Myślę, że my wszyscy, którzy przez ostatnie lata z niepokojem i troską obserwowaliśmy, co dzieje się z naszą planetą, powoli zdajemy sobie sprawę, że dalsze podnoszenie tematu nagrzewającej się i dewastowanej przez ludzkość Ziemi, nie ma już dzisiaj znaczenia praktycznego. Staje się prowadzoną z obowiązku kroniką końca.
REKLAMA
Dlatego tym razem chciałbym ograniczyć się do kilku artykułów i informacji z ostatnich dni. Nie mówią o niczym nowym, ale wskazują na jedno – nie będzie liniowego przyrostu nieszczęść. Wszystkie opisywane zjawiska pozostają ze sobą w związku, choć wielu ludzi czuje się zobowiązanych, aby temu zaprzeczać.
Szczególnie ostatni z linków wskazuje, iż politycy albo nie wiedzą, co się dzieje, albo wiedząc, że nie mogą już przeciwdziałać chaosowi, udają, że nie wiedzą. Podobnie groteskowa jest reakcja niemieckiej policji, która opisywane zdarzenia określa mianem nowej zorganizowanej przestępczości, gdy tymczasem jest dokładnie odwrotnie. To przestępczość zdezorganizowana, która wraz ze wzrostem chaosu będzie nową normalnością. Normalnością, której nie zapobiegną żadne siły, środki i technologie.
Można przewidywać, że będziemy obserwować dalej idące odejście od polityki "winny jest zawsze sprawca", co zapewne będzie miało miejsce aż do całkowitego obumarcia prawa jako takiego. Imperatyw bezwzględnej tolerancji, niemożliwy do utrzymania, na gruncie samej tylko logiki albo rozsadzi wszelką normatywność albo doprowadzi do konkurencji normatywności, albo da zwycięstwo jednej z nich, ale tej nieopartej na prawie rzymskim, miłosierdziu i rozumie.
Podobnie znamienne i na wskroś tragiczne jak nieporuszanie problemu hiperkonsumpcji i hiperprodukcji mięsa, jest całkowity brak w „debacie” imigracyjnej rzeczywistych przyczyn migracji, pośród których na pierwszym miejscu należy wymienić przeludnienie. W miejsce potencjalnej debaty otrzymujemy moralizatorską bajkę o konieczności przyjmowania uchodźców, którzy (co do zasady z przyczyn niezawinionych) nie czują się w obowiązku ograniczenia liczby posiadanych przez siebie dzieci. Dzieci, dla których ani tu w Europie, ani w miejscu ich pochodzenia nie ma już ani wystarczającej ilości pracy, zasobów czy po prostu przestrzeni. W tym przypadku niewiele się od uchodźców różnimy, bo to samo odnosi się do "naszych" dzieci. O "dzietności" albo nie rozmawia się w ogóle, ani z imigrantami, ani z "tubylcami", albo wręcz namawia do jej zwiększania.
I jeszcze, z kronikarskiego obowiązku, rodzima emanacja choroby świata, polski przykład patologicznego usuwania drzew, krzewów i zarośli, które w Polsce odbywa się bez względu na rządzącą ekipę. Absurdalny, pozbawiany sensu, a jednak dokonywany z morderczą wytrwałością. Dotyczy obszarów zabudowanych, niezabudowanych, posesji prywatnych, dróg, alei, nieużytków miejskich, rzek i jezior. Mimo rosnącej temperatury i możliwej długotrwałej suszy na znacznych terenach Polski tak zwani samorządowcy, organy administracji, przedsiębiorcy, osoby fizyczne i prawne oraz jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej oddają się tej patologii z zaangażowaniem, które, wykorzystane inaczej, mogłoby przenosić góry. Na moim sochaczewskim blogu bardziej dociekliwi czytelnicy znajdą dość precyzyjny zapis zagłady flory i fauny przeciętnego polskiego miasteczka.
Wszystkie opisane wyżej zjawiska są jednocześnie wyrazem występujących na skalę masową zaburzeń poznawczych i behawioralnych, które – choć funkcjonują w społecznościach ludzkich od zawsze – to, wraz ze zwiększaniem się populacji – przynoszą skutki o charakterze równie katastrofalnym, co ostatecznym. W miejsce oceny zjawiska – etyka. W miejsce etyki – markowany pragmatyzm.
Psychologiczna konstrukcja naszego gatunku nie pozwoli nam do końca ani rozpoznać istoty „problemu”, ani tym bardziej uporać się z nim. Niemożliwy już do rozwiązania problem przesycenia atmosfery i oceanu dwutlenkiem węgla, skutecznie przesłonił swoje rzeczywiste przyczyny: przeludnienie, hiperkonsumpcję, niszczenie lasów i oceanów, hańbiącą ludzki gatunek przemysłową produkcję mięsa.
Umysłowość ludzkości rozjeżdża się na kilka torów – religijnego fundamentalizmu i powiązanych z nim różnych wersji konserwatywnych utopii (jej bliższe i dalsze przykłady to Daesh, Rosja Putina czy w łagodniejszej wersji Polska pod rządami PiS) oderwanych od doświadczenia liberalno-lewicowych iluzji (europejskie koncepcje rozwiązań problemów migracyjnych) patologicznej konsumpcji (wszyscy mieszkańcy Ziemi) i ludobójstwa ubieranego w szaty wojny (Syria, Ukraina).
Zdaje się, że poza tym nie ma już nic.
