Pomyślałem sobie, że skoro w jednej z najlepszych lig piłkarskich świata dochodzi do przypadków podkładania się przeciwnikowi celem uzyskania korzystnego wyniku (korzystnego z punktu widzenia zakładów, które się wcześniej obstawiło), to miast zakazywać piłkarzom tego kraju grania w piłkę przez trzy lata, można by zmienić reguły gry analogicznie do warcabowej „wybijanki” - wygrywałaby drużyna, która straci więcej bramek.
REKLAMA
Oczywiście na boisku mogłoby dochodzić do dantejskich scen, a przede wszystkim ogromnej ilości samobójów. Piłkarze wydzieraliby sobie piłkę niczym rugbiści, aby umieścić ją we własnej siatce. Istniałoby również niebezpieczeństwo, że gracze o rozwiniętych umiejętnościach korupcyjnych i z żyłką do hazardu poszliby po rozum do głowy i – chcąc podłożyć się przeciwnikowi – zaczęliby STRZELAĆ DO JEGO BRAMKI oraz... CHYBIAĆ DO BRAMKI WŁASNEJ! Wtedy – niechcący – wszystko wróciłoby do normy. Można by bowiem zakładać, że druga drużyna zachowa się podobnie. (Jeżeli ktoś wcześniej wpadł na taki pomysł, to nie będę upierał się przy jego autorstwie).
Wiele lat temu znajomy sędzia piłkarski opowiadał mi o pewnym meczu „sprzedanym” przez sędziego. Drużyna, która „kupuje” mecz gra – niestety – w sposób nieudolny. Sędzia dyktuje karnego, który zostaje niewykorzystany. Zrzuca dwóch graczy drużyny lepszych, ale i tak słabeusze nie mogą strzelić gola – przeciwnie, mimo przewagi liczebnej, tracą bramkę. Uczciwy sędzia, chcąc spełnić warunki umowy, przykłada własną głowę do piłki, która wpada wreszcie do właściwej bramki. GOOOOL!
Ta opowieść to zapewne tylko anegdota. Szkoda! Nie zmienia to faktu, że dobrze ilustruje dialektyczną naturę futbolu. I piłkarzom, i działaczom, i arbitrom, i kibicom łatwo się w tym wszystkim pogubić. Ale skoro nie sposób rozwikłać te wszystkie sprzeczności, antynomie, dialektyczne pułapki, to lepiej o nich nie myśleć, bo przecież, ostatecznie, najważniejsze jest piłkarskie widowisko!
