Tekst Rafała Ziemkiewicza z weekendowego wydania „Rzeczpospolitej” – „Nieznośna nuda rozkładu” jest napisany z polotem i pasją, których można autorowi pozazdrościć. Mało kto w naszym publicystyczno-redaktorskim światku dysponuje takim wnerwem, odejściem i inteligencją. Jednak skierowanie całego impetu jedynie w kierunku rządzącego ugrupowania osłabia efekt prawdziwości stawianych tez.

REKLAMA
Ziemkiewicz konsekwentnie pomija fakt, iż w polskich warunkach (a zapewne nie tylko w polskich), ”nowe” elity w obszarze zdobywania, utrzymania i poszerzania władzy stosują bez wyjątku metody „starych”. W tym sensie zawsze mamy do czynienia z polityką kontynuacji. Ponieważ również jestem znudzony rozkładem, pozwolę sobie nie wymieniać nazw konkretnych ugrupowań kryjących się pod pojęciami elit „starych” i „nowych”. Co więcej, jestem przekonany, że ewentualne jeszcze „nowsze” elity w sytuacji objęcia władzy będą reprezentować tę samą polityczną doktrynę, która niczym gilotyna niweluje liberalne, prawicowe, lewicowe i wszelkie inne w miarę sensowne i czytelne akcydensy.
Dlatego w lekturze najświeższych wpisów na blogach autorów „Rzeczpospolitej” bardziej podoba mi się duch tekstu Tomasza Wróblewskiego Polityka jest gdzie indziej. „Chcieliśmy mieć państwo obywatelskie – pisze Wróblewski – to mamy. W desperacji i poczuciu bezsilności dawni wrogowie i naturalni konkurenci łączą się. Okazuje się, że ich największym problemem nie jest rynek, koniunktura, ale bezfunkcyjne i szkodliwe państwo”. To jest piękna myśl, choć – przynajmniej na chwilę obecną – nie podzielam wiary autora, że państwo obywatelskie już się ukonstytuowało. Do tego jeszcze daleka droga, a jej elementem powinno być poszukiwanie elementów wspólnych w tym obywatelskim przebudzeniu. Takiego przełamania, odnalezienia, może dokonać (nie samodzielnie) tylko inteligencja, choć od razu pojawia się pytanie, czy jest do tego zdolna. Ale to jest już temat na osobny wpis.