O autorze
Zawodowo adwokat. W wolnych chwilach zajmuję się filozofią prawa, etyką, filozofią społeczną i filozofią w ogóle.

Uważam, że światu potrzeby jest kolejny renesans. Nic jednak nie wskazuje, aby miał on nastąpić. Dlatego ze względnym spokojem oczekuję apokalipsy. W jej obliczu większość naszych problemów staje się pozorna. Dotyczy to również problemów prawa i filozofii. Przede wszystkim o tym ma być ten blog, a co z tego wyjdzie..., zobaczymy.

e-mail: jedrek.gasior@gmail.com

Zapraszam również na mój blog związany głównie z przyrodą miejską, problemami samorządności, społeczeństwa obywatelskiego, etc. gasiorowski.e-sochaczew.pl oraz na stronę mojej kancelarii: Adwokat Andrzej Gąsiorowski

Ostatni biały nosorożec

Od kiedy Hannie Arendt udało się wykazać, że za złem nie kryję się żadna substancja, którą moglibyśmy winić za cokolwiek i na której moglibyśmy wywrzeć jakąś formę pomsty, wydawało się, że w banalności zła nie będziemy się już mogli rozwinąć. A jednak udało się. Widokówka ostatniego nosorożca białego przebiła widokówki chłopców z Państwa Islamskiego bawiących się w ścinanie głów oraz zatroskaną twarz Władimira Putina martwiącego się losami Rosji i całego świata.


Ilu ludzi na świcie zdaje dziś sobie sprawę, że Ziemia i jej mieszkańcy minęli ostatni zakręt i znaleźli się na ostatniej prostej? Że zagłada może nastąpić w okresie czasu liczonym w dziesiątkach lat? Dziesięć procent, pięć procent, promil?


Oczywiście, pisanie o zagładzie można traktować już tylko jako kronikarski obowiązek czy rozpaczliwą formę psychoterapii (sprawy zaszły za daleko). Jeśli zło niszczenia Ziemi jest banalne, to równie banalne muszą być próby jego opisania. A jednak w beznadziejnym bezsensie ludzkiego istnienia równie beznadziejna multiplikacja pokoleń wydawała się być jakimś sensem. Pod warunkiem wszak, że nasze dzieci powołane do beznadziejnego istnienia, miały możliwość zobaczenia nieco mniej beznadziejnego istnienia nosorożców białych. Większość z nich oczywiście nigdy nie widziała i nie zobaczyłaby nosorożca białego, ale świadomość, że gdzieś tam nosorożce białe północne przemierzają sawannę, pozwalała przezwyciężyć ciężar absolutnego bezsensu świata bez Boga.

Patrząc na tego ostatniego Mohikanina, myślałem sobie o tej bezgranicznej hipokryzji zachodniego świata (słowo to już nic nie znaczy, ale chwilowo brak lepszego) urządzającego wybiórcze obchody dawnych katastrof i oddającego równie wybiórcze hołdy ofiarom nowych, połączonej z bezapelacyjną, bezdyskusyjną akceptacją dla coraz szybszego unicestwiania wszelkiego życia na Ziemi. Myślałem o perwersjach bogatych Azjatów, o kompulsjach konsumpcji, eksplozji chciwości. O mediach przyuczających pogrążone w dekadencji masy do świata, w którym jedynym i wystarczającym warunkiem szczęścia jest pożeranie carpaccio z bezczeszczonych ciał ośmiornic, czy płetw rekinów, których okaleczone ciała zdychają w umierającym oceanie. O zacofaniu szkoły, która zachowuje się, jakby świat nieograniczonego wzrostu jeszcze istniał, kiedy powinna zacząć uczyć dzieci namysłu nad wrodzoną gatunkowi ludzkiemu chciwością i atawistyczną nienawiścią do wszystkiego, co nie jest człowiekiem.


Myślałem o problemach organizatorów igrzysk w Rio de Janeiro, którzy martwią się, że kajakarze będą musieli pływać pośród zdechłych ryb, oraz o tym, jak ochoczo oglądaliśmy igrzyska w Soczi, podczas przygotowań do których buldożery rozjeżdżały unikalną przyrodę wybrzeży Morza Czarnego. Myślałem o otępiałych Europejczykach pogrążonych w paroksyzmach równości (będącej kamuflażem dla prawdziwych i rzeczywistych nierówności) i tolerancji (opłacanej sowicie petrodolarami), podróżujących do tych wszystkich zakątków świata, gdzie niepodzielną ręką rządzą późni wnukowie pułkownika Kurtza, gdzie tak lekko można karmić perwersje pożerając żyjące jeszcze homary, kalmary i inne stworzenia.

Zastanawiałem się, czyje to pieniądze finansują „terapie” rogiem nosorożca bogatym Azjatom. Przez chwilę – wstyd się przyznać – poczułem ulgę, że już niedługo nie będzie z czego robić oszukańczych specyfików dla przedstawicieli społeczeństw, uchodzących w wyniku szeregu nieporozumień za mądre i pragmatyczne.

Myślałem również o tym, dlaczego telewizja nie pokazała obrazu stu ostatnich żyjących nosorożców białych, a zrobiła to dopiero, kiedy pozostał ostatni. Myślałem o tym, za jakie pieniądze Świat Zachodu sprzedał wszystkie swoje – i tak przecież oszukańcze – ideały, pośród których jakieś tam miejsce zajmowała niegdyś ochrona życia na Ziemi. Myślałem o tym, że ksenomorfy okazały się nie być najbardziej zabójczym gatunkiem wszechświata. Myślałem, ile czasu nam jeszcze zostało. Jak długo wytrzymamy sami ze sobą w świecie pozbawionym innych stworzeń, odcięci ostatecznie i nieodwołanie od dzikiej przyrody.

Skoro jednak życie ostatniego nosorożca, życie ostatniej pszczoły nie ma żadnego znaczenia, tym bardziej odnosi się to do moich myśli, które, jak powiedziano na wstępie, spisuję wyłącznie z poczucia obowiązku i uczciwości wobec samego siebie.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Zupełnie nowe naTemat.pl 4.0. To największa zmiana w historii serwisu
0 0Grupa naTemat nigdy nie była tak popularna jak teraz. Dziękujemy!

O TYM SIĘ MÓWI

0 0Elitarna grupa zaczyna szukać Woźniaka-Staraka. Jeden z nurków zdradza szczegóły
0 0Co dalej z poszukiwaniami Woźniaka-Staraka? Mamy najnowszy komentarz policji
0 0Hejterzy śmieją się z jego roli w filmie Tarantino. Jednak to Rafał Zawierucha "wygrał życie"