freeimages.red

Dlaczego społeczeństwo otwarte przegrało w Polsce i przegrywa w zasadzie wszędzie. Prób odpowiedzi może być wiele. Być może było za mało lub za bardzo otwarte. Być może chciało obarczyć ludzi poczuciem winy, za to, że nie wyrugowali z siebie najróżniejszych, nie do końca pięknych i wzniosłych pragnień i zachowań homo sapiens.

REKLAMA
Być może próba sprzęgnięcia rabunkowych zasad światowego handlu i inwestowania z etyką perwersyjnej równości (pozorowanej w sferze ekonomicznej) budziła w ludziach nieusuwalny dysonans, którego nie potrafili przezwyciężyć inaczej, niż głosując na tych, którzy oferowali im wielkość – nie trzeba było oferować nic innego.
A może karmiło ludzi fałszem. Za zasłoną wzniosłych haseł o pokoju prowadziło nieustanną wojnę. Może poczucia ekonomicznego rozwarstwienia nie dało się połączyć z miłością do wszelkiej inności, który bogate elity nakazały poddanym.
Może okres pokoju i demokracji był zbyt długi. I mimo że trwał od zakończenia wielkich wojen zimnej wojny, to nie wyrugował z naszego życia chorób i śmierci, choć tak na to liczyliśmy.
Może polityczna poprawność powoduje zbyt poważne napięcia, których nie daje się zasłonić patologiczną konsumpcją, za którą stoi całkowita już dziś dewastacja Ziemi jako naszego miejsca w kosmosie.
A może po prostu nie istnieją takie idee społeczeństwa otwartego, które są zdolne do wygrania z mitem wiecznej wielkości która, jak każdy mit istnieje poza czasem. W przeszłości, przyszłości, ale nie w teraźniejszości. Może trzeba było umiejętnie kanalizować agresję.
Może potrzeby estetyczne i psychologiczne mas nie pokrywają się z liberalno-lewicową narracją, a precyzyjniej filozofią życia, która ostatecznie wielu przejawów życia instytucjonalnie i mentalnie zakazała.
Powiedzmy sobie szczerze – musiało dojść do tej katastrofy. Rozgrywa się ona za każdym razem, kiedy sympatyczny liberał (są to już nazwy czysto tradycyjne) mówi, że ważniejsze od czołgów są przedszkola, kiedy równie sympatyczni ludzie rysują kolorowe obrazki na chodnikach po śmierci innych sympatycznych ludzi. Prawda o homo sapiens jest inna. Żeby spokojnie funkcjonowały przedszkola, trzeba mieć czołgi, a kiedy giną nasi, trzeba się mścić. A przynajmniej trzeba o tym mówić ludowi.
Dlatego w wyborach politycznych, wygrywa dziś zemsta.
Czego osobiście liberałom i lewicy wybaczyć nie mogę, to tego, że nie stworzyli spójnej idei ekologicznej. Więcej – w pełni wsparli grabienie Ziemi, bo za zagrabione dobra kupowało się głosy wyborców. Nie mogę wybaczyć, że zanegowali ustalenia nauk przyrodniczych, które mówiły - człowiek nie jest taki, jaki zakładacie, że jest. Nie jest taki, jakim chcecie go uczynić i nigdy nie będzie.
Dziś, jeśli ktoś będzie chciał stworzyć ideę, którą da się przeciwstawić idei wielkości, (jej największym reprezentantem będzie od dziś Donald Trump), będzie musiał stworzyć integralną ideę ekologiczną. Taką, która odniesie się do jedynych realnych dziś problemów ludzkości – globalnego ocieplenia, wymierania życia na Ziemi, kończenia się zasobów i przeludnienia. Ale również taką, która uzna, że ludzie są również (a może tylko) groźnymi, sprytnymi i agresywnymi naczelnymi, które ciągle walczą o życie z innymi przedstawicielami gatunku.
Czy uda mu się to, a przede wszystkim, czy zdąży? Jest to, niestety, mało prawdopodobne. Upadkowi cywilizacji (a najprawdopodobniej końcu życia jako takiego) towarzyszyć będą rządy dyktatorskie, a być może również totalitarne. Ze wszystkimi ich konsekwencjami.
W kolejce do wielkości czekają Kanada, Francja i Niemcy.
PS Jeżeli Donald Trump odstąpi od, fasadowych przecież, ustaleń globalnych w zakresie polityki klimatycznej, sytuacja w ciągu kilku lat wymknie się całkowicie spod kontroli.