Parada partyjnych interesów”, w którym autorka odnosi się z dezaprobatą do protestów społecznych planowanych w czasie Euro 2012, to znamienny przykład analizy wydarzeń dokonywany w oparciu o błędne założenia, obciążonej fantasmagoriami państwa, patriotyzmu, wolności, wspólnoty i wieloma innymi odchodzącymi niestety w niepamięć bytami i kategoriami.
REKLAMA
Problem w tym, że Polacy nie postrzegają Euro 2012 jako „swojego” święta, bo elity polityczne, państwowe i urzędnicze codziennie dokonują cudów, aby przekonać Polaków, że nie jest to „ich” państwo, dlatego też nie mają „oni” - Polacy – jakichkolwiek powodów, aby postrzegać owe „święto” jako „swoje”.
Według Kolendy-Zaleskiej to Euro „NAM” się ma opłacać! „NAM” czyli „KOMU” chciałoby się zapytać… Polacy wiedzą, że „komuś” rzeczywiście będzie się to opłacać. Można jednak przypuszczać, iż mają wątpliwości, czy owo „komuś” oznacza właśnie „ich”.
Nie wiem również, skąd Katarzyna Kolenda-Zaleska bierze imperatyw powszechnej radości ze sportowych zmagań, w sytuacji, kiedy przeciętny Polak (i zapewne Europejczyk) ma własne problemy wykraczające daleko poza zagadnienie „kto w której minucie strzelił”.
Nie wiem również, skąd Katarzyna Kolenda-Zaleska bierze imperatyw powszechnej radości ze sportowych zmagań, w sytuacji, kiedy przeciętny Polak (i zapewne Europejczyk) ma własne problemy wykraczające daleko poza zagadnienie „kto w której minucie strzelił”.
Porywy serc powodowane piłkarskimi zmaganiami nie są w stanie odbudować poczucia wspólnoty. Nie są również w stanie wpłynąć na ogólnie złe nastroje społeczne, a poniekąd mogą je potęgować. Założenie, jakoby sport miał ze swej istoty wywoływać „fajne emocje” i budzić owo „poczucie wspólnoty”, można chyba uznać za zbyt uproszczone i optymistyczne.
Gdyby pojęcia państwa, patriotyzmu, wolności i wspólnoty, które słusznie ceni sobie Kolenda-Zaleska, miały realne odniesienia w zglobalizowanym świecie, ludzie nie podrywaliby się tak chętnie do działań wymierzonych we własne elity i państwa, nie byliby również tak łatwym łupem dla polityków. Problemy te zdają się być całkowicie nieuchwytne dla części dziennikarzy i próbują oni opisywać świat chaosu pojęciami nadającymi się co najwyżej do opisu miasteczek z klocków znanej firmy.
