Problem emigracji z krajów afrykańskich i azjatyckich – choć przedstawiany jako kolejny doraźny task do ogarnięcia przez rządzących nami technokratów – daje się sprowadzić do problemu przeludnienia Ziemi. Ale o tym nie dowiemy się ani od polityków, ani z infantylnych mediów, które prócz liczenia kasy, zajmują się przede wszystkim utrwalaniem niemocy woli i intelektu na skalę masową.
REKLAMA
Jednocześnie ci sami polityczni technokraci zachęcają zarówno Europejczyków, jak i mieszkańców innych kontynentów do tego, aby było ich (nas) jeszcze więcej. To znaczy nie tylko oni. Bardzo intensywnie w tę „kulturę przyrostu naturalnego” włączają się różnej proweniencji publicyści, ekonomiści, a przede wszystkim kościoły i korporacje walczące o nowych wyznawców. Każda dusza to wymierne zyski, liczone nie tylko w pieniądzu, ale również w przyrastającym słupku WŁADZY. A władza, jak słusznie zauważa Frank Underwood, jest dużo fajniejsza od pieniędzy. Panowanie ma sens tylko wtedy, kiedy jest nad kim panować.
Tymczasem już dziś w zupełnie spokojnych miejscach świata zaczyna brakować rzeczy dla człowieka zupełnie elementarnych na czele z wodą. Będąca rajem na ziemi California w ciągu kilku lat zamieniła się w pustynię. Co tam California, wystarczy popatrzeć na Polskę, gdzie samorządy coraz mocniej zmagają się z brakiem wystarczającej ilości ujęć. Ale przecież nie o ujęcia tu chodzi. Chodzi o wodę jako taką i inne dobra, do których dostęp wydaje się być gwarantowany przez Boga.
No i mamy problem ludzi płynących na zatłoczonych do granic możliwości łodziach. Od czasu do czasu ktoś spadnie do wody. Tyle że, tak naprawdę, ludzie nie zsuwają się z łodzi. Oni zsuwają się z afrykańskiego lądu. Cóż, gdyby świat był jak Europa, gdzie kobiety słusznie zaczęły odmawiać roli inkubatorów dla wiecznie pobudzonych samców, mielibyśmy jakąś szansę na przetrwanie. Ale w Afryce i w przeważającej części Azji, kobieta jest czymś porównywalnym do… No właśnie, lepiej poprzestańmy na języku poprawności politycznej i powiedzmy, że prawa kobiet w Azji i Afryce nie są dostatecznie rozwinięte i realizowane.
W jakim kierunku będzie to zmierzać? W dość oczywistym. Wcześniej czy później pękną europejskie mury i przeludnienie Azji i Afryki zaleje Stary Świat. W idealnych warunkach wzrostu, jakie ciągle jeszcze daje Europa, azjatyckie i afrykańskie kobiety będą rodzić jeszcze większą liczbę dzieci, niż robią to na „rodzimych lądach”. Innymi słowy, względnie zrównoważony wzrost (nic takiego nigdy nie istniało, ale jakimś językiem musimy się posługiwać), rozpadnie się na naszych oczach, grzebiąc pod sobą wszelkie dotychczasowe społeczne urządzenia, place zabaw i ścieżki rowerowe.
Polityków i kapitał to wszystko – przepraszam za straszliwie słowo – wali. Będą czerpać zyski z ludzkiej ciżby do chwili, aż agresja tłumu zacznie się obracać przeciwko nim. Zamkną się wtedy w jakimś rodzaju enklaw. Czy będą to otoczone murami osiedla, czy całe miasta, to jeszcze jest do ustalenia. Życie poza enklawami będzie czymś znacznie gorszym i trudniejszym, niż przetrwanie w świecie Walking Dead.
To się już dziś dzieje na naszych oczach, gdzie europejskiej demokracje faktycznie dopuściły do wytworzenia systemu kastowego, w którym, co do zasady, obok kasty urzędniczo-politycznej, opłacanej z publicznych pieniędzy, z wszelkimi uprawnieniami i udogodnieniami, jakie daje zatrudnienie na umowę o pracę, funkcjonuje kasta podludzi, którą można określić mianem RSS – Radź Sobie Sam. Prawa dla tej grupy opierają się na innych zasadach, a odmienności są dobrze ukryte w gąszczu uregulowań.
Spryciarzom, którzy dziś czerpią zyski z całej tej "emigracji" (a w istocie z przeludnienia), wydaje się zapewne, że numer można powtarzać wiecznie. Więcej ludzi to więcej kasy. W gruncie rzeczy nie można im się dziwić. Na ich miejscu, każdy zrobiłby to samo, tak samo jak każdy chce mieć nowego smartfona. Tymczasem któregoś dnia Maska Śmierci Szkarłatnej pojawi się również w ich domach.
Kiedy Ziemia przetrawi trujące pozostałości cywilizacji, życie powoli zacznie się odradzać. Pozostaje mieć nadzieję, że bez tych wszystkich obrońców życia, dzięki którym dziś ulega zagładzie. Póki co, czekając na emigrantów, zastanówmy się, gdzie sami możemy wyemigrować. Zdaje się, że nikt nie zwrócił na to uwagi, ale też jesteśmy emigrantami.
